sobota, 1 kwietnia 2017

Objętość od Golden Rose- Wonder Lash

Cześć!

Z czym kojarzy Wam się Golden Rose? Kiedyś ja odpowiedziałabym na to pytanie: lakierami do paznokci. Dziś zmieniam zdanie i przyznaję, że z bardzo dobrej jakości pomadkami. Ale marka prężnie się rozwija- spokojnie znajdziemy w ich ofercie kosmetyki do wykonania pełnego makijażu. Dziś pod lupę wezmę ich tusz do rzęs Wonder Lash.


Podeszłam do niego bardzo ostrożnie. Wiadomo- z tuszami bywa różnie.


Ma być to tusz, oczywiście w kolorze czarnym, dzięki któremu objętość rzęs zwiększy się aż 12-krotnie! W opakowanie znajdziemy 13 ml produktu- czyli całkiem sporo. A zapłacić za niego trzeba 34.90 zł- również całkiem sporo, zwłaszcza jak na tę markę. Więc- czy warto?


Ostatnio przyzwyczaiłam się do silikonowych szczoteczek- tutaj mamy klasyczną, włochatą. Jest bardzo miękka- i przypomniała mi jak bardzo takie lubię. Te silikonowe mimo wszystko jakoś zawsze mnie w oczy drapią, często włożę sobie ją przy malowaniu do oka i zdecydowanie mniej szkody wyrządzają te tego typu.

 Szczotka jest dosyć spora i puchata. Porównam ją do tej z tuszu Bourjois Volume Reveal.


Według mnie są one podobne, jednak w Golden Rose widzę zdecydowanie więcej włosków- ale żaden z tuszy nie skleja i dobrze rozczesuje rzęsy.


Przy moich raczej małych oczach sprawdza się świetnie- udaje mi się pomalować rzęsy bez ubrudzenia wszystkiego wkoło- a miewam z tym problemy.

Bardzo polubiłam się z tym tuszem. Fantastycznie rozdziela każdą rzęsę, miękką szczoteczką jestem w stanie dotrzeć do samej nasady i przycisnąć ją mocniej, dzięki czemu ładnie podwija rzęsy nawet bez użycia zalotki.


Rzęsy są podkreślone i zauważalnie pogrubione i podkręcone- choć o 12-krotnym zagęszczeniu to nawet nie ma co marzyć. Nie odbija się na powiece, jest dosyć suchy od samego początku- na pewno nie jest to tusz który musi odczekać kilka tygodni zanim pokaże 100% swoich możliwości.


W ciągu dnia absolutnie nic z nim się nie dzieje- nie kruszy się i nie osypuje. Przy demakijażu nie sprawia problemów- wystarczy najzwyklejszy płyn micelarny i nie pozostawia po sobie śladu.

Warto też wspomnieć, że całkiem długo zachowuje świeżość- mi towarzyszy każdego dnia już od niecałych 3 miesięcy- i nadal tak samo się zachowuje, nic się nie zmieniło. Nie ma grudek, nie zgęstniał ani nie stracił na trwałości.


Podsumowując- bardzo miłe zaskoczenie. To naprawdę porządny tusz. Jednak biorąc pod uwagę cenę- nie do końca jestem pewna, czy będę skłonna po raz kolejny wydać na niego tyle. Znam wiele tańszych maskar, które u mnie się sprawdzają, a dzięki temu mogę częściej je wymienić i poznać ich  więcej.

Znacie tusze Golden Rose? Jakie macie o nich zdanie? Czy wszystkie się u Was sprawdziły? Które z ich kosmetyków lubicie najbardziej? Na jakie nowości macie największą ochotę?

Ja kupiłam ostatnio paletkę do konturowania- i rozkochała mnie w sobie maksymalnie.

Czekam na Wasze zdanie!

K. ;)

6 komentarzy:

  1. Dla mnie GR to zdecydowanie produkty do ust.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie są najlepsi w tej kwestii! ;)

      Usuń
  2. Nie miałam nigdy tuszu z GR, mam kilka swoich perełek i raczej nie skusze się na zakup tuszu z tej firmy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niby też mam swoje sprawdzone, ale jak przychodzi co do czego- często sięgam po nieznane mi nowości. ;)

      Usuń
  3. Tuszy z GR jeszcze nie miałam bo jakoś mało się o nich mówi.
    Dzisiaj była na nie promka, ale się wahałam więc wolałam nie brać. U mnie w sumie tusze nie robią cudów więc jedyne co musi robić, a właściwie czego nie ma robić to się kruszyć i dobrze jakby fajnie rozczesywał :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudów nie ma. Dla mnie dodatkowo miło jak nie podrażnia oczu w trakcie malowania i nie ma za dużej szczotki, która brudzi oko pod brwi. ^^

      Usuń