piątek, 28 lutego 2014

Dobry produkt nie zawsze jest drogi!

Cześć Kochani,

Zdarza Wam się kupić jakiś tani kosmetyk tylko dlatego, że jest tani  i go nie znacie? Bo ja tak, uwielbiam zaskoczenia  i niespodzianki. Rzadko sięgam po jakiś kosmetyk dwa razy, chyba że tak bardzo mnie oczarował, że nie mogę się bez niego obejść.

Tak też było z kosmetykiem, który pragnę Wam dzisiaj przedstawić. Kilka miesięcy temu byłam na zakupach zupełnie niekosmetycznych z mama w real'u. Nie były to krótkie zakupy ku mojemu nieszczęściu dlatego w ramach zagospodarowania czasu czekania na mamę (która to była w ferworze walki o nasz byt - żebyśmy z głodu nie umarli) przeszłam się na dział kosmetyczny. Nie szukałam ani niczego konkretnego ani jakoś się bardzo na nic nie napalałam. Jednak moje spojrzenie przyciągnęła jedna butelka ( na prawdę nie wiem czemu).


Wzięłam ją do ręki i przeczytałam :



Akurat moje mleczko kończyło się, więc spojrzałam na cenę i ... bez wahania włożyłam ową buteleczkę do koszyka. Otóż jego cena to 3,99 zł. Wyobrażacie to sobie? Grzechem było nie spróbować. Nawet gdyby okazało się kompletną klapą, to jakoś przebolałabym te niecałe 4 złote. 

No ale koniec historii - przejdźmy do samego mleczka. Pierwszą pozytywną nutą jest zapach. Delikatny, ale miły dla nosa. To już duży plus! Konsystencja produktu jest średnio gęsta, co nie było dla mnie żadnym problemem. 
Mleczka używałam głownie do demakijażu oczu. Sprawdziło się w tej roli bardzo dobrze. Zawsze dokładne oczyszczenie i brak jakichkolwiek podrażnień. Muszę powiedzieć, że bardzo miło mi się używało tego produktu. A do tego ta jakość do ceny! Cud, miód i malinka :)



 Produktu używałam kilka miesięcy. Używałam go codziennie, ale tak jak mówiłam głownie do demakijażu samych oczu, a więc nie zużywałam go zbyt dużo.
Czy kupię ponownie? Nie wiem, bo uwielbiam odkrywać nieznane :) Ale nie wykluczam powrotu.

Słyszałyście o tym produkcie? A może używacie - czekam na Wasze opinie. Lub macie swoje, inne ulubione mleczka do demakijażu?

Całuje,

Kasieńka :*

PS Jutro (najpóźniej w niedzielę) pochwalę się Wam moimi posesyjnymi łupami z Sephory i Hebe!

środa, 26 lutego 2014

2/2014

Cześć Kochani!

W końcu sesja sobie poszła. Ta ciągnęła się dla mnie i ciągnęła. Na szczęście już po i w końcu mogę powrócić na stałe. Cały ten czas o Was myślałam, doszło mi troszkę kosmetyków i pomysłów na posty dla Was, a także część udało mi się zużyć i właśnie je dzisiaj chciałabym pokazać. Zapraszam. ;)


Jak na najkrótszy miesiąc w roku, uważam że całkiem liczna grupka mi się uzbierała.

Kremowe mydło pod prysznic Ziaja  masło kakaowe

Świetny produkt. Duże opakowanie 500 ml, pięknie pachnie, wydajny, kremowy, tani. Nic dodać nic ująć.



Dostępność: drogerie
Cena: ok. 6 zł
Czy kupię ponownie? Na pewno kiedyś!

L'biotica Biovax intensywnie regenerujący szampon keratyna+jedwab

Tak strasznego szamponu jeszcze w życiu nie miałam! Miał tak tępą konsystencję, w ogóle nie dało się tego rozsmarować na skalpie, nie pienił się, obciążał paskudnie włosy...
Nawet do mycia szmat się nie nadawał i z szerokim uśmiechem na mojej twarzy ląduje w koszu. Żegnaj!

Dostępność: drogerie
Cena: ok. 15 zł
Czy kupię ponownie? NIE, NIE, NIE I JESZCZE RAZ NIE!!

Vichy Purete thermale płyn micelarny 3 w 1

Średniak w swojej klasie. Zmywał ten makijaż, ale nie powalił mnie na kolana. Tęsknić za nim na pewno nie będę.

Pełna jego recenzja TUTAJ.

Dostępność: apteki, drogerie z produktami Vichy
Cena: regularna ok. 45 zł, w promocji ok. 20 zł
Czy kupię ponownie? Raczej nie

Nivea łagodząca pianka oczyszczająca

Prześwietny produkt. Myłam nim twarz codziennie rano. Wystarczył na ponad pół roku codziennego stosowania. Jedna pompka spokojnie wystarcza do umycia całej twarzy. Nie przesusza, ma przyjemną konsystencję, odświeża twarz i domywa resztki kremu czy makijażu wieczorami- jak dla mnie ideał.

Dostępność: drogerie
Cena: ok. 13 zł, obie moje pianki dostałam za 1 grosz! Warto polować na takie okazje
Czy kupię ponownie? Już mam;)

Sensique bezacetonowy zmywacz do paznokci o zapachu winogron

Jak na bezacetonowy zmywacz był okej. Nie rozmazywał nawet ciemnych lakierów, trochę trzeba było się przyłożyć do zmywania ale tragedii nie było. Plus za opakowanie i za zapach! To był mój pierwszy zmywacz, który nie śmierdział, wręcz przyjemnie pachniał!

Dostępność: drogerie
Cena: ok. 8 zł
Czy kupię ponownie? Może kiedyś

Flos-lek żel do powiek i pod oczy ze świetlikiem lekarskim

Przyjemny żel pod oczy. Łagodził podrażnienia, lekko nawilżał. Przyjemnie nakłada się go rano po wyjęciu z lodówki, ale jestem zbyt leniwa żeby tam codziennie rano chodzić, więc trzymałam go w łazience.


Dostępność: drogerie
Cena: ok. 5 zł
Czy kupię ponownie? Używam już innej wersji

Sensodyne pasta do zębów complete protection

Przyjemna pasta. W sam raz dla moich wrażliwych zębów.

Dostępność: drogerie
Cena: ok. 18 zł
                                                      Czy kupię ponownie? Na pewno

Nivea mydło mleko ( nazwa wzięta z opakowania ;D)

Moje ulubione mydełko. Bardzo wydajne, nie przesusza rąk.

Dostępność: wszędzie
Cena: ok. 2 zł
Czy kupię ponownie? Już używam kolejnego

Tusz do rzęs Sexy Pulp Yves Rocher

Pełna jego recenzja pojawiła się TUTAJ.

Do samego końca spisywał się świetnie. Jeden z moich ulubionych tuszy!


Dostępność: Yves Rocher
Cena: regularna ok. 50 zł
Czy kupię ponownie? W promocji jak najbardziej

I na koniec 3 próbki:

- Vichy Normaderm- o ile bardzo lubię żel, to te kremy nie do końca mi pasują. Najbardziej przeszkadza mi jego zapach...

- baza pod makijaż Sephora- przyjemny produkt, który jest bardzo, bardzo wydajny i naprawdę przedłuża trwałość makijażu



I to by było na tyle! Ciesze się niezmiernie z każdej rzeczy, która trafia do mojego denkowego pudełeczka. Mam nadzieję, że w przyszłych miesiącach również będę mogła pochwalić się Wam kosmetykami, które się wykończyły, bo jestem na dobrej drodze do utrzymania mniejszej ilości produktów w moim zbiorze.

A jak z Waszymi zużyciami? Równie dobrze idzie jak u mnie? Znacie jakieś produkty, które pokazałam?

Już za kilka dni zapraszam Was na zakupy poczynione przeze mnie w lutym.

Pozdrawiam,

K. ;*

wtorek, 25 lutego 2014

Paznokciowy problem, pomożecie?

Cześć Kochani,

Dzisiejszy dzień choć spokojny to jednak okazał się wykańczający. Dlatego nie będę Was zmuszać do długiego czytania, bo przecież i Wy zmęczone możecie być :)

Więc do rzeczy. Od jakiegoś tygodnia moje paznokcie łamią się a właściwie pękają jak suche gałęzie podczas największej suszy. Zdecydowanie brak mi jakiś witamin. Ale dlaczego? Przecież przez ostatni długi okres czasu moje paznokcie były mocne jak stal, żelazo czy coś tam innego. Jedynym sposobem ich skrócenia było użycie pilnika. A teraz? Teraz nawet wyjąć kluczy z torebki bezboleśnie nie mogę. No i czemu? A no myślę, że przez stres (związany z sesją i nie tylko).
No to powód, przyczynę znamy. Ale co dalej?

No właśnie.... Nie wiem. Na prawdę nie mam pomysłu. Na razie skróciłam wszystkie paznokcie do najkrótszej możliwej wersji. Lecz wciąż się gną, załamują i łamią.
Myślałam, że skrócę i poczekam aż odrosną silne i zdrowe. Nie wyszło. A muszę przyznać, że brak mi wiedzy co do kompleksowej pielęgnacji moich paznokci. Chyba czas to zmienić.
Lecz skoro sam pilnik nie daję rady to stawiam pytanie: co mam zrobić, jak wzmocnić moje kruchutkie obecnie paznokcie?

Może macie większe doświadczenie w tym temacie? Lub same przeżywałyście podobny kryzys paznokietkowy?  Bardzo Was dziewczyny proszę o pomoc :* Za każdą radę bardzo dziękuję :)

Całuję,

Kasieńka :*


PS Tak BARDZO się cieszę, że jest coraz więcej zgłoszeń do naszego rozdania (KLIK) i, że Was Kochane jest coraz więcej.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Wracam do Was :)

Cześć Kochani,

Dzisiaj bardzo niekosmetycznie, ale muszę się pochwalić i wyrazić wszystkie panujące we mnie emocje!
Długa przerwa i cisza na naszym blogu, co? Tak jak u większości blogerek trwa/trwała sesja/sesja poprawkowa.



Ale teraz możecie przywitać oficjalną studentkę czwartego semestru! Zaliczone wszystko, choć łatwo nie było. Były chwile załamania, szczęścia, płaczu i wreszcie ulgi. Oj tak ulgi. I choć zero odpoczynku bo już wojuję z kolejnymi zajęciami, to i tak w sercu i głowie wiosna i słońce.
K. niestety jeszcze walczy, ale wierzę, że szybko się upora i powróci z tarczą, a nie na tarczy (w żadnym wypadku). Dlatego trzymajcie za nią kciuki.

A u mnie dalsza część jednego z najbardziej szczęśliwych dni w życiu. Znacie to uczucie kompletnego załamania i pogodzenia się z rzeczywistością zmieszanego z nadzieją w sercu? Tak, nadzieja umiera ostatnia!
A teraz ulga, jeszcze raz ulga i jeszcze raz ulga. To tak jakby schudnąć 20 kg w jedną chwilę. Czyż nie cudowne?

Wiem wiem cieszę się jak głupia! Ale jak inaczej okazać taką radość?

Jako, że obiecałam sobie kilka terminów temu, że jak JUŻ to zdam (w końcu) to polecę na ogromne kosmetyczne zakupy, tak teraz pragnę obietnicy dotrzymać. Obecnie czekam aż przyjdzie do mnie 10% rabat z Sephory i wioooo na zakupy. A wtedy pochwalę się Wam moimi zasłużonymi zdobyczami :*

A jak u Was sesja? Nagrodziłyście swój trud :)? Mam nadzieję, że tak!

Całuję Was,

Kasieńka :*

PS Kolejny semestrze NADCHODZĘ!!!

piątek, 14 lutego 2014

Olejek do twarzy ( i nie do twarzy) Avon

Cześć Kochani,

Jak Wam mijają Walentynki? Ja mój poranek spędziłam z K. i moim synkiem, a później w rodzinnym gronie. W międzyczasie zajrzałam na stoisko Inglota i kupiłam kilka fajnych rzeczy (kiedy indziej o nich napiszę) i dacie wiarę (?) było -20% z okazji Walentynek! Taka miła niespodzianka i zaoszczędzonych kilka złotych. Oczywiście od razu dałam znać K. więc i ona coś kupiła :)

Ale nie o tym ten post miał być. Także do rzeczy. Dzisiaj przychodzę z recenzją olejku do twarzy.
Jest to kosmetyk, który po pierwszych kilku użyciach wylądował na kilka miesięcy w kącie. Uznałam, że jest kiepski i po co mi on w ogóle jest?!
Ale jakiś niespełna tydzień temu olśniło mnie! Przecież mogę go wykorzystać do ciała. Ale nie tak o, że się wysmaruję cała i od razu się skończy (w końcu to tylko 30ml), lecz na moje rozstępy po ciążowe. W końcu masa perłowa już dawno mi się skończyła.



 

Kosmetyk jako olejek to twarzy, do stosowania na noc nie sprawdził mi się w ogóle. Rano wstawałam z zapchaną twarzą o niemiłym odczuciu. Po prostu było mi źle. Och i jeszcze zapach mi nie odpowiadał. Ale jak wiemy to rzecz gustu. No i dlatego wylądował w kącie.
Ale od kiedy używam tej oliwki na brzuch i moje poporodowe rozstępy, jestem jej całkowicie wdzięczna. Po tygodniu stosowania nie tylko ja ale i moja mama zauważyła efekty. Moje blizny są znacznie jaśniejsze, mniej widoczne, a skóra jest bardziej elastyczna. Tak jak obiecuję producent, oliwka nawilża (mój brzuszek). Chętnie pokazałabym Wam zdjęcie przed i po tygodniu, ale nie mam. Nie mam bo nie przewidywałam tak spektakularnego efektu. Sięgnęłam po tą szklaną buteleczkę, żeby ją zużyć i wyrzucić. A tu proszę...miła niespodzianka.
Jednak muszę Wam przyznać, że używałam jej regularnie, dwa razy dziennie w bardzo dużej ilości! Nie oszczędzałam jej w ogóle, ale opłaciło się. Na szczęście :)



Produkt składa się ze szklanej buteleczki i fajnego aplikatora - pipetki. Uważam to za duży plus, gdyż pomaga to w pobraniu należytej porcji kosmetyku. Tak mnie to zachwyciło, że aż zastanawiam się czy nie przelać tu innego olejku, który tak fajnego aplikatora nie ma.

Tak więc do twarzy tego produktu nie polecam, ale do jakiś problemów skórnych takich jak moje jak najbardziej. Aczkolwiek jest tego tylko 30ml. W końcu producent wie, że na twarz nie potrzebujemy więcej. Dlatego też obecnie zamówiłam coś innego, gdzie indziej. Na pewno jak tego czegoś spróbuje, napiszę Wam o tym i przedstawię co to takiego.
A czy kupię ponownie? Nie wiem, to zależy czy nie znajdę niczego lepszego :)

Chciałabym Wam przypomnieć o naszym rozdaniu. Czekamy na Was i bardzo chętnie wyślemy do kogoś te jak sądzimy miłe kosmetyki :) KLIK

To ja wracam do mojej "miłości" w postaci książki a Was zostawiam z całusami i życzeniami na dobry, romantyczny wieczór Walentynkowy,

Kasieńka :*

środa, 12 lutego 2014

walentynki vol. 2

Hej!

Dzisiaj przychodzę do Was z moją drugą propozycją makijażu na święto zakochanych, tym razem postawiłam na mocniejsze usta. Zapraszam!


Czerwona szminka kojarzy mi się jedynie z większymi uroczystościami i wyjściami. Nie mam odwagi jej nosić częściej, jestem pełna obaw o to jak się będzie prezentować na moich ustach.

Szminka, którą mam na sobie została przeze mnie zakupiona na moją osiemnastkę. Od tego czasu na palcach jednej ręki można by policzyć ile razy miałam ją na swoich ustach, ale najwyższy czas to zmienić! Do odważnych świat należy! ;)

Trochę więcej o makijażu i użytych kosmetykach:


Na twarzy mam podkład Annabelle Minerals w odcieniu golden light. Policzki wykonturowałam czekoladką Bourjois, ta sama firma i róż w odcieniu Rose eclat wylądował na moich policzkach. Dodatkowo trochę rozświetlacza Revlon Colorstay w odcieniu 010 Brighten, który również mam w wewnętrznym kąciku oka. Na całą powiekę nałożyłam cień marki Kobo- 131 Rosy browin, w załamaniu Inglot 357, a na brwiach Inglot 349. Na rzęsach tusz Pump up Lovely.

Przejdźmy do ust, bo to one grają pierwsze skrzypce w tym makijażu. Trio idealne:


czyli bezbarwna konturówka Yves Rocher plus pomadka Rimmel 170 Alarm i odrobina błysku czyli Sexy Pulp 01 Corail.


Pomadki Rimmela są bardzo dobrej jakości i to wiemy nie od dziś. Dodatkowo mają ciekawą gamę kolorystyczną. Kolor 170 to piękna, intensywnie żarówiasta czerwień, czego aparat absolutnie nie oddaje. Dodatkowo odcień ten prześlicznie wybiela nasze zęby. Trzyma się przyzwoicie, w moim przypadku nie przetrwa pojedynku z jedzeniem, ale jeśli ktoś posiada umiejętność nie zjedzenia wszystkiego z ust przy okazji to myślę że dałaby sobie radę w takiej sytuacji.



Na każdym zdjęciu kolor prezentuje się odrobinę inaczej, ale najlepiej oddany jest na drugim od dołu.

Lubicie nosić czerwone usta? Jakie odcienie lubicie?  
Na jaką wersję zdecydujecie się w tegoroczne walentynki, postawicie na oczy czy usta?

Zostawiam już Was i lecę się pakować, bo jutro jadę do domu i spędzę tam kilka dni z Kasieńką! Już się nie mogę doczekać!

Paaa!;*

K.

niedziela, 9 lutego 2014

Gdy nagle zabraknie tuszu

Cześć!

Dzisiaj chciałabym Wam pokazać alternatywę dla kupna nowego tuszu do rzęs, gdy nasz aktualnie używany nie chce już z nami współpracować, a z różnych powodów nie możemy od razu pójść i kupić nowego.

Firma Celia wypuściła produkt, który jest uzupełnieniem do tuszu do rzęs. Zamówiłam go dawno temu przy okazji jakiegoś zamówienia, za śmieszne pieniądze bo było to w granicach 3-4 zł, dokładnie nie pamiętam.


Opakowanie zawiera 5g produktu. Ma to być pogrubiająco-wydłużający tusz.

Co jeszcze mówi producent?
"Zawartość naturalnych wosków sprawia, że makijaż jest trwały i naturalny. Nie rozmazuje się i nie kruszy. Tusz nadaje rzęsom połysk i intensywny  kolor, nie skleja ich."

Ooo tak?

Zacznijmy od początku. Umyłam opakowanie po moim ukochanym Sexy Pulp z Yves Rocher i pozwoliłam mu podeschnąć.

Włożyłam dziubek z uzupełniacza do tubki. Jest na tyle długi, że nic mi nie wypływało ani nie uciekło.


Na końcu włożyłam szczoteczkę i oto co otrzymałam:


Teraz przejdźmy do działania samego tuszu. Jest on nieco zbyt płynny jak dla mnie, chociaż tragedii nie ma. Bardzo długo schnie i niestety ale odbija się na powiekach. Jak już zetrzemy wszystko co się odbiło pod brwiami, odczekamy kilka minut! aż wyschnie bez intensywnego mrugania to otrzymamy taki efekt:



Na zdjęciach mam na rzęsach 2 warstwy tuszu. W sumie to na posklejanych rzęsach.

Mnie nie do końca zadowala ten efekt, ale jako wyjście awaryjne zły nie jest. Tusz bardziej wydłuża niż pogrubia nasze rzęsy, a ja wolę ten drugi efekt u siebie. Na pewno nie jest to rzecz do stosowania non stop. Dostępnych mamy na tyle dużo lepszych ale nadal tanich tuszy, że nie ma sensu się z tym średniaczkiem bawić.

Miałyście już styczność z takim rozwiązaniem? Może już z niego korzystałyście, albo znacie inne wyjścia z takiej sytuacji?

Dajcie znać koniecznie! Zmykam oglądać jakiś film, a Wam życzę udanych ostatnich godzin weekendu!

K.

P.S. Zachęcam do udziału w naszym rozdaniu! KLIK Mamy już pierwsze zgłoszenie, czekamy na więcej! ;)




sobota, 8 lutego 2014

walentynki vol. 1

Cześć!

Walentynki zbliżają się wielkimi krokami, i chociaż sama nie widzę w tym dniu niczego specjalnego to wiem, że dla wielu ludzi jest to dość ważna data a co za tym idzie specjalna okazja, żeby na przykład zmalować jakiś specjalny makijaż.

Przygotowałam dla Was pierwszą propozycję: z fioletową kreską.


Chociaż pierwsze zdjęcie do najbardziej udanych nie należy, następne mam nadzieję że lepiej oddadzą efekt. Niestety aparat lubi nam płatać figle i chyba będę musiała rozejrzeć się za czymś nowszym.

Jest to mocniejszy  makijaż, na co dzień takiego nie noszę, ale raz na jakiś czas jak najbardziej lubię siebie w takim wydaniu.


Po kolei na oczach:

Na całą powiekę nałożyłam bazę pod cienie Lumene. Następnie jako cień bazowy użyłam 352 z Inglota. Zewnętrzny kącik oraz załamanie przyciemniłam 357 również z Inglota. Kolejnym krokiem było narysowanie kreski, która gra główną rolę w tym makijażu. Użyłam do tego kredki Avon SuperShock w odcieniu raw plum. Nałożyłam ją również do połowy dolnej powieki i lekko roztarłam, aby uzyskać ładniejszą linię. Wewnętrzny kącik rozjaśniłam rozświetlaczem Revlon Colorstay 010 Brighten i wytuszowałam rzęsy tuszem Sexy Pulp z Yves Rocher. Dodatkowo na linię wodną nałożyłam cielistą kredkę z Sephory.



Makijaż był bardzo trwały, wytrzymał w nienaruszonym stanie cały dzień.


Całość prezentowała się tak, oczywiście zdjęcia nie oddają dokładnie jego intensywności.

Reszta twarzy:

 Podkład jakiego użyłam to Annabelle Minerals w wersji matującej zmieszanej z odrobiną rozświetlającej w odcieniu golden light. Jako bronzer- czekoladka Bourjois 51. Róż to mój ukochany Bourjois Rose eclat. A na ustach wylądowała pomadka Catrice Red butler wklepana palcem.

To tyle. Mam nadzieję że spodobał Wam się mój makijaż. Chciałabym też za kilka dni wrzucić jeszcze jedną moją propozycję. Wtedy chętnie dowiem się który makijaż bardziej przypadł Wam do gustu.


Jak zamierzacie spędzić walentynki? Przyda Wam się wtedy bardziej niecodzienny makijaż? Skorzystacie z mojej podpowiedzi?

Trzymajcie się!

K. ;*



czwartek, 6 lutego 2014

Coś bardzo puszystego

Cześć!

Znowu mnie chwilę nie było, ale obiecuję poprawę.;)

Dzisiaj chciałabym się przyjrzeć pewnemu ciekawemu produktowi, który towarzyszy mi ostatnio podczas kąpieli. A mianowicie:


Piankę dostałam od Kasieńki w ramach prezentu świątecznego i przyszła na nią kolej. Wybrała dla mnie wariant mleczko ryżowe i wanilia.

Co mówi producent?


To co mnie absolutnie zauroczyło to konsystencja tej pianki. Miała wcześniej styczność z taką formą kosmetyku, ale jeszcze nigdy ta pianka nie była tak miła, miękka, delikatna a zarazem kremowa!


1 pompka to całkiem sporo produktu, na całe ciało zużywam około 5. Pianka na pewno nie przesusza mojego ciała, chociaż o nawilżeniu to bym tutaj nie mówiła. Bardzo przyjemnie myje ciało w zimowe wieczory. Cała butelka mieści w sobie 200 ml płynu magicznie zmieniającego się w mus.

Jest jedno ale i to dość poważne. ZAPACH! Jest to niestety mały śmierdziuszek. Na pewno wanilii to tutaj nie czuję... Ale te kosmetyki marki Greenland które miałam okazję wąchać jakoś zapachem nie grzeszą.

Po kąpieli szybko używam jakiegoś balsamu, więc tego zapaszku nie czuję bo aż tak intensywny nie jest.

Myślę, że takie pianki są świetną alternatywą dla wszelkiej maści żeli pod prysznic, bo są bardzo miłym urozmaiceniem. Jedyna rzecz, jaką bym zmieniła to ten nieszczęsny zapach.

Kosmetyki marki Greenland dostaniecie w Super Pharm oraz Hebe. Nie wiem ile pianka kosztuje, nie sprawdzałam tego.

Podsumowując: przyjemny produkt, który jest swego rodzaju gadżetem pod prysznicem. Zużyję do końca, ale nie wiem czy kupię ponownie. Może kiedyś skuszę się na inny wariant zapachowy, może będzie to bardziej udana kompozycja.

A może Wy miałyście styczność z tymi piankami? Były bardziej przychylne dla Waszych nosów?

Czekam na komentarze!

Całusy,

K. ;*


środa, 5 lutego 2014

Rozdanie K. & Kasieńki z okazji 1000 wyświetleń!



Cześć Kochani,

Jest nam niezmiernie miło, że coraz więcej osób do nas zagląda i czyta nasze wypociny (które z chęcią każdego dnia dla Was piszemy).
Z tej okazji, a dokładnie z okazji pierwszego 1000 wyświetleń przygotowałyśmy dla jednej z Was skomponowany przez nas zestaw kosmetyków.



 Zestaw zawiera:
1. Chusteczki do demakijażu Clean&Clear
2. Potrójne cienie do powiek Perfect Eyes firmy Manhatan
3. Tusz do rzęs 2000 Calorie firmy Maxfactor
4. Balsam do ust Einstein Lip Therapy
5. Pachnący lakier do paznokci firmy Astor, kolor brzoskwiniowy
6. Krem do twarzy Hydra Adapt matujący firmy Garnier
7. Dwufazowy Błyszczyk Powiększający Usta firmy E.L.F. , kolor: Oasi
8. Kredka 3w1 od Yves Rocher, kolor śliwkowy
9. Niespodzianka od Yves Rocher


Aby wziąć udział w rozdaniu należy:
1) być publicznym obserwatorem naszego bloga
2) dodać baner do swojego bloga z naszym rozdaniem

Możecie również zwiększyć swoje szanse:
1) dodając naszego bloga do Waszego blogrolla (+2 losy)
2) pisząc notkę z informacją o rozdaniu u nas (+1 los)


Zgłoszenia prosimy zostawiać w komentarzu według wzoru:
Obserwuję jako:
Baner: link
Blogroll: tak/nie, jak tak to link
Notka: tak/nie, jak tak to link


Regulamin rozdania:
1. Organizatorkami rozdania i fundatorkami nagród są autorki bloga kosmetyko-maniaczki.blogspot.com
2. Rozdanie trwa od 5 lutego 2014 r. do 4 marca 2014 r.
3. Koszta wysyłki na terenie Polski pokrywają organizatorki.
4. Wyniki rozdania podamy w ciągu 5 dni od dnia zakończenia rozdania na naszym blogu.
5. Nagrodę wyślemy w ciągu 7 dni od dnia otrzymania adresu zwycięzcy.
6. Rozdanie nabiera ważności, gdy zgłosi się do niego 26 osób.
7. Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych ( Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).


4 marca wylosujemy zwycięzce :) Wszystkim życzymy powodzenia!  

K. & Kasieńka


Czym czyszczę pędzle?

Cześć Kochani,

Dzisiaj post kosmetyczno-techniczny. Większość z Nas maluję się przy użyciu pędzli. Efekt jest fajny, jest to poręczne i przyjemne. Ale przychodzi taki dzień kiedy pędzel już się nie nadaje do użytku bo jest zbyt brudny (A tak między Bogiem, a prawdą czyścimy je o wiele częściej ... i dobrze!).  No i co wtedy?

No wtedy to się go myje, suszy i używa znowu. Więc skoro to takie oczywiste CO robimy by czyścić pędzle, to ja się skupię na tym CZYM te pędzle czyścić.

Możemy użyć:
- ciepłej wody z mydłem,
- szamponu dla dzieci,
- lub specjalnego szamponu do pędzli.

Każdy wybiera co chce i czym mu wygodniej. A czemu to robimy? Bo oprócz tego, że chcemy pędzli dalej używać i mieć je czyste, to przecież dbamy o nie z taką sama starannością jak o nasze własne włosy :)

Ja wybrałam specjalny szampon do pędzli. Dlaczego? Nie wiem. Na prawdę nie wiem, chyba zadziałał marketing i opis produktu. No i go kupiłam. A właściwie je - bo kupiłam też spray do czyszczenia doraźnego podczas malowania się. Ma on też funkcję dezynfekującą, tak jakbym malowała kogoś poza mną samą.
Sami zobaczcie:




Są to produkty FM Group i mogę je z czystym sercem śmiało polecić. Jak tylko skończy mi się którykolwiek z produktów, od razu zamówię nowy.  Na pewno!

Szampon jest przezroczysty o niewyczuwalnym zapachu. Bardzo dobrze czyści i zarazem pielęgnuje moje pędzle. Jest również bardzo wydajny i chwała mu za to!
Spray sprawdza się w swej roli równie dobrze jak szampon. Używam go codziennie od bardzo dawna, a on wciąż w butelce siedzi i czeka na mnie każdego dnia.  Z niego również jestem bardzo bardzo zadowolona. Ma o zapach taki jak każdy dezynfekujący produkt, ale nie jest on zbyt mocny i przeszkadzający z użyciu.

Ich ceny to niecałe 20 zł za każdy. 

Na prawdę polecam!

A Wy, czym czyścicie pędzle? Znacie te produkty? 

Czekam na komentarze :)

Kasieńka :*

poniedziałek, 3 lutego 2014

Pierwsze wrażenia - paletka Nyx do brwi

Cześć Kochani,

Tak jak obiecałam, piszę moje pierwsze wrażenia po użyciu paletki o której pisałam jakiś czas temu (KLIK).

Zacznę od tego, że podczas zakupów w Douglasie, Pani (która niejako powinna doradzać, a przynajmniej się za taką uważa) zakomunikowała mi, że jest to paletka, która najlepiej prezentuję swą jakość w odniesieniu do ceny. Usłyszałam również, że na pewno będę bardzo zadowolona i uzyskam efekt naturalnych, pięknych rzęs. Dobry marketing, prawda? A jakie jest moje zdanie? Już Wam piszę.

Moje brwi bez użycia żadnych kosmetyków prezentują się jak na zdjęciu poniżej. Jak możecie zauważyć, są dość rzadkie, ale jednak ciemne i widoczne.

Bez niczego

Zapomniałam dodać, że są rozczochrane :) Ale tu z pomocą przychodzi spiralka, z której akurat jestem bardzo zadowolona, tak jak przewidziałam podczas zakupu.


Po użyciu spiralki

Przyszedł czas na użycie cienia i podkreślenie moich rzadkich zastępów włosków. I tu jestem jeszcze zadowolona. Cień ładnie, delikatnie podkreśla brwi dodając naszej twarzy wyrazistości. Efekt można bardzo łatwo stopniować, a ewentualne pomyłki łatwo wyeliminować i poprawić. Cienie idealnie sprawdzą się dla dziewczyn o ciemnobrązowych brwiach. W moim przypadku chyba lepiej wyglądały by odcienie szarości (och... mogłam kupić tę ciemniejszą paletkę), ale i tak na co dzień jestem zadowolona z tych. Zobaczcie zresztą sami.


Sam cień


Sam cień

 Ostatni etap to nałożenie wosku. I tu zaczynają się schody. I nie chodzi o trudność w wykonaniu tej czynności, bynajmniej. Problem polega na tym, co uzyskujemy po nałożeniu wosku. Och jakie było moje rozczarowanie po pierwszym użyciu! A po następnych tylko utwierdzanie się w pierwszej wyrobionej opinii.
Nałożenie wosku powoduje:
- rozmazanie się cienia, tak że musimy korygować kształt brwi
- zamienienie koloru ciemnobrązowego w jasny, odznaczający się brąz i stworzenie bram
- kompletne niezadowolenie z makijażu twarzy
- płacz gdy się spieszymy (przynajmniej takie są moje odczucia)

Żeby nie być gołosłowną tutaj prezentuję efekt końcowy. Aczkolwiek nie zobaczycie rozmazania, bo najzwyczajniej w świecie od razu wzięłam się za poprawki.


 
Cień + wosk

 Istnieje jeszcze metoda druga. Najpierw wosk, a następnie cień. Ale tego sposobu nie polecam już w ogóle! Bo o ile wosk prezentuję się tak jak na zdjęciu poniżej, o tyle nałożony na niego cień jest jak plamy po użyciu złego bronzera na policzkach. Chyba wiecie co mam na myśli?


Z samym woskiem

 Zdjęcia w woskiem+cieniem nie pokaże, bo aż wstyd pokazać się w takim wydaniu. Wosk bardzo mocno podbija brąz i wyglądam jakbym się pomalowała kredka na brązowo. Co w żaden sposób nie przybliża mnie do wyjścia w świat z dobrym makijażem.

Oczywiście to wszystko jest moją bardzo subiektywną oceną. Może gdybym kupiła tę drugą paletkę (szarą) byłabym bardziej zadowolona. Ale ciemny brąz z tej paletki wydawał się dobry i jest dobry do czasu nałożenia wosku.




Oprócz tych zarówno przykrych jak i miłych doświadczeń, muszę stwierdzić, że cienie starczą na bardzo długo. Potrzebna jest ich niewielka ilość i nawet przy codziennym stosowaniu, na pewno starczą na dłużej, więc jest to inwestycja długoterminowa.
Wosk jak chyba we wszystkich paletkach zużywa się najszybciej - taka jego rola.

Myślę, że cieni będę używać a wosk będzie czekać na lepsze czasu, lub znajdę dla niego jakieś inne zastosowanie.

A Wy, jakie macie doświadczenia z tego typu paletkami? 
Może zawsze dzieje się tak, że po nałożeniu wosku czar pryska, i nie jest to problem tylko tej paletki, lecz każdej?

Czekam na Wasze opinie :)

Kasieńka :*