niedziela, 31 maja 2015

Revitalizing retinol eye cream by dr. Brandt


Witajcie Kochani,

W dzisiejszym poście pragnę zdradzić Wam mój sekret na promienną i radosną twarz (nawet po kolejnej nieprzespanej nocy). Jeszcze kilka lat temu nie wiedziałam, ze istnieją kremy, sera i inne cuda na okolice oczu. Problemów z cieniami czy też szarością cery nie miałam (tak, wiem byłam szczęściarą :) ), jednak jak wszystko co dobre - i to się skończyło. Wraz z przybyciem mojego syna na świat - magiczne zaklęcie prysło. Pozostał cudowny uśmiech dziecka przeplatany 2 godzinami snu na dobę. Bo ponoć w życiu nie można mieć wszystkiego. Dlatego też zaczęłam sięgać po kosmetyki, które mogą mi pomóc w osiągnięciu pięknej cery, której nie musiałabym pokrywać toną fluidu, który i tak nie na wszystko pomoże. 

I tak oto do mojej kosmetyczki wpadł krem na okolice oczu z retinolem. W zasadzie to ten retinol skusił mnie aby wypróbować i ten kosmetyk. Jak to biochemicy uważają retinol jako główna forma witaminy A robi z naszą skórą same piękne (och i ach) rzeczy. Bardzo korzystnie wpływa on na formowanie się prawidłowo zbudowanych komórek skóry, a tym samym opóźnia proces starzenia. Początkowo korzystnie działa na wierzchnie partie skóry, jednak przy regularnym stosowaniu wchodzi on głębiej i zdecydowanie pomaga kobietom borykającym się ze zmarszczkami. O działaniu na zmarszczki na prawdę ( na szczęście :) ) niewiele mogę powiedzieć, ale o zachowaniu promiennej cery nad ranem już tak. Jeszcze jednym istotnym działaniem jakim może pochwalić się retinol to walka z przebarwieniami - tymi posłonecznymi jak i hormonalnymi czy melasmą. Dlatego też jego regularne stosowanie pomaga wyrównać koloryt skóry. Pamiętajcie jednak, że nigdy nie można oczekiwać cudów po jednorazowym użyciu jakiegokolwiek kremu.

Kremik cudownie rozświetla okolice oczu i muszę przyznać, że czasem gdy nie użyję fluidu - kremik robi za rozświetlacz. Twarz bowiem wygląda promiennie i bardzo młodzieńczo. Krem cudownie się wchłania pozostawiając jedynie lekką poświatę. Mogłabym wychwalać go w nieskończoność, ale po co? Jest po prostu bardzo dobry. Do tego ma śliczne opakowanie, a producent dobrał do niego idealną pompkę. Przy jednym naciśnięciu dostajemy dokładnie taką porcję kremu jakiej nam potrzeba.
Prawie zapomniała bym o głównej według mnie zalecie kosmetyku. Wiele bowiem kremów na okolice oczu wywoływało u mnie łzy lub czasem nawet szczypanie oczu. Przy stosowaniu tego - nic z tych rzeczy nie miało miejsca. Tak bowiem działa łagodny krem o skutecznym działaniu. 
Jeśli ktoś jeszcze poszukuje kremu, który będzie strzałem w dziesiątkę - na prawdę polecam ten z czystym sumieniem. Warto w niego zainwestować (Sephora bez promocji 299zł), tym bardziej, że jest on na prawdę bardzo wydajny. 







Jak radzicie sobie na cerę wokół oczu - czekam na Wasze komentarze :)

Całuję, 

Kasieńka :*

czwartek, 28 maja 2015

5/2015

Hej!

Kolejny miesiąc minął, a wraz z czasem narasta wór zużytych kosmetyków. Jesteście ciekawi co tym razem trafia do kosza?


Garnier Ultra doux szampon odbudowujący olejek z awodako i masło karite

Nie polubiliśmy się- o wiele bardziej niż z odżywką, którą też ostatnio Wam pokazywałam. Obciążał moje włosy, po jego użyciu sklejały się w "tłuste" strąki tego samego dnia po umyciu. Nie nadawał się nawet u mnie nawet do zużycia we współpracy z innym szamponem- zero pozytywów. Plus opakowanie, które upadło pod prysznicem i zamknięcie się ułamało- serio?

Joanna Sensual peeling do ciała gruboziarnisty aloes

Miał swoje 5 minut w ulubieńcach zimy TUTAJ. Przemiłe zaskoczenie. Spodziewałam się delikatnego, codziennego peelingu. Okazał się być wydajnym, ostrym zdzieraczem. Martwy naskórek mu nie straszny, a po zastosowaniu, przez kilka dni można cieszyć się miękką, gładką skórą. A po użyciu ręce aż bolą od tych drobinek!

Joanna naturia mydło w płynie z grejpfrutem

Jeśli tak jak ja należycie do grona ubóstwiającego orzeźwiające zapachy- koniecznie wypróbujcie tę serię! Nie ze względu na jej wybitne działanie- mydło jak mydło. Ale ten zapach! <3 Nawet wybaczam opakowaniu to, że się przebiło i wylało w szafie.


Avon planet spa nawilżający olejek do ciała z kwiatem frangipani i trawą cytrynową

Czytaliście uważnie co to jest? Koło olejku to to nawet nie stało. Okropnie się tego używało- wylewa się, cieknie po butelce- etykietka nie wytrzymała kilku użyć i się odkleiła. Wali alkoholem na kilometr. Nie powiem, żeby przyjemnie pachniał. Moja skóra była bardziej nawilżona bez używania czegokolwiek niż po tym. Tragedia!
Receptury Babuszki Agafii maska drożdżowa 

Och! Cóż to jest za maska! W okresach, gdy po nią sięgałam nie miewałam w ogóle "bad hair day-ów"! Magicznie działa na moje włosy, unosi u nasady, nadaje tekstury, sprawia że się nie puszą, są ładnie pokręcone, skręt trzyma się od mycia do mycia. Z pewnością przyczyniła się do znacznej poprawy stanu mojej czupryny. Jedyne co mi absolutnie nie odpowiada to jej zapach- Dziewczyny często mówią, że pachnie jak ciasteczka maślane. Nie! Moje pachną zdecydowanie lepiej! :P A maska po prostu śmierdzi.



Avon Anew Vitale żel do mycia twarzy

Świetny żel do twarzy. Bardzo gęsty- wystarczy odrobina do umycia całej twarzy. Dobrze domywa resztki makijażu, jak i sprawdza się do odświeżenia twarzy po nocy. Dodatkowo bardzo przyjemnie pachnie. Bardzo miło się go używało, i pewnie kiedyś przy okazji robienia zamówienia w Avonie trafi do mojej łazienki. Godny polecenia.


Fitomed mydlnica lekarska ziołowy żel do mycia twarzy do cery suchej i wrażliwej

Bliżej poznacie go TUTAJ. Okazał się totalną porażką. Nie udało mi się myć nim twarzy. Za to w końcu udało mi się go wykończyć przy myciu szmatki po demakijażu olejami. O ile wersji do cery tłustej i trądzikowej polecam każdemu- bez względu na rodzaj cery- bo jest bardzo delikatny, a porządnie oczyszcza, o tyle wersję do cery wrażliwej lepiej zostawcie na półce w sklepie
Synergen plasterki antybakteryjne przeciw wypryskom

Pamiętacie szerszą recnzję? KLIK Moi faworyci. Plasterki są niezastąpione na wykluwającą się niespodziankę. Wystarczy jedna noc i rano budzimy się bez wyrośniętego rogu. Nie może ich zabraknąć u mnie w łazience! Ostatnio Rossmann zmienił opakowanie jak i odrobinę skład- zobaczymy czy nadal będą takie dobre.
Acnatac 

Lek przepisywany na receptę, z tego co kojarzę z jakimiś dwoma mocnymi antybiotykami. Petarda- przesusza hardkorowo, ale naprawdę pomaga. Może któraś z Was ma z nim jakieś doświadczenia?


Bourjois healthy mix serum 52 Vanille

Umilał mi ostatnie pół roku malowania się. Niesamowity- i kryje i rozświetla. Utrzymuje się przyzwoicie, ma dobry kolor. Porównywałam go do jego brata w zwykłej wersji TUTAJ. Zdecydowanie zasługuje na miano ulubieńca wszech czasów! Zresztą jak cała marka Bourjois w mojej kosmetyczce. Kocham miłością dozgonną! <3

Rimmel stay matte korektor do twarzy 030 Classic Beige

To już drugie opakowanie tego korektora u mnie. I w sumie nie wiem czemu. Jest okej, ale żeby jakoś szałowo krył, czy utrzymywał się przez nie wiadomo jak długo- to nie. Teraz z pewnością sięgnę po coś innego, ale po tym zostaną miłe wspomnienia- a tak w ogóle to chyba już jakiś czas temu zniknął z półek.
Inglot cień do powiek matte 352

Jaśniutka brzoskwinia- idealna do nałożenia na całą powiekę przy codziennym makijażu. Cień był jaśniejszy od mojej powieki- dzięki czemu bardzo ładnie rozświetlał i otwierał oko. Był to jeden z pierwszych cieni Inglota po jakie sięgnęłam- i między innymi dzięki niemu się w nich zakochałam. Teraz muszę wykończyć jeszcze miliard innych cieni bazowych i z czystym sumieniem będę mogła kupić kolejny kolor Inglota.
Lovely Curling pump up mascara

Która nie zna jeszcze tego tuszu? Chyba mało kto. Ja należę do jego wielkich miłośniczek- chociaż ostatnio znalazłam coś jeszcze lepszego. Ciekawi co to? Odpowiedzi szukajcie TUTAJ.
Tran w kapsułkach z witaminami A i D

Tran stosuję od dłuższego czasu i dzięki niemu utrzymuję moje paznokcie w ryzach. Jeśli macie problem z łamliwymi, rozdwajającymi się, miękkimi paznokciami- polecam spróbować. Małym kosztem możecie zyskać wiele. Kluczem do sukcesu jest jedynie regularność. :D



repetto Paris woda toaletowa- ciężki i zdecydowanie nie mój zapach

Gianfranco Ferre in the mood for love pure- też nietrafiony zapach. Bardzo pudrowy, przesłodzony.

Ale z racji tego, że wykończyłam ostatnio moje ulubione perfumy to sumiennie sięgam po próbki!


I tyle!

Dajcie znać co znacie z prezentowanych przeze mnie śmieciuchów. Czy przypadły Wam do gustu? 

Trzymajcie się ciepło w tę zimową wiosnę i do zobaczenia!

K. ;*

wtorek, 26 maja 2015

AA podkład?

Hej!

Wiecie jak to bywa. Zgłaszacie się do akcji testowania z wielkimi nadziejami. Po czym- niestety zwykle idą w zapomnienie. Jednak czasami uda nam się wyskrobać coś, co organizatorzy uznają za ciekawe i godne nagrodzenia. Wtedy niespodziewanie do Waszych drzwi puka kurier.


Tak też było w moim wypadku. Zaciekawiona produktem, już następnego dnia zaczęłam używać nowy podkład- tak żeby za długo nie leżał. Nie miałam pojęcia jaki to będzie kolor. Że 103 light beige to umiem przeczytać. Ale czy będzie nadawał się na zimę i teraz- bo jest raczej jasny, czy jednak na lato. Po otwarciu moje wątpliwości się rozwiały- jest idealny na teraz.




Chociaż zdjęcie tego nie oddaje, jest to bardzo jaśniutki kolor. Podkład nie omieszkał się wylać po otwarciu i ma to w zwyczaju za każdym razem robić- więc na to zdecydowanie trzeba uważać.


Nigdy wcześniej nie miałam styczności z tą marką- pod żadnym względem. Nawet nie wiedziałam chyba, że mają w asortymencie podkłady. Dostałam wersję kryjąco-korygującą. Ma utrzymywać się na twarzy 16 godzin!


Poczytaliśmy sobie, przejdźmy więc do efektu na twarzy. Wrzucam Wam specjalnie zdjęcie, gdzie mam podkład jedynie na połowie twarzy. Widać dokładnie- że... no właśnie, że co?


że daje radę! Prawa strona twarzy jest zdecydowanie ujednolicona- wszelkie zaczerwienienia są ukryte. Czy nierówności- nie wiem do końca, może gdyby położyć kilka warstw to by się wszystko nabudowało i je wypełniło.

Jakiś czas temu miałam okazję wypróbować słynny Colorstay z Revlonu. Zawiodłam się na nim po całości. Ani nie krył jakoś wybitnie, ani nie wyglądał na mojej skórze dobrze. Szczerze mówiąc, to miałam nadzieję, że Colorstay da mi taki efekt jaki otrzymałam od AA!


Podkład należy do tych zdecydowanie ciężkich. Nie odważę stosować się go na co dzień- moja skóra by raczej tego nie zniosła. Przypudrowany pudrem z Bourjois (recenzja TUTAJ) wytrzymał w stanie doskonałym od rana do wieczora, bez żadnych poprawek i świecenia. Trzeba uważać przy nakładaniu- można zrobić sobie nim przysłowiową maskę.

Z racji konkretnego krycia- zdarza mu się podkreślić suche skórki. Jednak reglarny peeling w moim wypadku załatwia sprawę- więc nie jest to rzecz, która go wyklucza.




Wg wizażu dostaniemy go za 14 zł za standardową pojemność 30 ml. Jak dla mnie- otrzymujemy Photoshop w płynie! Zresztą zobaczcie na powyższe zdjęcie.


Tak wygląda po całym dniu noszenia. Szacun!

Przez zupełny przypadek odkryłam godny uwagi produkt. Serdecznie Was zachęcam do wypróbowania jeśli szukacie podkładu dającego dobre krycie i fenomenalną trwałość za małe pieniądze. Ja jestem oczarowana i skutecznie zachęcona do przyjrzenia się marce AA!

Czy miałyście styczność z kosmetykami tej marki? Jeśli tak, to czy były to produkty pielęgnacyjne, czy podkłady? A może coś jeszcze mają w ofercie? A jaki jest Wasz podkład do zadań specjalnych?

Czekam na odzew i do następnego posta!

K. ;*

P.S. Kończąc posta uświadomiłam sobie, że Was okłamałam! Przecież mam z AA balsam pod prysznic! Ale ze mnie gapa! ^^

niedziela, 24 maja 2015

Tonik łagodzący od Nivei

Witajcie Kochani,

Czas biegnie nieubłaganie czy tego chcemy czy nie. Prawda oczywista. Nie mniej jedna długo się temu opierałam, i wciąż stosowałam kosmetyki co cery tłustej i trądzikowej - bo jak sądziłam to mój największy problem. Walczyłam, walczyłam, a problem i tak nie znikał. Na szczęście podczas pewnej wizyty w Rossmannie natknęłam się na miła dla portfela promocję, i kupiłam tonik do cery suchej i wrażliwej.  Po tym zakupie, okazało się, że albo moja cera nie jest tłusta, albo jest już wystarczająco dojrzała aby być wrażliwa. To takie moje dość subiektywne spostrzeżenie :)


Przejdę teraz do samego produktu. Sądzę, że niejedna z Was go doskonale zna (ja go znam z tego, że to moje już drugie opakowanie) w tej lub innej wersji. W związku z czym nie odkryję ameryki mówiąc, że tonik ten pachnie jak typowy produkt Nivei. Dla wielbicielek marki to super sprawa, a dla tych co lubią różnorodność proponuję stosować krem innej firmy o zdecydowanie ciekawszym zapachu. Ja do aromatu niveowskiego przywykłam i jest on mi całkiem obojętny.
Tyle o zapachu, a co z jego pielęgnacyjnym działaniem?  Robi to co tonik potrafi najlepiej - tonizuje! Oczywiście oczyszcza, ale to w jakim stopniu daje radę z makijażem nie ma najmniejszego znaczenia, ponieważ  jestem zwolenniczką mycia twarzy czymś przy użyciu wody, a następnie tonizowania jej przy użyciu właśnie tonika. Jego największym plusem jest to, że nie pozostawia uczucia ściągniętej skóry, a wręcz czuć dostateczne nawilżenie. Niestety gdy przesadzimy z jego ilością pozostawia to niemiłe uczucie "czegoś" na buzi. Ma więc on swoje plusy i minusy, jednak za cenę 10/15 zł jest to dla mnie jak najbardziej produkt warty uwagi. Bardzo dobry dla cery dojrzałej i tej już nie młodziutkiej jak u nastolatki.



Kochane na pewno go znacie. Jakie jest Wasze zdanie?

Całuję, 

Kasieńka :*

wtorek, 19 maja 2015

Pamiętaj o pewności siebie!

Witajcie Kochani,

Nim przejdę do konkretnego tematu trochę moich wolnych przemyśleń.
W życiu każdej kobiety przychodzą dni z ochotą na mocny, lekki makijaż lub też jego całkowity brak. Ze mną rzecz jasna jest tak samo. Abstrahując od specjalnych okazji, kiedy wypada wyglądać bez względu na okoliczności lub braku ochoty na cokolwiek z powodu choroby, uważam że na nasz makijaż duży wpływ ma cykl miesiączkowy. Trochę szok, prawda? Ale czy nie zauważyłyście jak to w okresie napięcia przed- i miesiączkowego najchętniej schowałybyśmy się pod kołdrą nie nakładając nawet pielęgnacji? Natomiast już kilka dni po, dbanie o siebie idzie nam znacznie lepiej? A w czasie owulacji eksplodujemy kobiecością i efektem tego są znacznie odważniejsze makijaże? Oczywiście znajdą się takie kobiety, które każdego dnia robią ten sam makijaż, więc moja teoria powinna paść. Ale czy i te Panie nosząc na ustach codziennie czerwoną szminkę, w jedne dni przyciskają ją mocniej do ust  a w inne delikatnie muskają?

Tak - hormony nami rządzą. Lecz to dzięki nim jesteśmy takie atrakcyjne i pociągające dla mężczyzn. Nie mniej jednak nie zwalnia nas to z walki o pewność siebie, która to podobno jest największym afrodyzjakiem dla płci przeciwnej. Zauważcie, że nawet najładniejsza dziewczyna nie mająca tej cząstki pewności siebie - nie zostanie zauważona. A dziewczyna może lekko przytyta ale pewnie dążąca do celu z uśmiechem na twarzy - w towarzystwie jest perełką.

A co jeśli brak pewności siebie? Na pewno łatwiej poczuć się atrakcyjną z fajnym lakierem na paznokciach i ładnym makijażem, ale podobno regularne ćwiczenia dodają jej najwięcej. Nawet jeśli nie mamy z czego schudnąć - to zawsze delikatne podkreślenie mięśni doda nam uroku i właśnie pewności siebie. Całkowicie się z tym zgadzam - zawsze gdy zaczynam regularne treningi następnego dnia uśmiecham się do lustra a znajomi na uczelni zauważają, że promienieję co najmniej tak jakbym się właśnie zakochała. A ja owszem zakochałam się - w ćwiczeniach!

Pamiętajcie o tym, każdy facet marzy aby jego wybranka czuła się pewna siebie. Nic bardziej nie pociągnie i nie zatrzyma faceta jak to, kiedy same będzie szczęśliwe ze sobą. Nie będziecie zrzędliwe, a Wasze życie będzie układać się jak najlepiej.

Kończąc ten chaotyczny wywód zostawiam Was z moim Le No Make Up, na którym to możecie zobaczyć jak wygląda błyszczyk o którym pisałam TUTAJ. Wiem, że byłyście ciekawe jak prezentuje się na ustach. Tak jak wspominałam - jedynie podkreśla i nabłyszcza naturalny kolor ust.








Jak tam u Was z pewnością siebie? Zgadzacie się z moim zdaniem?

Całuję,

Kasieńka :*

niedziela, 17 maja 2015

Starcie bliźniaków

Hej!

Ostatnio Kasieńka powróciła w wielkim stylu i prawie codziennie gości u Was z postem, jednak ja też nie daję o sobie zapomnieć. :D

Dzisiaj zapraszam Was do porównania pozornie identycznych tuszy do rzęs.


Efekt jaki dają na rzęsach jest według mnie identyczny. Zresztą- same możecie to stwierdzić, patrząc na powyższe zdjęcie.



Czy tusz Lovely Curling Pump up oraz Miss sporty Studio Lash 3D volumythic mascara to te same produkty zamknięte w opakowaniach innych firm?

Łączy je wiele. Od najbardziej zewnętrznych rzeczy, które zauważamy na pierwszy rzut oka- czyli żółtego opakowania, podobnej szaty graficznej, po to co kryje wnętrze, czyli szczoteczki.


Nawet logo firm umieszczone są na pasku w podobnym odcieniu. Widać tutaj wielką inspirację jednej firmy drugą.


Obie maskary mają silikonowe szczoteczki, z krótkimi włoskami. Jeszcze jakiś czas temu twierdziłabym, że nie da się pomalować takimi rzęs. Jednak teraz przekonałam się i nie narzekam. Nauczyłam się korzystać z zalet tak małych szczoteczek- dzięki czemu nie zawsze moja powieka jest ubrudzona od nasady rzęs aż po łuk brwiowy.

Przechodząc do dalszych podobieństw- obie firmy umieściły 8 ml produktu. Cenowo wychodzi również podobnie. Za maskarę Lovely płacimy około 9 zł, za Miss sporty 11 zł. Są to tusze z jednej z najniższych półek cenowych, ale efekt jaki dają zdecydowanie jest wart dużo więcej.



Skoro wydaje nam się jak na razie, że są to te same produkty, przejdźmy do różnic. I jest jedna zasadnicza. Ich konsystencja.

Po otwarciu Curling pump up, używamy dosyć lejącego tuszu, który daje delikatny efekt. Rzęsy są zawsze dobrze rozdzielone, ale często musiałam dokładać drugą warstwę, ponieważ lubię bardziej podkreślone rzęsy. Mimo wszystko, po około tygodniu- gdy zdążył podeschnąć, przez kolejne tygodnie mogłam cieszyć się świetnym efektem nawet przy pierwszej warstwie.


Jeśli chodzi o Miss sporty, to już od pierwszego użycia byłam zauroczona. Jest o wiele gęstszy i oleisty niż jego poprzednik. Dzięki temu jedna warstwa pozwala nam osiągnąć efekt pogrubienia, wydłużenia- wręcz dobudowania rzęs. Zdarzyło mi się nim posklejać włoski, ale szczoteczka przy odrobinie cierpliwości pomagała wyczesać nadmiar i efekt końcowy był wysoce zadowalający.
Przeszkodę tę można łatwo ominąć- ja po prostu przed przyłożeniem szczoteczki do oka odciskam nadmiar w chusteczkę.


Zastanawiacie się zapewne, który brat wychodzi ze starcia wygranym. Na dzień dzisiejszy na prowadzenie wysuwa się Miss sporty.


Co nie znaczy, że Lovely jest zły. Przeszłam już przez kilka opakowań i z chęcią kiedyś jeszcze do niego powrócę. Zobaczymy jeszcze jak będzie z żywotnością mojego nowego sprzymierzeńca- bo Lovely dawał radę przez 3 do 3,5 miesiąca- co jest całkiem niezłym wynikiem.

Na koniec zostawiam Was ze zdjęciami efektu na rzęsach przy pełnym makijażu. Enjoy!




Koniecznie podzielcie się swoją opinią, jeśli miałyście okazję używać jednego z tych tuszy. Czy na co dzień stawiacie na te z niższej półki, czy jednak wolicie te droższe? Jaki efekt na rzęsach najbardziej lubicie? A może znacie jeszcze jakieś godne polecenia tusze drogeryjne?

Trzymajcie się ciepło! A ja lecę testować nowość, którą pokazywałam Wam na Instagramie! (Gdzie serdecznie zapraszamy!)

K. ;*