piątek, 31 października 2014

10/2014

Cześć!

Kolejny miesiąc się kończy, więc czas na kolejny projekt denko!


Przyznajcie sami, czy nie wygląda ta sterta zużyć imponująco? ;D

Vichy Normaderm żel głęboko oczyszczający

Większość z Was pewnie zna ten produkt. U mnie spisywał się bardzo dobrze. Nie używałam go codziennie do oczyszczania twarzy, a co 2-3 dni. Dobrze doczyszczał, ale nie przesuszał. Dodatkowo jest szalenie wydajny- buteleczka 200 ml wystarczyła mi na grubo ponad rok używania. Polecam każdemu- bo bardziej intensywne oczyszczenie raz na jakiś czas jest jak najbardziej wskazane! Na pewno do niego wrócę! Przy tej wydajności nawet cena około 30 zł nie jest taka straszna.




Green Pharmacy szampon do włosów normalnych z pokrzywą

Szampon dostałam jako prezent od Kasieńki. Był bardzo fajny, wydajny, ma naturalny skład i och ach. Ale... tak intensywnie oczyszcza, że gdy próbowałam po nim rozczesywać włosy, ba! nawet nie rozczesywać, a przejeżdżałam między nimi palcami, połowa zostawała na ręce. Plątał niemiłosiernie włosy. Dlatego też mam co do niego mieszane uczucia- z jednej strony idealnie oczyszcza, a z drugiej tracę zbyt dużo włosów po jego użyciu, co jednak go dyskwalifikuje przy częstym stosowaniu.




Pantene krem podkreślający loki do włosów normalnych

Ten produkt- a w sumie inny, bo w poprzedniej wersji przed zmianą opakowania jak i składu, był moim niezastąpionym ulubieńcem przez wiele lat. Tylko on radził sobie z moimi spuszonymi, niesfornymi lokami. Teraz coś się zmieniło- obciąża jeśli damy go więcej, przetłuszcza chociaż nie stosuję go od nasady, nie podkreśla skrętu- a wręcz przez dociążenie prostuje włosy i zbija je w strąki. Nie mam ochoty już do niego wracać, a szkoda- bo na prawdę wiele lat był moim ideałem... Teraz nadszedł czas poszukać mu godnego następcy, Jakieś propozycje?



Uriage woda termalna 

Moja pierwsza woda termalna, kupiona z polecenia wszystkich! I faktycznie- bardzo przyjemny produkt. Koi, uspokaja cerę. Sprawdza się do scalenia ze sobą kilku warstw makijażu, ściągając pudrowość. Latem w upale pryskam nim twarz- co daje niesamowicie miłe uczucie. Nadaje się do pryskania twarzy gdy nałożymy glinkę- aby nie wyschła. Wielofunkcyjny, wydajny, przyjemny produkt. W zapasie mam kolejne opakowania, a teraz używam coś niby podobnego- ale zupełnie innego.
Atomizer dozuje odpowiednią ilość wody- malutkie krople rozpylane są równomiernie.

Nikomu na pewno nie zaszkodzi, a może sporo pomóc- warto wypróbować!

Zineryt

Ostatnie opakowanie pokazywałam Wam w zużyciach lipca. To wykończyłam, ale już zdecydowanie przestał mi pomagać. Dostałam teraz od dermatologa jeszcze coś mocniejszego i mam nadzieję, że w końcu coś się ruszy na tej mojej twarzy w dobrą stronę.






e-naturalne.pl olejek jojoba

Wychwalałam go w TYM poście. Nadal podtrzymuję swoje zdanie o jego zbawiennym wpływie na wszystko.

Doceniłam jego działanie na twarzy- po tym jak mi się skończył i odstawiłam go na około 2 tygodnie. Po tym czasie użyłam go ponownie i od pierwszego użycia widoczna była znaczna poprawa! Nie oddam i teraz podebrałam mamie ogromne 250 ml opakowanie i będę używać na wszystko!



Avon Love

Przyjemny, lekki, letni zapach. Połączenie róży z płatkami pomarańczy, podobno. Latem bardzo fajnie się go używało, chociaż nie był nie wiadomo jak trwały czy intensywny. Wydajnością też nie grzeszy. Na szczęście cena nie jest przesadzona- bo możemy go dostać już za 25 zł.






Avon mgiełka do ciała kwiat wiśni

O nim co nieco pisałam TUTAJ. Mgiełka jak mgiełka. Ładnie pachnie, ale sama niewiele zdziała. W połączeniu z żelem pod prysznic i balsamem, latem spisywała się świetnie. Zapach był przyjemny, nie nachalny, taki- wakacyjny. Dodatkowym plusem jest niska cena i to, że świetnie nadaje się do podróżowania- bo nic nam się nie potłucze!





Fusswohl dezodorant do stóp 

Rossmanowski dezodorant o działaniu pielęgnacyjnym. Aż tak bym obietnicami nie szastała. Dobrze sprawdził się w celu odświeżenia obuwia. Działania antyperspiracyjnego na pewno nie zauważyłam, tak jak i zapobiegania powstawania nieprzyjemnego zapachu. Niemniej jednak nie był totalną katastrofą- choć muszę zaznaczyć, że nie mam problemu z potliwością stóp- i jest bardzo tani.





Multitabs tran w kapsułkach

Utrzymuje w ryzach moje paznokcie. Ten się u mnie bardzo dobrze spisuje, dodatkowo zawiera witaminy A i D. Stosuję zwykle jedną kapsułkę dziennie- chociaż producent zaleca dwie. Lubię jego działanie, kosztuje w promocji około 15 zł i nie potrzebuję więcej. Wracam do niego regularnie.






MUA niebieski tusz do rzęs

Totalny zwyklak. Latem ślicznie wygląda na samych końcówkach rzęs- i też tak go stosowałam. Nie wiem jakby sprawdził się na całych.
Bourjois róż do policzków 95 rose de jaspe

Hit nad hitami! Uwielbiam za wszystko! Zapach, wydajność, kolor, utrzymywanie się na policzkach, bezproblemową aplikację itd, itp. Ten egzemplarz wystarczył mi na hmm, 3 lata? Na pewno kupowałam go jeszcze w liceum a to było dobrych kilka lat temu. A stosowałam go codziennie. Dodatkowo jeśli upolujemy go w promocji, dostajemy naprawdę dobry, mega wydajny, świetny produkt!

Jeśli nie znacie- koniecznie wypróbujcie!

Nivea sensitive krem na dzień z SPF 15

Bardzo fajny krem na dzień. Koi, nawilża, chroni. Jak na krem z SPF na mojej twarzy spisał się świetnie, nic się nie rolowało i nie miałam przetłuszczonej cery po godzinie. Skłaniam się ku kupnu pełnego opakowania.

Vichy Normaderm krem przecie niedoskonałością

O ile żel bardzo lubię, o tyle krem jest mi zupełnie obojętny, a znając ceny Vichy zapewne                                                          do najtańszych nie należy. Nic nie robi z moją cerą.


I to by było na tyle! Niesamowicie dobrze mi idzie zużywanie nadwyżek. Mam nadzieję, że nadal będzie równie dobrze i do końca roku uda mi się zrobić trochę miejsca na półkach.

A jak Wasze zużycia? Znacie prezentowane przeze mnie produkty?

Polecicie mi jakąś dobrą odżywkę bez spłukiwania do włosów kręconych?


Do zobaczenia!

K. ;*

środa, 29 października 2014

Woda różana

Cześć Kochani,

Zastanawialiście się kiedyś nad właściwościami wody różanej? I może jeszcze nad tym dlaczego Francuzki są takie szykowne i zadbane? No dobra - nie byłam nigdy we Francji i nie mogę zagwarantować, że takie właśnie są te wyżej wymienione Francuzki, ale taki obraz serwują nam media, stereotypy i książki.


Uwielbiam czytać. Wiele książek mnie inspiruje, motywuje, zmienia i przede wszystkim ciekawi. Podczas zakupu nowego nabytku dokładnie czytam opis i biorę tylko te które na prawdę potrafią zaintrygować moją osobę. Swoją drogą uświadamia mi to jak ważne w książce jest to co wydawać by się mogło pozornie mało istotne. Bo jak się ma opis do całej książki i jej treści? No właśnie...
Ale nie o tym miał być ten post dlatego pozwólcie , że wrócę do tematu.

Woda różana lub też ekstrakt z róży w moim życiu towarzyszy od zawsze. Jednak nigdy nie zwracałam uwagi na to jak dobroczynne może mieć działanie na urodę. Zazwyczaj produkty różane były dla mnie po prostu miłym dla nosa zapachem. Moje podejście całkowicie zmieniło się po przeczytaniu książki "Lekcje madame Chic" Jennifer L. Scott


Jest to opowieść Amerykanki mieszkającej podczas kawałka studiów we Francji, u typowej francuskiej rodziny. Całość podzielona na tematyczne rozdziały tworzy swego rodzaju kompendium wiedzy na temat szyku i stylu francuskich kobiet. Dowiemy się dlaczego Francuzki pomimo pysznego jedzenia są szczupłe i jak niewiele ubrań w szafie wystarczy by wyglądać jak z okładki Vogue'a. Bardzo polecam książkę, bo choć nie jest możliwe sztywne przestrzeganie podanych zasad to tak jak skomentowała Małgorzata Kożuchowska - jest to mądra, zabawna i inspirująca historia.
Dla mnie okazała się inspiracją w zakresie używania wody różanej.

Woda różana dogłębnie oczyszcza twarz a przy tym jest bardzo delikatna. Nie podrażnia, a dla mnie do tego cudownie pachnie. Idealna do stosowania jako tonik. Można kupić gotowy kosmetyk lub sam hydrolat w sklepach z półproduktami kosmetycznymi. Istnieje również opcja z której sama wiele razy korzystałam - rozwadnianie ekstraktu różanego (przywiezionego z wakacji z Bułgarii). Po prostu mieszam ten ekstrakt z woda i gotowe :) Wszystkie te możliwości prowadzą do tego samego - pysznie pachnącego, oczyszczającego toniku.
Przy regularnym stosowaniu wody różanej zauważyłam pewną poprawę kondycji mojej przetłuszczającej się cery. Miałam mniej zaskórników z czego tak bardzo się cieszę. Wierzę, że na to miała również wpływ zdrowa dieta, nie mniej jednak to kombinacja wody różanej i diety dała cudowny efekt. Dodam, że woda różana nie należy do tych drogich :)

Czy stosowałyście już wodę różaną :) ?
Czytałyście Lekcje Madame Chic? Coś was w nich zainspirowało? 


Całuję, 

Kasieńka :*

niedziela, 26 października 2014

Post o kilku produktach.

Cześć Kochani,

Wraz z jesienią nadeszła nuta jesiennej depresji. Nie żebym narzekała na samopoczucie czy też zamknęła się w pokoju i nie wychodziła przez miesiąc. Nie mniej jednak jesień odczuwa moja skóra. Poranne niechciejstwo wstawanie i wieczorne leżenie pod cieplutką kołderką odbiło się na moich zużyciach. Niczego nie ubywa. Dlatego też dzisiaj po wielu dniach przybliżę Wam sylwetki kilku produktów które mimo wszystko udało się zużyć. I ku mojemu szczęściu jest tak kolorówka :)

Zapraszam!



Żel do golenia - skin so soft od Avon - Zaczynam on tych mniej przyjemnych recenzji, aby post zakończyć w lepszym humorze niż ten wywołany wspomnieniem o tymże produkcie. Owszem produkt i może nawilża, ale moje wyobrażenie o żelu (żelu!!!) do golenia są trochę inne. Może moje rozczarowanie wynika z tego, że przyzwyczaiłam się do typowych żeli do golenia, które podbierałam przez wiele lat tacie. Ten jest jego całkowitym zaprzeczeniem. Lejąca i wylewająca się formuła z opakowania przysporzyła mnie o wiele dodatkowych nerwów. W ten sposób połowa żelu wylewała mi się na wannę a pieniądze spływały wraz z woda do rury kanalizacyjnej. Koszmar! Tak bardzo wkurzała mnie to, że na działanie rzekomego żelu nawet nie zwracałam uwagi. Skoczyłam go bardzo szybko i tak samo szybko o nim zapomniałam. Nigdy więcej go nie kupię! A z opinii moich koleżanek wynika, ze mają o nim takie samo zdanie.


Łagodny tonik od Yves Rocher - Przyjemny zapach i łagodność to pełen opis produktu. Przyjemny w ładnej buteleczce. Oczyszczał, więc spełniał swoje podstawowe zadanie. Myślę, że kiedyś znów po niego sięgnę. Nie podrażnił mojej skóry, ani jej nie pogorszył. Z czystym sumieniem mogę polecić go każdej wrażliwej cerze.


Korektor pod oczy fake up od BeneFit - pełna recenzja pojawiła się jakiś czas temu KLIK, ja tylko pragnę przypomnieć, że pod oczy jest cudowny, jednak na wypryskach podkreśla skórki. A szkoda!


Szampon do pędzli od FM Group - Niektórzy używają dziecięcych szamponów do mycia pędzli, ja sięgnęłam po coś bardziej profesjonalnego. Nie zawiodłam się. Dobrze czyścił i przede wszystkim pielęgnował pędzle. Nie mniej jednak ostatnio również przerzuciłam się na szampony dla dzieci bo mam je po prostu pod ręką. Tę buteleczkę kupiłam zanim byłam w ciąży. Polecam każdemu kto szuka czegoś bardziej profesjonalnego od dziecięcych produktów.


Szampon do włosów kręconych od GOSH - Kupiłam z czystej ciekawości. I szampon jak szampon włosy myje. Niestety nie zauważyłam znaczącej poprawy w skręcie włosa, nad czym ubolewam. Plusem na pewno jest jego wydajność, niestety minusem zapach (przynajmniej dla mnie). Ponieważ produkt był drogi, muszę stwierdzić,  że nivea do kręconych włosów jest lepsza i tańsza.


Podkład Miracle Air De Teint od Lancome - Pełna recenzja pojawiła się w kwietniu KLIK. Jak widzicie zużywałam tę buteleczkę przez pół roku i uważam to za dobry wynik. W podkładzie byłam zakochana i gdyby nie pęd do nowości, kupiłabym jeszcze jedną buteleczkę. Obecnie skusiłam na diora nie mniej jednak na pewno do tego podkładu wrócę. Czuję, że muszę :)


Jak widzicie niewiele tego, jednak jesień u mnie daje o sobie znać. Ale obiecuję poprawę :)

A jak jest Kochane u Was z jesienią? I czy znacie któryś produkt?

Całusy,

Kasieńka :*

niedziela, 12 października 2014

Absolutnie uwielbiałam latem... cz. II.

Cześć!

Dzisiaj druga część ulubieńców- tak jak się domyślacie, przyszedł czas na kosmetyki do pielęgnacji.

Ja latem nie lubię nakładać na siebie nic. Niestety zwykle kondycja mojego ciała wymaga ode mnie porządnej dawki nawilżenia.


Zaczniemy od wczesnego lata- czasu, kiedy słońca pod dostatkiem, ale niestety deficyt czasu nie pozwala wylegiwać się na słońcu. Wtedy z pomocą przychodzą nam produkty brązujące. Ten odkryłam w zeszłym roku- i był to mój pierwszy kontakt z tego typu produktami. Lirene body arabica balsam brązująco-ujędrniający. Mam wersję do ciemnej karnacji- poprzednio używałam do jasnej, ale efekt mnie nie zadowalał. Wystarczy zastosować go raz na kilka dni po kąpieli, pozostawić do wchłonięcia i możemy się cieszyć delikatnie przybrązowioną skórą. Łatwo się go rozprowadza, nie zostawia smug, plam, schodzi równomiernie. Jedyne "ale" jakie mam pod jego adresem to zapach- obok kawy to on nawet nie stał. Na szczęście nie utrzymuje się niesamowicie długo i nie jest zbyt intensywny.


Również w zeszłym roku odkryłam moją miłość olejkową- Yves Rocher Monoi de Tahiti suchy olejek do ciała i włosów. Tego zapachu nie da się opisać słowami- to po prostu trzeba powąchać. Dla mnie jest idealny- szybko się wchłania, faktycznie nie jest tłusty. Nadaje się też do olejowania włosów- spryskujemy, zawijamy w koczek na całą noc i po myciu cieszymy się miękkimi i błyszczącymi włosami. Niesamowicie przyjemny i wydajny produkt.


Latem lubimy się ochłodzić. Nasze stopy również. Z pomocą przychodzi nam żel chłodzący do stóp i nóg Yves Rocher. Zapach lawendowy- nie należy do moich ulubionych, ale szybko się ulatnia. Co do działania samego produktu- faktycznie chłodzi! Wchłania się błyskawicznie- mam wrażenie, że żel momentalnie po aplikacji znika. Nie spodziewałabym się nie wiadomo jakiego efektu nawilżenia, ale latem bardzo przyjemnie się go stosowało.


Lato, wakacje, wyjazdy, plaża, zwiedzanie... Ile razy zdarzyło Wam się poparzyć? U mnie zdarza się po dłuższym kontakcie ze słońcem wieczorem bardzo tego żałować. Na szczęście znalazłam na to sposób- Lirene ratunek po przedawkowaniu słońca. A nawet po dniu spędzonym na plaży, pływaniu w morzu- gdy czujemy, że coś nas swędzi, piecze itp. D-pantenol wyraźnie łagodzi, uspokaja zaczerwienioną skórę przynosząc natychmiastową ulgę. Balsam bardzo dobrze nawilża i natłuszcza. Polecam każdemu wziąć do torby wakacyjnej- nigdy nie wiemy kiedy słońce nas przypiecze.


Na koniec- coś do ust. Miętowy Carmex. Czy to nie brzmi przepysznie? Latem- ideał. Lekko chłodzi usta, delikatnie mrowi. Posiada SPF 15- więc nie musimy się martwić, że cała twarz jest chroniona, a usta wystawione na pastwę losu. Po raz pierwszy sięgnęłam po Carmex- i jestem mile zaskoczona jego działaniem. Dobrze sobie radzi z suchymi na wiór ustami po kontakcie ze słoną wodą czy ekspozycji na słońce. Nałożony kilka razy dziennie pozwoli nam cieszyć się pięknymi, gładkimi ustami.


A co królowało u Was latem? Stawiacie na balsamy, olejki czy może jeszcze coś innego? 

Czekam na Wasze odpowiedzi i do zobaczenia następnym razem!

Pa!

K. ;*

środa, 8 października 2014

Absolutnie uwielbiałam latem... cz. I.

Hej!

Dzisiaj przychodzę do Was, tak jak co jakiś czas z ulubieńcami ostatnich miesięcy. Tym razem pokażę Wam, co upodobałam sobie w tych cieplejszych miesiącach. Dzisiaj na tapetę bierzemy kolorówkę. Zapraszam! ;)


Na początek podkład- healthy mix od Bourjois. Mój jest w odcieniu 53 light beige- idealny na początek lata jak i teraz, gdy już lekko wyblakłam. Posiadam jeszcze starsza wersję tego produktu. Uwielbiam to opakowanie w pompką air-less i nie rozumiem dlaczego ono zostało zmienione. Ale najważniejsze jest wnętrze- czyli idealny podkład rozświetlający, o wystarczającym kryciu które można budować. Przypudrowany trzyma się nienagannie cały dzień. Jedynie przeszkadza mi jego owocowy zapach, ale jest wyczuwalny tylko przy nakładaniu. Dodatkowo jest bardzo wydajny! Chyba znalazłam produkt idealny! <3


Tego lata upodobałam sobie mocniejszy kolor na ustach. Rouge Edition Velvet- również od Bourjois. <uwielbiam tę firmę!> Piękny, bardzo intensywny odcień 05 Ole flamingo!- niby fuksji, ale z domieszką czerwieni. Pomadka ma matowe wykończenie. Tak jak ją nałożymy na usta- tak na nich pozostanie do momentu aż nie potraktujemy jej jakimś dobrym płynem do zmywania makijażu. Nie straszne jej jedzenie, picie, oblizywanie warg. Przy swojej trwałości nie przesusza ust- co było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Ale musimy mieć w miarę ładne, równe usta gdy chcemy jej użyć, bo na wysuszonych na pewno nie będzie się dobrze prezentowała.


Drugą miłością okazała się pomadka z Golden Rose- moja pierwsza z tej firmy. Padło na serię Vision lipstick i kolor 112. Po raz kolejny coś z fuksją. Ta również prezentuje się świetnie, nawet na lekko wysuszonych ustach. Trzyma się przez wiele długich godzin. Możemy z łatwością w Golden Rose dobrać konturówkę do naszej pomadki. I taki duet również bardzo często gościł na moich ustach. Dodatkowo nie są drogie- kosztują mniej niż 10 zł, więc czuję, że to nie będzie mój jedyny odcień z tej jakże udanej serii.


A gdy nie chciałam intensywnego koloru na ustach, wtedy stawiałam na oczy. Upodobałam sobie kredkę wodoodporną z Yves Rocher w przepięknym kobaltowym kolorze (02 Bleu). Do tego tusz do rzęs i pomadka z Sephory dostosowujący się do pH naszych ust- więcej o niej TUTAJ- i byłam gotowa do wyjścia!

Tak prezentują się kolory ww. kosmetyków w świetle dziennym:



To, że uwielbiałam latem, nie znaczy że teraz poszły te rzeczy w odstawkę! Zwłaszcza, że pogoda nas w tym roku rozpieszcza! Nadal te produkty cieszą się dużym powodzeniem w codziennym makijażu. Tak samo nadal używam większości produktów z wcześniej prezentowanych Wam w serii ulubieńców.


A jak to wyglądało u Was latem? Też poszalałyście z kolorem? Czy może stawiałyście na naturalny look?

Czekam na informacje od Was i za kilka dni zaproszę Was na część z kosmetykami pielęgnacyjnymi.

Trzymajcie się!

K. ;*

sobota, 4 października 2014

A jak według Was pachnie kwiat wiśni?

Cześć!

Dzisiaj przychodzę do Was z dwoma zapachami. Z pozoru wydawać by się mogło, że będą podobne- w końcu oba powinny pachnieć kwiatem wiśni. A jak jest w rzeczywistości?


Przyjrzyjmy się:
- mgiełce zapachowej Avon kwiat wiśni
- wodzie toaletowej Yves Rocher kwiat wiśni.

Nie będę porównywać tutaj kwestii utrzymywania się na skórze tych produktów z prostego powodu- należą do różnych kategorii pachnideł i z pewnością mgiełka nie utrzyma nam się tak dobrze jak nawet woda toaletowa- która jak wiadomo do najtrwalszych nie należy.

Oba produkty mają pojemność 100 ml. To, co je różni to zdecydowanie cena. Mgiełkę Avon w dobrej promocji dostaniemy za mniej niż 10 zł, natomiast cena zapachu z Yves Rocher to już 83 zł. Yves Rocher na szczęście rozpieszcza Nas promocjami- i tak też udało mi się moją sztukę dorwać w promocji za niecałe 60 zł razem z żelem pod prysznic z danej serii.

Z pewnością Yves zadowoli nasze oczy bardziej niż plastikowa buteleczka z Avon-u. Wodę dostajemy w ładnym kartoniku.


W kwestii rozpylania produktu- na prowadzenie wysuwa się mimo wszystko woda toaletowa z metalowym atomizerem. Ten sposób jest zdecydowanie przyjemniejszy- dozuje niezbyt dużą ilość płynu. Plastikowy z mgiełki wylewa na nas okropnie dużo zawartości, sprawiając że czujemy mokrą powłoczkę na ciele czy ubraniu- czego ja osobiście nie trawię.


A teraz kwestia najważniejsza: zapach.

Ten z Avonu miałam okazję używać w wakacje razem z całą serią- czyli żelem pod prysznic i balsamem. Bardzo miło to trio wspominam. Używało się go bardzo przyjemnie. Zapach jest zdecydowanie słodki, czy kwiatowy- raczej bym nie powiedziała. Po rozpyleniu czujemy zdecydowanie alkohol. Sam zapach nie jest zbyt intensywny.

Yves Rocher chwali się, że "wykorzystując swoją wiedzę i doświadczenie, odtworzyli zniewalający zapach kwiatów wiśni, aby w pełni oddać ich niezwykły aromat". I szczerze mówiąc, ich produkt bardziej do mnie przemawia. Ładnie pachnie od razu po rozpyleniu, nie musimy uciekać czym prędzej z łazienki w obawie przed uduszeniem. Dodatkowo zużywamy go mniej niż jego poprzednika ze względu na większą intensywność zapachu. Ten również ma w sobie wyczuwalną słodką nutę, ale już bardziej wyrafinowaną.

Po raz kolejny- nie zawiodłam się na francuskiej firmie i ich produkt bije rywala z Avon-u w przedbiegach. Z przyjemnością mogę stwierdzić, że u nich cena idzie w parze z jakością.


Wyobraźcie sobie jak te piękne kwiaty muszą pachnieć w rzeczywistości. Następnie zamknijcie ten zapach w płynnej formie w butelce. Tak właśnie pachnie woda toaletowa un matin au jardin od Yves Rocher.


Znacie te serie? Miałyście styczność z wodami YR? A może wypróbowałyście jakieś inne zapachy z tej serii- bo jest ich chyba pięć? A może jest jeszcze jakaś inna firma, która wypuściła produkt o tej nucie?

Jak na razie kwiat wiśni powoli idzie w odstawkę na rzecz bardziej intensywnych i cięższych zapachów, ale kolejnej wiosny z pewnością będę sięgać najczęściej właśnie po niego!

Do następnego powąchania!

K. ;*

czwartek, 2 października 2014

W końcu tam dotarłam!

Cześć!

W przedostatni weekend wakacji postanowiliśmy razem z moim chłopakiem wybrać się do Ustronia na kilka dni. Tak jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy. Niestety pogoda nam nie dopisała- w skrócie deszcz i zimnica. Ale jak już tam jesteśmy to mimo wszystko siedzieć w domu nie będziemy. Postanowiliśmy więc wybrać się do Cieszyna. A wiecie co jest w Czeskim Cieszynie?

Drogeria dm! <3



Przeprawę mieliśmy ciężką, bo kawałek trzeba było iść. Tam było okej, ale w drugą stronę mina mojego chłopaka zrzedła, kiedy musiał taszczyć całą tę siatę. No ale cóż ja na to poradzę.. hmmm. ;)

Jakby atrakcji miało być za mało w naszym życiu- gdy już dotarliśmy z tą ciężką siatą do auta- okazało się, że mamy przebitą oponę! Niby nie problem- ale.. Fiat nie daje koła zapasowego. W każdym razie w moim aucie go nie ma. Mieliśmy więc okazję przejechać się lawetą. Na szczęście wszystko szybko poszło i bez dużych problemów.

W sumie nie miałam konkretnej listy. Ale skoro już tam byłam to skusiłam się na kilka- mniej lub bardziej potrzebnych smaczków.


Na pierwszy rzut- seria do włosów Balea professional do włosów kręconych. Jestem jej niesamowicie ciekawa, Będzie musiała trochę w kolejce poczekać, ale nie mogłam jej nie wrzucić do koszyka. Wybrałam szampon, odżywkę i spray do układania. Ich cena to niecałe 6 zł za sztukę.


Na tym włosowe łupy się nie kończą. Do koszyka wpadły również odżywka Balea mango i aloes- ok. 5 zł, szampon zwiększający objętość Balea- ok. 6 zł oraz maska Alverde z awokado i masłem shea- ok. 10 zł.


Włosy już zostawmy w spokoju. W produktach do mycia ciała króluje Balea: balsam pod prysznic (który do tej pory byłam przekonana, że jest peelingiem). Coś, czego celem była ta wyprawa- żel z limitowanej letniej serii melon tango! <3 I na koniec żel do golenia- blueberry love. Ich ceny to ok 4 do 5 zł.


A skoro już jesteśmy umyci, to teraz trzeba się nabalsamować. W tym pomoże nam z pewnością masło do ciała alverde z masłem karite i orzechem makadamia- 16 zł, oraz 2 kremy do rąk w wersji max- bo jest ich aż 300 ml- za 5,2 zł każdy.


I jeden, jedyny rodzynek do twarzy- maseczka truskawkowa- 3,3 zł.


Z zakupów jestem niesamowicie zadowolona i nie mogę już się doczekać, kiedy będę mogła sięgnąć po każdy jeden kosmetyk.

Co do samej drogerii- byłam nią pozytywnie zaskoczona. Jest przestronna, bardzo czysta. Łatwo znaleźć każdy produkt, są posegregowane z głową. Dodatkowo te ceny- kilka złotych za każdy produkt. Żałuję, że w Polsce nie ma tej sieci drogerii. Niby mamy bardzo dobry dostęp do tanich kosmetyków, jednak nie wszystkie się sprawdzają.

Teraz czekam na ten moment, kiedy będę mogła się z Wami podzielić moimi wrażeniami po użyciu tych kosmetyków.


A Wy znacie te drogerie? Może macie jakiś ulubiony produkt dostępny u nich i możecie mi polecić? Na co sami skusilibyście się, będąc w dm-ie?

Do zobaczenia!

K. ;*