wtorek, 21 lutego 2017

Puszysta chmura koloru z M Brush by Maxineczka 06

Cześć!

W ramach konsultowanego prezentu mikołajkowego zostałam obdarowana wymarzonym pędzlem zaprojektowanym przez Maxineczkę. Odkąd tylko je zobaczyłam, moje serce zabiło mocniej. Zresztą- kto by nie chciał mieć w swojej kolekcji choćby jednego egzemplarzu? Mają być miękkie, absolutnie niekłujące, nie odbarwiać się, służyć przez długie lata przy odpowiedniej pielęgnacji. Tego ostatniego jak na razie Wam potwierdzić nie mogę, ale pozostałe kwestie omówię w dalszej części posta. Zapraszam do lektury.




Wybór padł na model 06.


Pędzle dostępne są, na wyłączność, na stronie Mintishop.pl.
Podstawowe informacje:

Podstawowe narzędzie do rozcierania cieni.
Idealny również do bezpośredniej aplikacji cienia na powieki.

Długość włosia: 16 mm
Wymiary skuwki przy włosiu: 8 mm x 4,5 mm
Długość pędzla: 151 mm
Włosie: Naturalne włosie kozy




Pędzel należy do rodziny tych średnich wielkości w kwestii malowania oczu. Moje powieki nie są za duże, więc nie wszystkie pędzle dobrze się u mnie sprawdzają. Ten świetnie nadaje się zarówno do aplikacji jak i roztarcia cienia.
Pędzle wykonywane są w Japonii, ręcznie układane- nie przycinane. Włosie, z którego są wykonane jest niesamowicie miękkie- wydawało mi się, że pędzle które posiadam są wystarczająco miękkie, jednak w porównaniu z tym najzwyczajniej w świecie kłują. Dodatkowo skuwki pozłacane24K złotem- co dla mnie jest już lekko zbędnym gadżetem, ale podobno nieznacznie zmienia to cenę jednostkowego egzemplarzu.
Oprawa marki przemyślana jest w każdym calu- i tutaj chylę czoła. Dla mnie bardzo ważne jest wszystko, co dzieje się wokół produktu. Zewnętrzne opakowanie z czarnego, szeleszczącego papieru, sklejone markową naklejką od pierwszych chwil podnoszą przyjemność korzystania z produktu. 
Przechodząc głębiej- oczom ukazuje się papierowa tuba. Tutaj również utrzymana w matowej czerni, ze złotymi elementami. Logo M Brush jest minimalistyczne a przy tym piękne. Uwielbiam takie geometryczne formy!
Co do jakości tuby- szczerze mówiąc mogłoby być lepiej. Lekko brzegi zaginają się do środka, przez co trzeba uważać jak się ją zamyka. Od tygodnia jestem szczęśliwą posiadaczką kolejnego modelu- i tam już tuba jest inna, bardziej dopracowana. Pokażę Wam ją w poście z zakupami lutego.
Wisienką na torcie jest wizytówka dodawana do zamówienia ze wskazówkami dotyczącymi użytkowania i pielęgnacji pędzli, podpisana przez Autorkę.

 

Pierwsze co zaskoczyło mnie po wyjęciu pędzla z tuby- była długość trzonka. Jest zdecydowanie krótszy niż te innych marek, które posiadam. Początkowo przyznam, że denerwowało mnie to- chowa się w pojemniku, w którym trzymam przybory do malowania się. Ale później natrafiłam na ciekawe stwierdzenie jednej z makijażystek, która powiedziała, że ceni te pędzle właśnie z powodu długości trzonka, który nie uderza w lustro podczas gdy się malujemy. I przyznaję 100% rację- nie zdarzyło mi się przyłożyć w lustro podczas blendowania, co wcześniej miewało miejsce ponieważ wkładam nos w lusterko z powodu mojej krótkowzroczności.
Genialnie leży w dłoni ze względu na kształt, który zwęża się ku końcowi.


Zero-szóstka fantastycznie zbiera cień z opakowania. Nie jest go ani za dużo, ani za mało. Jest sprężysty i dosyć zbity. Dodatkowo dzięki spłaszczonej formie, zakończonej lekkim szpicem daje łatwo zaaplikować cień w zewnętrzny kącik, przy tym rozcierając granice.

I przy tym jest faktycznie niebiańsko miękki. Po wyjęciu z opakowania rzuciłam się do miziania. Na dłoni w pierwszej chwili poczułam zawód- nie wyczułam zbyt dużej różnicy między nim a innymi. Ale na powiece różnica jest kolosalna! Pierwszy dzień, gdy miałam okazję się nim pomalować- miziałam się i miziałam, dokładałam cieni byleby tylko móc dłużej delektować się tym uczuciem. Aż prawie spóźniłam się na zajęcia! ;)


Do tej pory, po wielu myciach i codziennej eksploatacji pędzel pozostał w stanie niezmienionym. Włosie nie odbarwiło się, a po umyciu jego kształt wraca do pierwotnego- pod warunkiem odpowiedniego suszenia. Dla mnie najwygodniej jest ubrać go w Brush guard'a. Wtedy mam pewność, że każdy włosek będzie odpowiednio ułożony. Można też owinąć go w papier, formując odpowiednio przed- jednak naprawdę trzeba na to uważać bo można to zrobić krzywo i wtedy tworzą się dziwne kształty.

Pomimo wysokiej ceny, jaką trzeba za niego zapłacić- bo jest to 70 zł uważam, ze jest tego wart. Zaczynając od początku- opakowania, tuby, wizytówki poprzez wygląd- lakierowaną rączkę, pozłacaną skuwkę, biel włosia a kończąc na najważniejszym- przyjemności z użytku stwierdzam, że wart jest każdej złotówki. Dzięki niemu zaczęłam nosić więcej na powiekach- bo nagle uzyskanie chmurki roztartego koloru okazało się możliwe.
U mnie już pojawił się kolejny model- i na pewno na tym się nie skończy. Gratuluję Asi wyprodukowania tak wysokiej jakości produktu! Chapeau bas!

Znacie pędzle zaprojektowane przez Maxineczkę? Jaki model najbardziej wpadł Wam w oko? Jakie towarzyszą Wam w codziennym makijażu? Macie ochotę skusić się na choć jeden? Jakich pędzli nigdy nie za dużo w Waszych zbiorach? Stawiacie na ilość, czy jakość?
 Czekam na Wasze komentarze i do zobaczenia w kolejnym wpisie!

K.

4 komentarze:

  1. Wiele osób chwali te pędzle :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam 03 i jest świetna, chciałabym jeszcze właśnie 06 i 05 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czaiłam się na 05, ale ostatecznie gdy składałam zamówienie nie było go. Skusiłam się na 11 i chyba dobrze na tym wyszłam- 05 jest straaasznie duża. :)

      Usuń