środa, 23 lipca 2014

Trafiony zatopiony, czyli spóźnione, czerwcowe denko Kasieńki

Witajcie Kochani,

Wakacje to czas wypoczynku po ciężkim roku, a więc i czas wyjazdów. Moje wakacje rozpoczęły się fantastycznym wyjazdem nad polskie morze. Nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz je widziałam. Był to całkowity chillout bez używania laptopa czy internetu w komórce. Wyciszenie i zebranie sił na kolejny rok, ot co!

Powrót do świata internetu rozpoczynam denkiem, które to nazbierało się w czerwcu a jeszcze go nie miałam okazji opisać.

Zaczynamy!



Clarins - tonik :  Tak, bardzo polubiłam pielęgnację od Clarins. Zapach jest bardzo cudny, a tonik czeka w dwóch wersjach - do cery wrażliwej i suchej oraz ten co miałam - mieszanek w kierunku tłustej. Dobrze oczyszcza i zdecydowanie odświeża. Doczepiam się do wydajności, otóż wszystkie produkty tej firmy dość szybko zużywam, w przeciwieństwie do innych marek.


Avon - dwufazowy płyn do demakijażu : Jak dla mnie potwornie cuchnie i zostawia grubą warstwę oleju na skórze i tak szczypie w oczy jeśli ktoś myślał o demakijażu oczu. Nie kupię ponownie, mimo iż kosztował mnie zaledwie 8 zł.


Lactacyd -  płyn do higieny intymnej : Po raz kolejny w moim denku. Uwielbiam co widać, w końcu zawsze do niego wracam!


Benefit - puder do twarzy : Pełna recenzja tutaj. W skrócie - ciekawy i bardzo przyjemny produkt. Kolor pasujący do większości osób. Bardzo dobrze matowił i już za nim tęsknie. Oprócz pięknego i pomysłowego opakowania, mamy do czynienia z na prawdę dobrym kosmetykiem.

FM Group - spray do czyszczenia pędzli : Wydajny i fajny produkt. Idealny do używania codziennie w miedzy czasie malowania się. Dobrze czyści i dezynfekuje pędzle. zdarzało mi się go również używać do dezynfekcji pęsety itp. Starczył mi na prawie dwa lata, ale przyznam, że kiedyś mniej dbałam o pędzle.


BingoSpa - żel pod prysznic : Bardzo ładny zapach, dobra wydajność, przystępna cena. Myje jak każdy inny. Dostępny same wiecie gdzie.


Avon - żel do mycia twarzy : Produkt NIESTETY wycofany z oferty. Przecudnie pachnął i dobrze się pienił oraz oczyszczał twarz. Ja go zużywam do rozrobienia peelingu. Kupiłam kilka opakowań na zapas (na szczęście!)


Lancome - dwufazowy płyn do demakijażu oczu : Absolutnie fantastyczny! Piękny różany zapach uwiódł mnie od pierwszego użycia. Produkt doskonale zmywa makijaż oczu, przy tym w ogóle ich nie podrażnia. Jest bardzo łagodny, idealny do wrażliwej cery i oczu. Tak mi się spodobał, że kupiłam pełnowartościowy produkt. Uwielbiam <3


Lancome - dezodorant w sztyfcie : I to kolejny udany produkt marki Lancome. Całe życie kupowałam pierwszy lepszy, drogeryjny dezodorant i żaden nie działał tak jak bym sobie tego życzyła. Po całym dniu czułam na bluzce miej przyjemy zapach niż bym sobie marzyła, a do tego przy lekko intensywniejszym wysiłku pociłam się i śmierdziałam jak szczur. Postanowiłam wypróbować coś droższego, innego. A co mi szkodzi? I kupiłam. Zakup to strzał w dziesiątkę! Używam już kolejnego opakowania. Jego zapach z początku wydał mi się dziwny (ani nie ładny, ani nie brzydki), ale teraz już całkowicie się do niego przyzwyczaiłam. Po całym dniu jestem świeża i pachnąca i nie wstydzę się już podnosić ręki w towarzystwie. Na prawdę polecam każdemu kto poci się dosyć intensywnie :)


Avon - płatki do demakijażu oczu : No niby fajnie, bo oszczędność czasu - mamy gotowe nasączone płatki, nic tylko używać. Ale chyba firma Avon jednak się pomyliła i zapomniała napisać, że płatki do oczu wcale do oczu być nie powinny. Otóż potwornie mnie oczy szczypały po takim demakijażu, a do tego musiałam nieźle pocierać żeby pozbyć się tuszu. Z cieniami radziły sobie dobrze. Kolejny minus to ich cienkość, były tak cieniutkie, że aby ich wygodnie używać musiałam łączyć je po dwa. Oznacza to, że służyły mi dwa razy krócej. Z pewnością więcej ich nie zakupię.


Lancome - maskara Hypnose : Próbka maskary pogrubiającej, która bardzo dobrze wydłużą. Ładnie wydłuża i ku mojej wielkiej uldze nie skleja rzęs. Duży plusik! Natomiast znam dużo innych, lepszych maskar, dlatego też nie skuszę się na pełnowartościowe opakowanie. Te 2 ml i tak starczyły mi na bardzo długo - czas wypróbować coś innego. Nie mniej jednak polecam ją z czystym sercem.


Clinique - tonik : Jako próbkę w opakowaniu znalazłam chusteczkę nasączoną tonikiem. Jest to step 2 w pielęgnacji jaki proponuje firma Clinique. No i powiem, że szału nie ma, dupy nie urywa. Odświeżyłam się, ale ani zapach ani nic innego nie powaliło mnie na kolana. Może w wersji płynnej byłoby to ciekawsze doświadczenie, jednak nie zamierzam tego kupować.


Paese - puder bambusowy z jedwabiem : Kolejny puder. W zasadzie to fajny, ale o wiele lepiej wspominam puder ryżowy. Ten nie jest zły, ale mając porównanie o wiele lepiej stosowało mi się ryżowy. Nie do końca umiem określić dlaczego, ale wydaje mi się, że ten gorzej się rozprowadza i gorzej się trzyma. Ciężko mi coś więcej powiedzieć, bo bardzo szybko się skończył.



I to by było na tyle. I choć trochę się tego nazbierało, to życzę sobie, żeby zbierało się jeszcze więcej. 

Znacie produkty z mojego denka? Lubicie? Czekam na Wasze opinie. 

Całuję, 

Kasieńka :* 


wtorek, 8 lipca 2014

Absolutnie uwielbiam... czyli sezonowi ulubieńcy pielęgnacyjni wiosny

Hej!

Tak jak obiecałam- jestem z drugą częścią ulubieńców. Od razu przechodzę do rzeczy!


Na początek zestaw z The Body Shop- u mnie wersja blueberry- czyli z tego co kojarzę borówka. No nie- nie pachnie to tak jak producent obiecał, lekko sztucznie. Za to jak działa! Żel pod prysznic jest bardzo wydajny- a ja dodatkowo zrobiłam sobie z niego piankę <KLIK>.  Masło do ciała to bajka! Bardzo wydajne, wystarczy niewielka ilość roztarta po ciele i efekt nawilżenia utrzymuje się u mnie nawet na dwa dni. A to Kasia lubi, oj lubi. ;)


Ostatnio w zastępstwie do Pilarixu, który gościł już u mnie wielokrotnie postawiłam na balsam z 5,5% mocznikiem z Isany. Stosuję go na problematyczne miejsca- czyli głównie moje ramiona i daje sobie z nimi radę, co nie jest łatwym zadaniem. Dodatkowo świetnie spisuje się na podrażnioną skórę po depilacji. Przyjemnie się go rozprowadza, szybko się wchłania i dodatkowo jest dostępny w bardzo przystępnej cenie. Niczego więcej nie potrzebuję.


Lirene krem regenerujący do stóp z 30% mocznikiem. Znowu mocznik! Jak widać spisuje się u mnie. Nie lubię dbać o stopy. Bardzo nie lubię dbać o stopy, więc zwykle tego nie robię. Ale lato jednak nawet mnie zmotywowało do działania. Sprzymierzeńcem w walce z szorstkimi stopami jest ten krem. Zwykle po peelingu nakładam go na stopy, zakładam skarpetki i zostawiam na noc. Jeden taki zabieg pozwala mi cieszyć się gładkimi stopami przez kilka dni, potem powtarzam czynności i stopy są w stanie pozwalającym pokazać je innym.


Olejek jojba- kto jeszcze nie czytał mojego posta w samych superlatywach o tym przyjemniaczku? Odsyłam Was TUTAJ. Używam co noc i jestem niesamowicie zadowolona z efektów. Uspokoił moją cerę, przestała w ogóle się przetłuszczać, pomaga goić się wszelkim rankom i podrażnieniom. Nadaje się nawet pod makijaż, bo nie jest tłusty. Kocham, kocham, kocham! Zużyłam już większość buteleczki i z pewnością nie będzie to moja ostatnia!


 A gdy moja cera potrzebuje porządnego kopa nawilżającego to serwuję jej maseczkę nawadniającą Dermedic. Zwykle nakładam ją po peelingu- aby jeszcze lepiej mogła zadziałać. Często aplikuję ją wieczorem i zostawiam do rana- nie trzeba jej zmywać, a moja skóra chłonie ją w mgnieniu oka. Pięknie, delikatnie pachnie i cudownie działa.


Z moimi ulubieńcami zbyt szybko się nie rozstanę. Pokazuję Wam w tej serii same perełki!

Dajcie znać czy znacie prezentowane przeze mnie kosmetyki. A jakie są Wasze ulubione w ostatnim czasie?

Dzisiaj oficjalnie rozpoczęłam wakacje! Lepiej późno niż później. Mam nadzieję, że Wasze spędzacie w miłym towarzystwie jak i ciekawych miejscach.

Buziaki!

K. ;*

piątek, 4 lipca 2014

Absolutnie uwielbiam... czyli sezonowi ulubieńcy: kolorowa wiosna

Hej!

Na dworze robi się coraz cieplej, więc możemy uznać, że wiosna odeszła na dobre i zagościło u nas lato- więc czas na podsumowanie ulubionych kosmetyków tej pory roku.

W ostatnich miesiącach u mnie było bardzo zimno- średnio czułam tę wiosnę, ale bardzo jej pragnęłam i chociaż makijażem starałam się ją przywołać- zdecydowanie gościło u mnie więcej koloru- zwłaszcza na ustach!

Zapraszam na ulubione kosmetyki do makijażu sezonu wiosennego 2014!



Tak jak i ostatnio: zaczynamy od podkładu:


Mineralny podkład w kompakcie Sephora- odcień 30 medium. Ideał- używałam go za każdym razem gdy tylko nakładałam makijaż. Świetny- można stopniować krycie, użyć samodzielnie na co dzień, a gdy zależało mi na mocniejszym kryciu i jeszcze bardziej długotrwałym efekcie to nakładałam go na płynny podkład. W obu wypadkach sprawdza się genialnie! Wytrzymuje na twarzy cały dzień, nie ściera się, dobrze współpracuje z pudrem. Ochy i achy całego świata- jeden z lepszych podkładów jakie miałam okazję używać! Doczekał się swojej recenzji, którą możecie zobaczyć TUTAJ.


A jeśli Sephora mineral- to koniecznie nałożona nim! Hakuro H54. Pędzelek zaokrąglony, idealnie zbity. Słyszałam, że jest to zaokrąglony brat H50- który znalazł się w moich poprzednich ulubieńcach- jak widać rodzinka to im się udała! Podkład nim nałożony wygląda zdecydowanie lepiej niż załączoną gąbeczką. Dodatkowo ładnie się myje i w miarę szybko schnie- po myciu mogę spokojnie kolejnego dnia go używać.


Teraz wielki powrót- Bourjois Blush w odcieniu 95 rose de jaspe. W zimie zdradziłam go z innym kolorem- wiosną nie wyobrażam sobie innego. Piękny róż, ślicznie rozświetla policzki- zdjęcie zupełnie nie oddaje jego uroku. Nie zrobimy sobie nim krzywdy, jest piekielnie wydajny- mój co prawda już sięga dna, ale używam go ponad 2 lata i z pewnością jeszcze trochę mi posłuży. Kocham, kocham!


Kolejną rzeczą po którą bardzo często i chętnie sięgałam była kredka Avon superSHOCK w odcieniu savage- czyli niby miętowym, niby niebieskawym- ale ze zdecydowaną przewagą zieleni. Zdecydowanie wiosenny. Lubię nakładać go zarówno na górną linię rzęs jak i na dolną powiekę. Możemy dzięki niemi w zwykły makijaż wpleść akcent kolorystyczny i makijaż od razu inaczej wygląda. Kredka jest niesamowicie miękka i długotrwała- łatwo się ją nakłada, początkowo można rozetrzeć- ale później da jej radę dobry micel. Są to moje ulubione kredki i do tego niedrogie- możemy je kupić już za 15 zł.



Teraz przejdziemy do ust- i tutaj aż dwóch ulubieńców:


Na początek Sephora- pomadka- balsam dopasowująca się do pH naszych ust. Lubię ją nałożyć gdy czuję, że mam podsuszone usta i żadna pomadka nie wyglądałaby na nich dobrze. Balsam na moich ustach robi się malinowy, delikatnie nawilża- ale wystarczająco. Po pewnym czasie nawet jeśli efekt nawilżenia znika, to pozostaje piękny kolor. Recenzja TUTAJ.


A gdy moje usta są w dobrym stanie- Bourjois Color boost w odcieniu 02 Fuchsia Libre. Och! Jaka to jest świetna pomadka! Nałożona na moje usta- wygląda naprawdę dobrze nawet i po 6 godzinach, włączając w to jedzenie i picie- wówczas może i nie jest już tak błyszcząca jak po nałożeniu- ale kolor nadal jest i to równomiernie rozłożony. Ja zawsze wszystko co nałożyłam na usta samoczynnie zjadałam po około godzinie. To cudo trzyma się i trzyma- nie przesuszając przy tym ust- co dla mnie jest bardzo ważne- nie chcę chodzić z ustami wysuszonymi na wiór i zjedzonym "środkiem". Naprawdę jestem niesamowicie z niej zadowolona- a dodatkowo kolor fuksji mnie zauroczył i wiedziałam, że musi być moja. Jest to w sumie moja pierwsza pomadka w kredce, a dodatkowo w tak odważnym kolorze! I mam ochotę na znacznie więcej.


Jak widać- w moje upodobania wpisały się Bourjois jak i Sephora.

A czego Wy używałyście tej wiosny? Może lubicie też coś z mojej gromadki?

Koniecznie dajcie znać pod postem! A już za kilka dni zaproszę Was na drugą część- czyli pielęgnację wiosenną!

Trzymajcie się i do zobaczenia!

K. ;*

czwartek, 3 lipca 2014

Zestaw pędzli od Rosewholesale

Hej!

Dzisiaj przychodzę do Was z materiałem, na który poświęciłam trochę czasu- bo najpierw dość długo czekałam aż trafi w moje ręce, później zabrałam się za dokładne testy, a teraz chciałabym się z Wami podzielić moimi wrażeniami.

Jakiś czas temu udało nam się wygrać w rozdaniu u szalonadarmowka.blogspot.com komplet pędzli ze strony rosewholesale.com. Wybrałyśmy sobie komplet pędzli, który znajdziecie pod linkiem TUTAJ.

Kontakt z firmą był natychmiastowy- Pani odezwała się z prośbą o dane do wysyłki, zostałam poinformowana o tym, że wysłali pędzle więc nie pozostało mi nic, tylko czekać aż paczka przyjdzie do mnie. No i czekałam, czekałam i się naczekałam- bo szła aż 3 tygodnie. Najważniejsze, że doszła.

Była porządnie zapakowana, niczego nie mam do zarzucenia.

Od razu oczywiście rozpakowałam i moim oczom ukazał się piękny zestaw 24 pędzelków, którymi malowałam się w najbliższych tygodniach.


Zapakowane są w poręczne etui wiązane sznurkiem. Całość da się zwinąć do niezbyt dużych rozmiarów, więc będzie to bardzo fajna opcja na wyjazdy.

Wnętrze prezentuje się tak:


Przyznajcie, robi wrażenie!

Początkowo co rzuciło mi się w oczy, a właściwie uderzyło w moje nozdrza to okropny zapach. Strasznie był nieprzyjemny, na szczęście po umyciu nie ma po nim śladu.

Od razu wzięłam się za mycie- pędzle straciły sporo włosia, ale widocznie tyle musiały bo było źle zamocowane i przy kolejnych myciach raczej już nie wypadało- co dosyć mnie zdziwiło, bo nie spodziewałam się tego po takim zestawie.

Przejdźmy do prezentacji poszczególnych kandydatów- będę je opisywać w kolejności od lewej do prawej:


Zacznijmy od 3 pędzli, które służyły mi przy nakładaniu pudru
- największy z całego zestawu- nadaje się do omiatania twarzy i ja nie widzę dla niego innego zastosowania. Nigdy wcześniej nie miała takiego pędzla i uważam że przy moich potrzebach jest całkowicie zbędny- ale do pudru nadaje się jak najbardziej.
- duży pędzel do nakładania pudru- ten spisuje się bardzo dobrze, nakłada się nim odpowiednią ilość pudru do zagruntowania podkładu.
- mniejszy egzemplarz poprzednika- równie dobrze sprawdza się do pudru, jakbyśmy się uparły to myślę, że nadałby się również do bronzera.


Kolejna trójka- nadal do całej twarzy:
- skośny pędzel- ja używałam go do różu jak i bronzera i w obu przypadkach zdał egzamin- produkty nim nałożone wyglądały ładnie i nie zrobimy sobie nim krzywdy, ponieważ nie jest zbyt mocno zbity i nie nabierze zbyt dużo produktu.
- średni pędzel do konturowania- ten już używałam tylko do bronzera i też bardzo dobrze mi się go używało. Idealnie wpasowuje się pod kości policzkowe i pozwala na nałożenie tam produktu do ich podkreślenia.
- miotełka- mniejsza. Ona pomagała mi przy rozświetlaczu i na pewno spisała się lepiej niż jej większa siostra.


Następnie w kolejce ustawiły się pędzle do makijażu oka- te trzy należą do największych
- skośny- nie mam pojęcia do czego docelowo służy, ale używałam do roztarcia granicy między dwoma cieniami i spisał się dobrze, ale jakoś niechętnie po niego sięgałam- wolę to robić innym kształtem.
- kolejne dwa- wg mnie są prawie takie same- do nakładania cienia na całą powiekę i w tym celu sprawdzają się bardzo dobrze, nie mam im nic do zarzucenia.


Teraz średniaki- jeśli chodzi o wielkość:
- tutaj wręcz cała trójka wydaje mi się być podobna i również służyła mi do nakładania cieni- jednak są one mniejsze, przez co bardziej precyzyjne i spisywały się zdecydowanie lepiej np. w wewnętrznym kąciku, czy do dokładnego nałożenia w zewnętrznym.
- pacynka- pacynka jaka jest każdy widzi- i nie różni się niczym od tych, które wcześniej miałam okazję używać. Nie jest to zdecydowanie moja ulubiona forma nakładania czegokolwiek.


Teraz przyszła kolej na maluszki- nadal do oczu:
- dwa pierwsze- znów takie same jak poprzednie, ale mniejsze
- podobny- choć z dłuższym włosiem
- skośny- po raz kolejny nie wiem do czego docelowo służy, ale nałożyć cień się nim da.


Na własne jedno miejsce i osobne wspomnienie zasłużyła kuleczka- nadaje się zarówno do nałożenia cienia jak i jego roztarcia. I sprawdza się bardzo dobrze.

Moim zdaniem jest to z całego kompletu najlepszy pędzel i tak naprawdę jedyny, którym tak dobrze się blenduje i rozciera wszelkie granice.












Pozostając w tematyce oczu:
- pędzelek do eyelinera- ooo! Ten to jest super! Malutki, szpiczasty, precyzyjny- drugi najbardziej udany z całego kompletu. Używałam go do eyelinera w żelu jak i do rysowania kreski cieniem na mokro i zawsze wychodziła- a mistrzem kresek nie jestem!
- kolejne dwa są dla mnie zagadką- są dosyć grube, dosyć zbite i takie do niczego. Próbowałam nimi wypełnić brwi- średnio. Próbowałam rozetrzeć kreskę przy linii rzęs- też trochę średnio.


W okolicach oczu po raz ostatni:
- spiralka- bardzo fajna, wygięta. Dobrze się nią rozczesuje brwi jak i rzęsy jeśli przez przypadek się skleją
- grzebyk do rzęs- ojj! Jak ja nienawidzę tego sprzętu. Tym się nie da nic zrobić- skleja jeszcze bardziej rzęsy i podrażnia skórę jeśli próbujemy przeczesać brwi- nie, nie i jeszcze raz nie- dla każdego tego typu plastikowego grzebyczka!


I na koniec zostawiłam sobie dwa smaczki do ust:
- krótszy pędzelek- bardzo fajnie da się nim wyrysować usta
- dłuższy- ja używam do nakładania wszelkich balsamów do ust- żebym nie musiała tam wsadzać palucha bo bardzo tego nie lubię.


I tak oto prezentuje się cały zestaw. 24 części- w miarę udane. Moje top 3 to:
- pędzelek kuleczkowy
- pędzelek do eyelinera
- krótszy pędzelek do ust.

Jedyne czego mi brakuje w całym zestawie- to jakiś pędzel, którym mogłybyśmy aplikować podkład. Niby można to zrobić przy pomocy dłoni- ale jednak co pędzel to pędzel.

Z zestawu jestem zadowolona- pomimo tego, że znalazły się w nim egzemplarze po które raczej sięgać nie będę. Jak na cenę, jaką płacimy za zestaw- jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona jakością.


Dajcie koniecznie znać jakich Wy pędzli używacie- czy stawiacie na gotowe zestawy, czy może wolicie same kompletować pojedyncze sztuki wg własnych potrzeb?

Stawiacie na sprawdzone marki, czy ryzykujecie i szukacie perełek wśród tych tańszych, niekoniecznie markowych?

Serdecznie zapraszam do komentowania!

Pozdrawiam,

K. ;*

wtorek, 1 lipca 2014

6/2014

Cześć!

Powoli wracam. Sesja dopada każdego. Na szczęście już mniej przede mną niż za, więc mam nadzieję, że uda mi się bywać częściej!

Dzisiaj pokażę Wam moje zużycia ostatniego miesiąca- to już 6 miesięcy intensywnego denkowania moich kosmetyków!

L'biotica Biovax serum wzmacniające A+E

Dobre serum na końcówki włosów. W miarę wydajne- ale mogłoby być bardziej, przyjemnie nawilża końcówki. Nie za bardzo lubię formę aplikacji, bo zawsze mam problem z tą pompką i z wydobyciem produktu do końca. Sam produkt- polecam wypróbować profilaktycznie przeciw rozdwajaniu końcówek- bo ze zniszczonymi z pewnością nic nie zdziała.





Yves Rocher delikatny szampon z wyciągiem z hamamelisu do każdego rodzaju włosów

Delikatny to on faktycznie był. Ale aż za delikatny. Tworzyła się taka miękutka piana, ledwo co mył te włosy- zdarzało mi się mieć wrażenie niedomytych włosów od razu po tym jak wyschły. Dodatkowo miałam ogromny problem z zamknięciem- dziwne, że nie połamałam na nim paznokci! Do tej wersji na pewno nie powrócę, ale do szamponów tej firmy jak najbardziej.
Ziaja rebuild peeling myjący? gruboziarnisty

Peeling- zgadzam się. Myjący- co to ma znaczyć? Gruboziarnisty- tak. Bardzo przyjemny zdzierak. Miał intensywne, ostre dorbinki zawieszone w przezroczystej galarecie. Używałam około 2 razy w tygodniu- był bardzo wydajny. Jedyne ale jakie mogę do niego mieć to zapach- pachniał jak jakaś maść na stłuczenia, ale zapach szybko się ulatniał więc mogę mu to wybaczyć. Jak za cenę około 10 zł, niesamowitą wydajność- jestem na TAK i pewnie kiedyś do niego wrócę.


Yves Rocher Jardins du Monde grenade d'Espagne

Świetny żel pod prysznic! Zapach- przecudny! Używanie go to czysta przyjemność. Jeśli chodzi o wydajność to niestety widać jak szybko ubywa, ale potem zrobiłam sobie z niego piankę- tak jak opisywałam TUTAJ i było już znacznie lepiej. Polecam polować w promocji bo warto!





Claire Fisher natur classic granatapfel bodylotion

Upolowany w TK-Max-ie przyjemny produkt. Bardzo ładnie pachniał, przyzwoicie nawilżał i szybko się wchłaniał. Plus za pompkę. Czego chcieć więcej. Nie wiem czy te produkty są  gdzieś normalnie dostępne, więc nie będę się dłużej rozwodzić na ich temat. Używało się przyjemnie.





Fitomed mydlnica lekarska ziołowy żel do mycia twarzy do cery tłustej

Baaardzo, bardzo wydajny produkt. Ta wersja bardzo przypadła mi do gustu. Przyjemnie oczyszczał twarz bez przesuszania- co już w pełni mnie satysfakcjonuje. Domywał resztki makijażu, nadawał się do przemycia twarzy rano. Dostępny w aptekach w cenie około 9 zł i serdecznie Wam polecam wypróbowanie właśnie tej wersji- bez względu na to, jaki typ cery posiadacie.

Więcej przeczytacie TUTAJ.


Yves Rocher Hydra Vegetal nawilżający płyn micelarny

Och, cudo! Najlepszy płyn micelarny jakiego używałam. U mnie- bije Biodermę. Bardzo delikatny, idealnie zmywa makijaż- nic nie zostaje, nie pozostawia lepkiej powłoczki, nie pieni się. Ideał! Dodatkowo bardzo, ale to bardzo wydajny jak na pojemność 200 ml, dozownik podaje odpowiednią ilość produktu, dzięki czemu starcza nam na wiele tygodni. Teraz widziałam, że zmienili opakowanie i mam nadzieję, że będzie równie praktyczne. Cała ta seria sprawdza się u mnie bardzo dobrze, ma przyjemny świeży zapach. Jedyne ale to cena- ale biorąc pod uwagę na ile mi wystarczył jestem mu w stanie wybaczyć.

Więcej TUTAJ.

Ziaja ogórkowy tonik

Za cenę kilku złotych dostajemy butlę naprawdę dobrego toniku. Bardzo fajnie sprawdzał się po umyciu twarzy, czułam że przestaje być ściągnięta jeśli tak się zdarzyło, dobrze współpracował z olejkami które na niego nakładałam. Wydajny, przyjemnie pachnie. Na pewno będę wracać do niego, bo po co przepłacać, skoro coś w tej cenie sprawdza się świetnie?




Rival de loop miękkie chusteczki oczyszczające

Miękkie- okej, ale z tym oczyszczającym określeniem to bym nie szalała. Do zmywania makijażu raczej się nie nadają, ale do przetarcia rąk po nałożeniu podkładu dają radę. Dostępne w Rossmanie za kilka złotych, ale wg mnie jest to bardzo zbędna rzecz w mojej kosmetyczce.


Beauty Formulas oczyszczające plasterki na krosty i plamy

Zużyłam, tragedii nie było ale nie wrócę do nich. Zdecydowanie lepiej sprawdza się u mnie tańsza wersja z Rossmana. Coś tam działały ale szału nie było.

Porównanie z 2 innymi firmami znajdziecie TUTAJ.





Davercin płyn

Pozostając w tematyce niedoskonałości- Davercin. Na mnie nie działa. Zużyłam całe opakowanie i nie widzę żadnej poprawy ani pogorszenia stany cery. Nie będę do niego wracać, bo nie widzę sensu męczenia się z tą okropną buteleczką, zwłaszcza jak nie widzę efektów. Używałam już kiedyś wcześniej i też nie byłam zadowolona. Dostępny w aptekach, z tego co kojarzę na receptę.





Ziaja oczyszczająca maseczka z glinką szarą

Która z Nas nie zna tych maseczek? I która nie jest z nich zadowolona? Kupowałam je od dawna, kupuję i na pewno będę kupować. Niecałe 2 zł, mi starczają na 2-3 aplikacje. Skóra po nich jest widocznie ładniejsza i przyjemniejsza w dotyku. Jeśli jeszcze nie miałyście przyjemności jej użyć- koniecznie to zmieńcie!




Naturalne mydło marsylskie petit chante clair

Zużyłam do mycia ściereczki z mikrofibry po oleju i do pędzli. Zdało egzamin. Bardzo drażnił mnie jego zapach! Kupiłam w Rossmanie w cenie na do widzenia, więc nie wiem czy jest nadal dostępne.



Compeed sztyft przeciwko obtarciom

Już mi się stopił i źle się go używa. Dla moich wiecznie obtartych stóp zbawienie. Chcecie poczytać więcej o nim? Szykuję się do osobnego posta, bo uważam że jest tego wart!






Lovely Curling Pump up mascara

Świetna. Znacie?

                                                                      Jeśli chcecie się dowiedzieć więcej to zapraszam TUTAJ.


I na koniec standardowo próbki, a właściwie jedna próbka:

L'biotica Biovax eliksir wygładzająco- nawilżający naturalne oleje

Kolejna próbka, nadal jestem zadowolona z niego, ale chyba nie na tyle, aby kupić pełnowymiarowe opakowanie.





I wyrzutki:

Lakiery Lovely special effect 07 i 09

Pękające lakiery to chyba jednak nie to co lubię. Te już zgęstniały i nie nadają się do użycia. Jakoś nie umiałam osiągnąć ładnego efektu przy ich użyciu, chociaż u innych bardzo mi się podobają.







Uff! To by było na tyle! Sporo tego mi się uzbierało, co mnie cieszy.


A jak z Waszymi zużyciami? Dajcie znać co udało Wam się w ciągu ostatniego miesiąca zużyć i czy używałyście coś z prezentowanych przeze mnie rzeczy.

Do następnego razu, mam nadzieję że całkiem niedługo!

Buziaki,

K. ;*