Cześć!
Dzisiaj chciałabym Wam pokazać 3 produkty, które ostatnio stosuję wieczorami, a mianowicie 2 balsamy do ciała oraz peeling, który wykonuję ok 2 razy w tygodniu.
Wszystkie prezentowane przez mnie produkty mają jeden wspólny czynnik- granata. I nie chodzi tu o kolor jak mogliście się sugerować opisem, a o owoc. :)
Balsam i peeling pochodzą z firmy Bielenda. Kojarzy mi się ona z dobrej jakości produktami. Jednak te nie do końca mi spasowały. Dlaczego?
Spodziewałam się lepszego zapachu. A one mają dość specyficzny, chemiczny, absolutnie z granatem mi się nie kojarzy. Balsam nawilża bardzo przeciętnie, a peeling cukrowy należy do słabszych zdzieraków.
Seria zapakowana jest w wygodnych pojemnikach o pojemności 200 ml.

Peeling jak to cukrowy wydajnością nie grzeszy, pozostawia na ciele tłustą powłoczkę, ale mi to zupełnie nie przeszkadza.
Ale! Jakież było moje zdziwienie, gdy po pierwszym użyciu tego specyfiku świeciłam w ciemnośc! Ten peeling ma w sobie BROKAT!
Nie wiem czy to tak miało być, na opakowaniu nie znalazłam nigdzie takiej informacji. Niekoniecznie lubię się świecić w nocy gdy chcę się wyspać i następnego dnia na uczelni.
Produkty dostępne są w drogeriach, a ich cena to ok 15, 16 zł.
Do tej wersji już raczej nie powrócę, ale chętnie wypróbuję jeszcze Avocado.
Kolejny produkt używam już znacznie dłużej, bo od kilku miesięcy. Jest to balsam, który kupiłam w Tk Maxie.

Znacie powyższe produkty? Lubicie? A może wiecie gdzie są dostępne produkty firmy Claire Fisher?
Do zobaczenia!
K.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz