środa, 18 grudnia 2013

W pogoni za pudrem - akt 1

Cześć Kochani!

Jak obiecałam, dzisiaj pierwsza recenzja pudru transparentnego. Na tapecie produkt firmy Inglot. Od razu Wam muszę powiedzieć, że przypadł mi bardzo do gustu. Jest to mój pierwszy taki puder, i tak się zachwyciłam, że sięgam po kolejne, aby przeszukać cały rynek i wybrać najlepszy. Gdyby nie pomysł na mój projekt, zapewne kupiłabym po raz drugi ten o to mały:

Uważam, że ma on śliczne, eleganckie opakowanie. Teraz już trochę brudne, ale cóż poradzić jak go tyle używałam :)
Jego konsystencja jest wprost idealna - nie jest nadmiernie zmielony, dzięki czemu nie pyli się podczas aplikacji. I nie zostaje biała plama na twarzy, lecz idealnie wtapia się w odcień naszej cery.


Po rozsmarowaniu nie widać go, jednak nie oznacza to, że jest bezużyteczny :) Twarz jest matowa, a makijaż utrzymuje się w nienagannym stanie przez cały dzień. Nawet po aerobiku moja twarz nie świeciła się (a zawsze to robi).
To mój pierwszy taki puder i jakże jestem z niego zadowolona! Ciężko będzie go przebić aczkolwiek wierze, że trafie jeszcze na podobne. W kolejce już kilka czeka!

I szybkie podsumowanie tego co najistotniejsze:


INGLOT
Efekt matujący tak
Utrwalenie makijażu tak
Konsystencja bardzo dobra
Opakowanie eleganckie
Wydajność średnia
Cena 41 zł
Czy jestem zadowolona? TAK





Znacie to cudeńko?
Lubicie je jak ja?












Miłego popołudnia :*


Kasieńka

niedziela, 15 grudnia 2013

3 w 1 od Vichy

Cześć!

Tematem dzisiejszego posta będzie:


płyn micelarny 3 w 1 

Kilka słów od producenta


Ma oczyszczać, usuwać makijaż i łagodzić skórę twarzy..
Tak, po raz kolejny magiczny produkt robi wszystko.

Używam go do zmywania makijażu, a raczej usiłuję używać go do usuwania maikjażu, bo nie radzi sobie z tym bidulek. Przykładam nasączonym owym specyfikiem wacik do oczu, trzymam, trzymam, trzymam i co? i nic. Dopiero po potarciu w jedną i drugą i trzecią i piątą stronę makijaż raczy się ruszyć, a nie używam kosmetyków wodoodpornych. Nie tego wymagam od płynu micelarnego.

Skoro nie sprawdził się jako produkt do demakijażu postanowiłam przemywać nim twarz rano, czyli zastosować go jako tonik. Tutaj kolejne rozczarowanie, bo jakoś dziwnie się pieni, pozostawia jakąs lepką powłoczkę na twarzy..

Nie wiem do czego jeszcze mogę spróbować go wykorzystać, aby w końcu okazało się, że do czegoś się nadaje. 

Dostać go możemy w aptekach, jego normalna cena to uwaga, około 40zł. Za taką regularną cenę można się spodziewać więcej. Ja na szczęscie kupiłam go na promocji w Super Pharm za 19 zł, a i tak uważam że to dużo jak na 200 ml micela.

A może Wy miałyście sttyczność z tym produktem? Jak się u Was spisał?

Wracam do swoich zajęć, a Wam życzę mile spędzonych ostatnich chwil weekendu.

K.


sobota, 14 grudnia 2013

Filmowe Wyzwanie!

Cześć Kochani!

Dzisiaj króciutko:
W ostatnim tygodniu wzięłam udział w wyzwaniu filmowym. Tematem przewodnim był Harry Potter. Organizatorką całego cyklu jest Orlica. I tu chciałabym jej podziękować za taki pomysł, bo powiem Wam, że bardzo mi się spodobał :*

O samym wyzwaniu poczytać możecie na jej blogu, a tutaj daję Wam bezpośredniego linka do  Podsumowania tego tygodnia :)

Mój makijaż jest dość banalny i niezbyt profesjonalny, ale ogromnie się cieszę, że niektórym przypadł do gustu. Dzięki dziewczyny!

Chciałabym również zwrócić uwagę na pracę Sabbathy. Urocze paznokcie prawda :)?
Sabbatha jest wierną uczestniczką całego cyklu! Gratuluję.

Planuję w kolejnym i zarazem ostatnim tygodniu wyzwań zgłosić swoją pracę. Muszę tylko się jeszcze dobrze zastanowić co na tej mojej twarzy wyczarować.

I to by było na tyle. Jak obiecywałam, jest króciutko :)

Dobranoc,

Kasieńka :*

piątek, 13 grudnia 2013

Projekt : W pogoni za pudrem - transparentnym pudrem!

Witajcie Kochani!

Na początek trochę wstępu historycznego. Nie, spokojnie, nie będę przynudzać, ani pytać o datę Chrztu Polski czy jakieś bitwy mniej lub bardziej znanej. Chcę tylko wyjaśnić skąd u mnie pomysł na projekt, o którym zaraz trochę  opowiem.

Od kiedy zaczęłam się malować, a raczej były to nieudane próby wejścia w ten zakręcony, artystyczny wielki świat ( z dzisiejszego punktu widzenia tak to widzę), moim problem było dobranie odpowiedniego pudru. Zawsze coś było nie tak. Czasem kolor, kiedy indziej konsystencja, zapach lub jeszcze coś innego. Żadnego pudru nie kupiłam dwa razy! Poważnie. Jeszcze nigdy mi się to nie zdarzyło. Co prawda, nie tylko moim nie zadowoleniem to było spowodowane, lecz również faktem, że lubię sprawdzać produkty, których nie znam.

No i po tych moim większych czy mniejszych wpadkach, natknęłam się na puder transparenty biały. Jest to miłość od pierwszego użycia! Ale mimo to, wiem jak i każda z was, że obecnie na rynku pudrów tych jest jak mrówek. I który jest najlepszy? Nie wiem, ale chce się tego dowiedzieć!

I oto właśnie mój projekt. Chcę przetestować największą możliwą osiągalną dla mnie ilość pudrów transparentnych i zestawić je ze sobą i wybrać ten jedyny <3 być może na zawsze :)

Jeden mi się powoli kończy - konkretnie sypki z Inglota. Także już za kilka dni pierwsza recenzja i moje wrażenia!

A czy Wy macie już swój jeden, jedyny ukochany? A może wciąż poszukujecie? Jeśli tak, wierzę, że znajdziecie!

I może polecicie, które powinnam kupić i przetestować?

Dobranoc,

Kasieńka :-*

czwartek, 12 grudnia 2013



Cześć!

Dzisiaj chciałybyśmy się z Wami podzielić naszymi ostatnimi zakupami poczynionymi w okolicach Dnia Darmowej Dostawy.

Korzystając z okazji zaoszczędzenia około 8 zł zdecydowałam się na zakupy w avon-sklep.com.pl. Tam wpadła do mojego koszyka zachwalana kredka Avon Supershock w kolorze Raw plum w cenie 14,99- dodatkowo trafiłam na promocję oraz kredka z serii glimmerstick diamonds w kolorze flashy copper w cenie około 6 zł- żal było nie spróbować.




Jako gratis dostałam próbkę perfum Fergie Outspoken Intense, która szczerze mówiąc nie przypadła mi do gustu.

Za to kredki są cudowne! Wstawiam Wam swatche kolorów. Kredki są niesamowicie miękkie i przyjemnie się nimi maluje.


Kolejne zakupy zrobiłam razem z Kasieńką na cocolita.pl. Bardzo lubię tę drogerię i już dobrych kilka razy składałam u nich zamówienie i byłam bardzo zadowolona. Przy zakupach za 100 zł dostawa była darmowa.

Skusiłam się na Tangle Teezera w wersji Aqua Splash Black Pearl, chociaż Black to ona za bardzo nie jest, ponieważ wersja kompaktowa nie spełniała do końca moich oczekiwań, a tą normalną pożyczył na dłużej mój tato, więc raczej do mnie już nie wróci. Jestem z niej baaardzo ale to bardzo zadowolona, ale o tym napiszę Wam kiedy indziej.

Dodatkowo wrzuciłam do koszyka pędzelek Hakuro H74- typowy puchacz do rozcierania.


Kasia wybrała 3 rzeczy i teraz ze zniecierpliwieniem czeka aż w końcu do niej przyjadę:
- eye liner żelowy firmy Saffron- w zestawie z pędzelkiem
- bazę pod makijaż Prime Magic firmy w7
- puder prasowany marki MUA w odcieniu 2

Ceny prezentowanych przeze mnie produktów wynosza:
- TT 45,90 zł
- Hakuro H74 21,90 zł
- eye liner 10,90 zł
- baza 19,90 zł
- puder 5,90 zł

Teraz pałeczkę przejmuje Kasieńka, ja się żegnam!

Do następnego!

K.

A więc Kochani - do mnie przyszły aż trzy paczuszki. Jedna to co prawda w całości prezent świąteczny dla mojej bratowej, ale i tym zakupem chcę się z Wami podzielić. Chociaż nie do końca piszę prawdę. Bo i w tej paczuszce jeden kosmetyk jest dla mnie - prezent od firmy Yves-Rocher bo stamtąd też ta paczuszka do mnie przyszła. 

A oto i ona :


 Cóż ona w sobie kryje? Domyślacie się po wystającej etykiecie :)?

Tak? Oto one (kosmetyki):
Zestaw:
żel pod prysznic
żel do mycia rąk
krem do rąk
Wszystko o przepięknym, przypominającym święta zapachu - czekolady z pomarańczą.
Koszt takiego zestawu to około 35zł

U dołu zdjęcia widzimy zapakowany jeszcze tusz do rzęs Sexy Pulp. którego jeszcze nie miałam okazji wcześniej testować. Znalazł się w mojej paczuszce jako prezent do zamówienia:)

Mam nadzieję, że zestaw tych kosmetyków spodoba się mojej bratowej i będę mogła Wam napisać same dobre rzeczy o nich :)

 A teraz czas na kolejne zamówienia!

Minerały, minerały, minerały!

Dwie próbki zamówione na mineralnie.pl , odcienie bardzo jasne - gracious i honest.
Cena za 1,5 grama to niecałe 16 zł. Ale warto! Już próbowałam i z czystym sercem mogę powiedzieć, że wspaniale kryją.

A te dwa większe pudełeczka to rozświetlacz i puder. Jeszcze nie otwarłam, ale żywię duże nadzieje co do nich. Cena za każdy to około 25 zł. Zakupione na ladymakeup.pl

I w końcu nadszedł czas na zamówienia, które mam dla K. Tak samo jak ja na moje, K. z niecierpliwością czeka aż dostanie te oto produkty:

Pędzel do podkładu firmy e.l.f , który ponoć świetny jest do nakładania maseczek :)

Oraz...
baza pod cienie do powiek firmy jak widać Lumene.

I to by było na tyle. Bo nie chce już was dłużej męczyć samymi zakupami. Jak dotarłyście do tego miejsca to bardzo się cieszymy, bo jak zwykle trochę poszalałyśmy i trochę tego było :)

A może Wy znacie już te produkty? Co o nich sądzicie? Polecacie?

Miłego wieczoru,
Kasieńka :*












środa, 11 grudnia 2013

moja granatowa pielęgnacja


     

Cześć!

Dzisiaj chciałabym Wam pokazać 3 produkty, które ostatnio stosuję wieczorami, a mianowicie 2 balsamy do ciała oraz peeling, który wykonuję ok 2 razy w tygodniu.

Wszystkie prezentowane przez mnie produkty mają jeden wspólny czynnik- granata. I nie chodzi tu o kolor jak mogliście się sugerować opisem, a o owoc. :)


Balsam i peeling pochodzą z firmy Bielenda. Kojarzy mi się ona z dobrej jakości produktami. Jednak te nie do końca mi spasowały. Dlaczego?

Spodziewałam się lepszego zapachu. A one mają dość specyficzny, chemiczny, absolutnie z granatem mi się nie kojarzy. Balsam nawilża bardzo przeciętnie, a peeling cukrowy należy do słabszych zdzieraków.

Seria zapakowana jest w wygodnych pojemnikach o pojemności 200 ml.

 Balsam jest koloru lekko różowego, o przyjemnej konsystencji. Wchłania się w normalnym tempie, nie błyskawicznie ale też nie musimy na to czekać niewiadomo ile. W składzie widnieje parafina, ale nie zauważyłam żednych negatywnych skutków na ciele po zastosowaniu balsamu. Jest on średnio wydajny, wystarczył mi na ok. 2 tygodnie stosowania a zwykle balsamy zalegają u mnie długo.





Peeling jak to cukrowy wydajnością nie grzeszy, pozostawia na ciele tłustą powłoczkę, ale mi to zupełnie nie przeszkadza.
Ale! Jakież było moje zdziwienie, gdy po pierwszym użyciu tego specyfiku świeciłam w ciemnośc! Ten peeling ma w sobie BROKAT!
Nie wiem czy to tak miało być, na opakowaniu nie znalazłam nigdzie takiej informacji. Niekoniecznie lubię się świecić w nocy gdy chcę się wyspać i                                                                następnego dnia na uczelni.

Produkty dostępne są w drogeriach, a ich cena to ok 15, 16 zł. 

Do tej wersji już raczej nie powrócę, ale chętnie wypróbuję jeszcze Avocado.

Kolejny produkt używam już znacznie dłużej, bo od kilku miesięcy. Jest to balsam, który kupiłam w Tk Maxie.


 Przyjemny produkt, który konsystencją przypomina mleczko do ciała. Zapach jest nieziemski! Lekko słodki, baardzo owocowy, długo utrzymuje się na skórze. Jest bardzo wydajny, ładnie się wsmarowuje i szybko wchłania. Nie znam tej firmy- Claire Fisher Natur Classic więc nie wiem gdzie konkretnie ich proddukty są dostępne. Napisy na opakowaniu są po niemiecku, więc tym bardziej nie wiem co producent obiecuje, ale bardzo przyjemnie mi się go używa, jest wydajny. Kosztował w Tk Maxie ok 14 zł, a jego normalna cena wg nich wynosi 35.

Znacie powyższe produkty? Lubicie? A może wiecie gdzie są dostępne produkty firmy Claire Fisher?

Do zobaczenia!

K.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Avon Planet Spa - peeling do twarzy z minerałami z Morza Martwego


Cześć dziewczyny! (I facetów też witam )

Dzisiaj słów kilka na temat peelingu do twarzy, który niestety nie do końca spełnił moje zachcianki :)
Mowa o tytułowym peelingu z linii Planet Spa firmy Avon.





Jak już kiedyś pisałam (w poście o maseczce z minerałami z Morza Martwego) sprawdza się on jako początek i przygotowanie twarzy do mechanicznego oczyszczania. Jako peeling już mniej.

Jednak mimo niepełnego mojego zadowolenia, nie mogę tego peelingu skreślić całkowicie, ponieważ podczas zabiegu czuć, że jest w nim peelingująca, działająca sól. Niestety działa ona zbyt lekko, jak na moja zgrubiałą cerę :) Twarz po nim jest średnio gładka, ale na pewno jest czysta, niekoniecznie dobrze oczyszczona z głębi. No ale nigdy nie można mieć wszystkiego. 

I mam jeszcze jeden poważny zarzut - peeling nie jest wydajny. Używałam go góra raz w tygodniu, a i tak bardzo szybko się skończył.

Mimo wszystko uważam, że jeżeli ktoś się nad nim zastanawia, to powinien kupić. Bo tragiczny nie jest, a może na waszej cerze zachowywać się będzie inaczej, lepiej :)

Miłego popołudnia,
Kasieńka :*


niedziela, 8 grudnia 2013

maseczka Avon planet spa

Cześć!

Za oknami mróz, niedziela, idealny dzień na zrobienie sobie małego spa w przerwie od nauki.

Podzielę się z Wami jednym produktem, który właśnie spoczywa na mojej twarzy.

Jest to maseczka, która była częścią mojego prezentu urodzinowego, który dostałam od Kasieńki, za co baaardzo bardzo serdecznie po raz kolejny dziękuję!;* Używam jej już ok. 4 miesięcy więc zdążyłam sobie o niej zdanie wyrobić.

Oczyszczająca maseczka do twarzy z glinką z tureckiej łaźni termalnej. Nazwa bardzo ciekawa, tak jak opakowanie. Niby takie proste, ale miło się na nie patrzy. Zapakowana jest w tubce o pojemności 75 ml.

Ma bardzo przyjemną konsystencję, którą świetnie rozprowadza się na twarzy. Po nałożeniu cienkiej warstwy na twarz zostawiam ją na dłużej niż zaleca producent- czyli 5 minut. Czekam sobie spokojnie aż wyschnie i jeszcze trochę ją trzymam. Po tym czasie zmywam letnią wodą, nie ma z tym najmniejszych problemów i osuszam twarz ręcznikiem.

Po użyciu twarz jest gładka, chociaż tego obiecywanego oczyszczenia to raczej nie dostrzegam. Maseczka absolutnie nie powoduje przesuszenia skóry.


Poniżej wstawiam zdjęcia maseczki dopiero po nałożeniu oraz już wyschniętej.


Bardzo lubię tą maseczkę i nie wykluczam powrotu, gdy mi się skończy, co niestety niebawem nastąpi. Mimo wszystko wydajność jest jej plusem, bo używam jej już od tych 4 miesięcy po kilka razy w tygodniu. Naprawdę niewielka ilość wystarcza do pokrycia całej twarzy.

Serdecznie polecam Wam wypróbowanie tej wersji.

A Wy znacie te maseczki? Miałyście okazję testować tę lub inne z tej serii Avonu, bo wydaje mi się że trochę ich tam jest?

A teraz biegnę zmyć już ją z twarzy bo mi już tak zostanie!

Trzymajcie się!

K.




sobota, 7 grudnia 2013

Krem bee bee

Witajcie!

Dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować krem bb, którego mam średnią przyjemność używać od jakiegoś czasu.


Jest to multifunkcyjny antybakteryjny krem BB z Under 20 w kolorze 02- naturalny. Szumna nazwa.
Wg producenta:
- równomiernie nawilża
- matuje!?
- wygładza skórę
- maskuje niedoskonałości
- długotrwale wyrównuje koloryt skóry
- nadaje naturalny wygląd

- sprząta
- podlewa kwiatki...

Jeśli coś jest do wszystkiego, to zazwyczaj jest do niczego. Produkt to mieszanka lekkiego kremu i pudru. Konsystencja jest bardzo przyjemna. Jednak ja mam problem z nakładaniem tego produktu.
Palcami niby jest ok, ale zostają smugi. Po gąbeczce zostają takie "paćki". Pędzel daje radę, ale pije dużo produktu i ciężko nim stopniować krycie.

Po nałożeniu twarz świeci się jak psu wiadomo co. Istna katastrofa. Niby to miało matowić, a osiąga się efekt przeciwny. Bez przypudrowania naprawdę mocno matującym pudrem nie ma mowy o pokazaniu się ludziom, chyba że ktoś tak lubi to proszę bardzo, choć sama wolałabym wyjść z gołą twarzą niż w takim stanie.

Na zdjęciu ciężko mi było uchwycić to wykończenie, ale na tym myślę że w miarę widać o co chodzi. U góry kropla nieroztartego kremu, poniżej wsmarowany i świecący.

Krycie jest bardzo średnie. Gdy moja twarz przeżywa lepsze dni, bez wyprysków i bez dużych przebarwień mogę sobie na ten krem pozwolić, ale z korektorem w tych gorszych miejscach.

Kolejnym problemem jest jego trwałość. Utrwalony pudrem jest w stanie przetrwać na mojej twarzy max kilka godzin, w granicach bardziej 2,3 niż 5,6. Więc mogę go nałożyć jedynie gdy wychodzę na uczelnię na kilka godzin, lub gdziekolwiek, chociaż zawsze boję się że mi się zważy, pomimo tego że wcale dużo go nie nakładam.

Jego niepodważalnym plusem jest to, że mnie nie zapchał. Ale jak na krem, który ma wyrównać koloryt to trochę za mało.

Z bólem będę kończyć tubkę którą mam, ale gdy się w końcu skończy to płakać za nim nie będę i na 100% do niego nie wrócę.

Dostępny jest w drogeriach, a jego cena wynosi ok. 15 zł za 75 ml produktu.
Możemy go dostać w 2 odcieniach- 01 oraz 02.

Ciekawa jestem czy tylko ja mam takie odczucia co do niego? Miałyście okazję go wypróbować? Jak się spisał na Waszej twarzy?

Pozdrawiam i do następnego!


K.

wtorek, 3 grudnia 2013

Moja PRO kolekcja!


Witam Was wszystkich bardzo serdecznie! Przygotujcie się na recenzję z cyklu och i ach.

Dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować moją kolekcję ulubionych 3 lakierów z serii Rimmel Salon PRO.
Posiadam 3 przepiękne kolory.


1. 247 Isn't she precious?
Lekki róż, ładnie prezentuje się na paznokciach. Jest ze mną najdłużej z całej trójki, miałam go już na paznokciach dobrych kilka razy, a ubytku nie widać, zawsze maluję 2 warstwy.


2. 313 Cocktail passion
Malinowo-koralowy odcień, z tych wg mnie bardziej letnich odcieni ale mi to nie przeszkadza nosić go teraz, bardzo przyjemnie się go nosi, innym też rzuca się w oczy. Towarzyszył mi przez ostatni tydzień.


3. 711 Punk rock
Ciemniejszy odcień, z serii Kate. Nigdy nie lubiłam ciemnych lakierów bo wydawało mi się, że moje ręce wyglądają jakoś tak smutno, ale on wszystko zmienił. Właśnie patrzę na niego pisząc tego posta i napatrzeć się nie mogę! Ten kolor to szary przełamany śliwką. W różnym świetle inaczej wygląda.


To co mi się najbardziej podoba w tych lakierach to po pierwsze te nieoczywiste kolory- żaden nie jest zwykły, każdy jeden ma w sobie to coś! Po drugie to ich twałość. Nie wiem czego to jest zasługa- możliwe że lycry wchodzącej w jego skład, ale w sumie mnie to nie interesuje, bo lakier który mogę w dobrym stanie nosić 8 dni to dla mnie rzadkość. I lubimy takie rzeczy!
Dodatkowo każda buteleczka posiada wewnątrz metalową? kuleczkę, więc potrząsając możemy pomóc lakierowi uzyskać odpowiednią konsystencję, tak wiem że nie powinno się tak robić bo lakier się napowietrza i mogą się tworzyć bąble i w ogóle same złe rzeczy, ale u mnie się tak nie dzieje.

Wykończenie tych lakierów jest żelowe, wg producenta nie potrzebny jest top coat z czym się zgadzam, bo go nie używam w połączeniu z tymi lakierami.

Co do samej aplikacji to początkowo miałam z tym problem, bo nie umiałam się przyzwyczaić do zaokrąglonej końcówki pędzelka, ale z każdą kolejną było lepiej i teraz już jest to sama przyjemność. Sam pędzelek jest szeroki i jedyne do czego mogę się przyczepić to zakrętka. Jest dość duża  przez co niezbyt poręczna, ale jest to defekt który jestem w stanie wybaczyć.


Cena tych lakierów to ok 18-19 zł, dostępne są w drogeriach z szafą Rimmel.

Niby cena wysoka jak na lakier do paznokci, przecież jesteśmy w stanie kupić lakier i za 5 zł, ale wg mnie warto wydać trochę więcej. Zwłaszcza, że dostajemy 12ml produktu, który jest piekielnie wydajny.
Myślę że z biegiem czasu moja kolekcja się powiększy, bo kolory są naprawdę warte grzechu.

Te lakiery mogą spokojnie konkurować z niejedną droższą marką- ja mam porównanie z Essie i w kwestii ich żywotności na paznokciach wygrywają to starcie 1:0, bo Essie po kilku dniach mi zwykle gdzieś odpryśnie.

A jak jest u Was? Czy tydzień z pomalowanymi paznokciami to norma, czy raczej rzadkość? Znacie prezentowane przez mnie mazidełka? Lubicie?

Mój romans z tymi przyjemniaczkami na pewno szybko się nie skończy!


Trzymajcie się ciepło,

K.