środa, 24 lutego 2016

Przeciętniaki #2 pianka do włosów Syoss Volume Lift

Cześć!

Dzisiaj drugi post z serii przeciętniaków. Dzisiaj mam Wam do zaprezentowania piankę, z którą znam się już przeszło 3 lata- a nie umiem jej wykończyć. Dlaczego? O tym już za chwilę.
                                             Pianka do włosów Syoss Volume Lift

Jako posiadaczka włosów kręconych, po zadowoleniu z zastosowania pianki po którejś wizycie u fryzjera, postanowiłam w takową się zaopatrzyć. Mój wybór padł na wersję zwiększającą objętość- bo jej nigdy za wiele. Zachęcona zaczęłam testowanie.


Opakowanie jest bardzo estetyczne, matowe i czarne. Pojemność butli to 250 ml, a jej koszt w okolicach 10 zł- nieźle. Produkt wydobywa się bezproblemowo, w ilości zawsze za dużej- ale chyba takie uroki pianek. ;)

To co od razu nas uderza- to bardzo alkoholowy zapach.


Po wydobyciu produktu zaczynam aplikację- wpracowuję produkt w wilgotne włosy. Bardzo ważne jest aby rozłożyć go równomiernie- ale to chyba wie każdy.


I tak wgniatam, ugniatam i czas płynie. A ręce są nadal klejące! Łudziłam się początkowo że ten efekt minie- ale niestety się przeliczyłam. Pianki absolutnie nie da się rozprowadzić do takiego momentu, że nie czujemy lepkiego produktu na włosach czy dłoniach.

Po uzyskaniu możliwie zadowalającego efektu można przejść do suszenia włosów- ja zwykle pozostawiam je same sobie, ale zdarzają się dni gdy sięgam po suszarkę z dyfuzorem. Efekt w obu przypadkach jest niemalże identyczny.


Oczywiście gdy zależało mi na pokazaniu złego efektu, tragedii nie było- złośliwość rzeczy martwych. :D Ale i tak według mnie kolorowo nie jest.


Włosy są posklejane, mają na sobie tłustawą powłoczkę, nie układają się wybitnie dobrze- wręcz zdarzały się dni, gdy były zbytnio obciążone. Dosyć nieestetycznie zbierają się w lekko "mokre" grupki. Nie wspomnę już o efekcie drugiego dnia- bez suchego szamponu albo wysokiego kucyka ciężko było je okiełznać. Na pewno daleko im do obiecywanego "profesjonalnego" efektu.


Oczywiście zdarzały się dni, gdy nie było najgorzej- ale jednak w pamięć zapadły te z posklejanymi strąkami na głowie i bezradną miną- dlatego też klasyfikuję ten produkt jako przeciętniaka.

Przekopując Internet w poszukiwaniu informacji na jej temat nie znalazłam żadnej pozytywnej opinii- przypadek? ;)

Moja znajomość z nią w końcu się zakończyła, pianka powędrowała do mojej mamy, która jest piankowo-lakierowym terminatorem i z pewnością u niej dokończy swój marny żywot. Ale tym sposobem marka Syoss skutecznie mnie do siebie zraziła. Kiedyś używałam ich szamponu i byłam bardzo zadowolona, ale w kwestii innych produktów pozostanę rozważna. W paczce po Meet Beauty znalazł się ich suchy szampon- ciekawe jak sobie poradzi z odświeżaniem włosów- na pewno dam Wam znać.

Używacie piankę na co dzień? Jaką polecacie? Może macie jakąś inną metodę niż nałożenie jej na wilgotne włosy? A znacie tę konkretną? Jak wypadła u Was?

Całuję!

K. ;*

6 komentarzy:

  1. Jeszcze bardziej przeciętne od pianek są ich lakirey do włosów :) Srong hold na 10 minut ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam lakier dodający objętości...objętości nie ma i szału też nie,pianka faktycznie skleja :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie używam pianek a to dlatego, że nie umiem nimi operowac ;) tAK TAK,niestety, dziwak jestem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli trafisz na dobrą to żadna sztuka. ;D Wystarczy wgnieść we włosy i gotowe! Gorzej jeśli właśnie skleja albo przetłuszcza włosy. ;)

      Usuń