niedziela, 7 września 2014

8/2014

Heej!

To znowu ja i znowu z denkiem! Ale dzięki temu będziemy na bieżąco ze zużyciami i będziemy mogli się zająć innymi tematami. Więc zapraszam dzisiaj na typowo wakacyjne denko- jak zobaczycie, udało mi się zużyć naprawdę dużo próbek! Dzięki temu przetestowałam sporo nowości, a mój bagaż nie był kosmicznie ciężki.

Taft pianka do włosów complete 

Miałam ją w domu rodzinnym i po prostu zabrałam resztkę, żeby zużyć i nie wieźć jej z powrotem (tak jak z większością zrobiłam). Niby moc 4 w 5-ciostopniowej skali, ale jakoś wybitnie nie utrzymywała moich loków. Mimo wszystko używało jej się przyjemnie, dozowała się odpowiednia ilość produktu- nie zostawałyśmy z górą pianki, która spokojnie mogłaby wystarczyć na kilka użyć, ładnie pachniała ale nic poza tym. Trochę mało jak na moje wymagania, więc nie kupię jej ponownie.




Pantene błyskawicznie regenerująca odżywka w sprayu intensywna regeneracja

Och, co za nazwa! Odżywka była dwufazowa, łatwo się ją mieszało. Niestety jak to z produktami do włosów w sprayu u mnie bywa, była niezbyt wydajna. Przyjemnie się z niej korzystało, ale na dłuższą metę obawiam się, że nie poradziłaby sobie z utrzymaniem włosów w dobrej kondycji. Lubię kosmetyki Pantene, mimo że nie mają dobrego składu na moich włosach zwykle się sprawdzały.





Yves Rocher szampon zwiększający objętość włosów z wyciągiem z malwy

Nie mogłam się doczekać, aż wypróbuję ten szampon! Tyle dobrego co się o nim naczytałam to moje. Ale czy jest się czym zachwycać? Moim zdaniem nie do końca. Ot taki lekki szampon, do codziennego stosowania. Na pewno nie nadaje się do zmycia jakiejś porządnej maski czy oleju. O zwiększeniu objętości też mowy nie ma- chociaż cudów się nie spodziewałam. Jak za cenę około 10 zł, które musimy za niego zapłacić to trochę mało robi. Mam w zanadrzu kilka innych, zdecydowanie lepszych i zwykle tańszych szamponów, więc za tym tęsknić nie będę.



Avon naturals balsam i żel pod prysznic kwiat wiśni

Zapach cudowny. W połączeniu z mgiełką zapachową moje wakacje pachniały cudownie! Co do samych kosmetyków: żel- jak żel. Mył, pienił się, wystarczył na 3 tygodnie używania przez 2 osoby więc wydajność zaliczam na plus. Balsam- producent obiecuje 24-ogodzinne nawilżenie. Z tym bym nie przesadzała- przyjemny, bardzo szybko się wchłaniał. Nawilżenie było pozorne, bo oczywiście jest napchany parafiną. Zestaw spisywał się świetnie, dodatkowo nie był drogi więc niczego więcej nie wymagam. Do zamówienia oczywiście u konsultantek.




Joanna Naturia gruszkowy peeling myjący

Tak, kolejny, Czy jeszcze muszę powtarzać jak lubię tę serię? Na wakacjach zużyłam do peelingowania całego ciała, wystarczył na około 5 użyć. Ideał, a zapach gruszkowy jest moim zdecydowanym faworytem.







Yves Rocher beaute de pieds lawendowy peeling do stóp

Pozostając w temacie peelingów- peeling do stóp. Pewnie rok temu bym nie uwierzyła, że coś takiego znajdzie się w mojej kosmetyczce. Bardzo przyjemny, ma ostre drobinki, które coś tam z tymi piętami robią. Na pewno nie będą gładkie jak pupcia niemowlaka, ale zdecydowanie przyjemniejsze niż przed użyciem. Mi osobiście przeszkadza zapach lawendy, bo po prostu go nie lubię- na szczęście nie utrzymuje się zbyt długo, więc da się znieść. Był bardzo wydajny- wystarczy naprawdę niewielka ilość na każdą stopę przy jednorazowym zabiegu.


Lirene Youngy 20+ pianka myjąca do twarzy i oczu
Najdziwniejszy żel do twarzy jaki miałam okazję używać. Opakowanie- moje nie przetrwało zbyt długo, po kilku użyciach niestety dozownik się połamał i musiałam się nagimnastykować i pod odpowiednim kątem dociskać przy używaniu. Forma- miła, delikatna, puszysta, ładnie pachnąca pianka. Ale jak jej używać!? Po przyłożeniu do twarzy bezpośrednio wędrowała mi do nosa. Pomimo stosowania jej na wydechu zawsze, ale to absolutnie zawsze tam się dostawała. Nie było to zbyt przyjemne uczucie. Dodatkowo nie myła wybitnie, z resztkami makijażu sobie w ogóle nie radziła. Taki bajer, ale zaliczający się do tych niezbyt udanych.


Bioderma sensibio H2O

Moja pierwsza styczność z Biodermą. Opakowanie na wyjazd świetne. Płyn jaki jest zapewne każdy słyszał- i faktycznie. Potwierdzam- niesamowicie delikatny dla oczu. Wydajny. Drogi. Jak dla mnie zbyt drogi, żeby go non stop kupować, bo tańsze równie dobrze u mnie się sprawują. A skoro nie ma takiej potrzeby to po co przepłacać.





Bibułki matujące e.l.f.

Również moje pierwsze. Chyba tak na prawdę aż tak bardzo ich nie potrzebowałam. Na lato świetne- są grubsze, dobrze zbierają co mają zebrać. Poręczne, w przystępnej cenie. Jednak rzadko kiedy pamiętałam, żeby po nie sięgnąć- nie są niezastąpione.






Baza pod cienie Artdeco

Moja pierwsza- po raz kolejny- baza pod cienie do powiek. Wcześniej nie używałam cieni- bo po prostu się nie trzymały. Po długim namyśle zdecydowałam się na tę. Niestety podejrzewam, że była stara w momencie, gdy ją kupiłam- po kilku użyciach, z delikatnej konsystencji zrobiła się z niej klucha. Pomimo tego uważam, że jest to świetny produkt- cienie nie ruszają się z miejsca, nic się nie roluje, nie zbiera, pięknie podbija kolor. Pod warunkiem, że uda nam się ją dobrze nałożyć. Zapach miała odrobinę męski, ale czuć go tylko gdy zbliżymy nos do słoiczka. A sposób wydobywania jak dla mnie niezbyt wygodny- bo lubię nosić długie paznokcie.

Kolastyna emulsja do opalania SPF 50

Jak lato, to filtry. Pięćdziesiątka uratowała nas przed poparzeniami. Spisała się- po pierwszym plażowaniu nic nam się nie działo, nic nie piekło, nie schodziła skóra. Tak wysoki filtr to jednak podstawa! Doceniliśmy obserwując znajomych, którzy okropnie spalili się pierwszego dnia- na własne życzenie.
Filtr odrobinę bielił i zostawiał tłustą powłoczkę, ale kto by się tym na plaży przejmował.





Lirene emulsja do opalania SPF 20

Ten stosowaliśmy w mniej słoneczne dni- których raczej nie było, albo po prostu jak szliśmy do miasta zwiedzać. Na plaży pod koniec po przyzwyczajeniu się lądował na moich nogach. Równie dobrze się spisał, śladów poparzeń słonecznych nie odnotowaliśmy. Ten już wchłaniał się ekspresowo, nie pozostawiał po sobie śladu.





Lirene ratunek po przedawkowaniu słońca

Wieczorem, prewencyjnie się nim smarowaliśmy. Zawiera panthenol, więc przyjemnie łagodzi. Dodatkowo lekko chłodzi, co było bardzo przyjemne. Dobrze natłuszczał przesuszoną skórę, ale wchłaniał się szybko i nie plamił ubrań. Nam wystarczył, nie wiem czy spisałby się przy jakimś poparzeniu słonecznym- wtedy wolałabym chyba jednak sięgnąć po panthenol.





Cleanic chusteczki do higieny intymnej

W podróży- niezastąpione. Chusteczki jak chusteczki. Wolę chyba te z Netto- ze względu na większą ilość w opakowaniu, niższą cenę oraz formę zamknięcia. Nie widzę różnicy między poszczególnymi markami takich chusteczek.




Teraz nadszedł czas na próbki.

Ziaja sopot krem opalizujący cera tłusta i mieszana

Zużyłam aż 3 próbki. Krem nie był zły, ale rozświetlenia za bardzo nie zauważyłam. Zwykły krem, o żółtej barwie. Wchłaniał się szybko, na dzień pod makijaż sprawdził się bardzo dobrze, ale nie zachęcił mnie do kupna pełnego opakowania.



Vichy idealia

Bardzo byłam ciekawa tego kremu, bo opinie na jego temat są podzielone. Ja niestety chyba należę do tej grupy osób, która nie widzi jego działania. Nie porwał mnie, być może po wykorzystaniu tej próbki nie pokazał swych możliwości, ale nie urzekł mnie, w przeciwieństwie do...






Vichy aqualia thermal

Ten krem jest cudowny! Efekt nawilżenia można zauważyć już po pierwszym użyciu. Nadaje się na noc, pod makijaż, solo na twarz. Świetny! Niestety jak to Vichy nieco drogi, ale nie aż tak, żeby nie móc sobie na niego pozwolić. Nie wykluczam kupna pełnego opakowania w "bardziej suchym okresie" mojej cery.





La roche-posay Toleriane ultra

Kolejny nawilżacz. Dał sobie radę. Bardzo lekka konsystencja, błyskawicznie się wchłania.








La roche-posay Hydraphase intense krem do twarzy i pod oczy

Brat poprzednika, również się spisał. Krem pod oczy miał przyjemną, żelową konsystencję. Utrzymał w ryzach przez jakiś czas skórę pod oczami, nie uczulił, ta okolica nie była przesuszona.




Shiseido Anti Dark Circles Eye Cream

Dostałam próbkę od Kasieńki;*. Hmm, krem był dziwny. Był biały, niezbyt dobrze się wchłaniał- stosowałam go tylko na noc. Raczej nie zauważyłam działania, na które wskazuje nazwa, ale też nie mam takiego problemu. Zwykły kremik, delikatnie nawilżający. Znając ceny Shiseido to raczej mało. Równie dobrze spisują się u mnie żele z Flosleku.





sarynaKEY Shea Natural Keratin odżywka i szampon

Próbki profesjonalnej linii, które dostałam w Sephorze. Seria regeneracyjna, pachniała ślicznie- wg mnie bananem. Wystarczyła na 2 zastosowania. Odżywka nawet dobra, włosy były po niej przyjemne. Natomiast szampon był perłowy- więc nie do końca się polubiliśmy, poza tym średnio się pienił.



Schwarzkopf essence ultime omega repair szampon

Szampon do włosów zniszczonych i osłabionych. No okej, niech będzie do takich. Skład z wyciągiem z perły, pantenolem i innymi świetnymi składnikami. Okej. Ale szampon- jak to szampon powinien włosy myć. A ten nie robił nic. Równie dobrze mogłam zmoczyć głowę wodą- efekt byłby porównywalny.






Clarins Lift-Fermete mleczko do ciała 

Od Kasieńki;*. Przyjemny produkt. Miał bardzo delikatny zapach, ledwo wyczuwalny. Konsystencja idealna- rozprowadzenie zajmowało kilka sekund. Wchłaniał się kolejne kilka. Czuć było przez długi czas, że skóra jest nawilżona, napięta. Ale po raz kolejny- tańszymi produktami jesteśmy w stanie osiągnąć podobny efekt, więc podejrzewam, że się na niego nie skuszę.





Giorgio Armani Si

Znów od wiecie Kogo;*. Kasi nie przypadł do gustu i podarowała mi tę próbkę, tak jak dwie kolejne. Mnie ten zapach urzekł- wyczuwam w nim zdecydowanie grejpfruta. Świeży, pięknie się rozwija na skórze. Do mnie bardzo pasuje. Rozważę jego zakup po wykończeniu moich zapasów- co raczej szybko nie nastąpi, a może do tego czasu znajdę jakiś inny zapach.






I to by było na tyle!

Dajcie znać- jak zawsze- co znacie, czego używałyście i jak się sprawdziło. Może zainteresował Was jakiś produkt, pytajcie!


Wracam do nauki, bo jutro czeka mnie bardzo ciężki egzamin. Trzymajcie kciuki!

Pozdrawiam w słoneczną niedzielę!

K. ;*

14 komentarzy:

  1. Narobiłaś mi ochoty na peeling gruszkowy:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłabym go używać codziennie po kilka razy! ;D

      Usuń
  2. Uwielbiam Bioderme jest świetna ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaciekawiłaś mnie tą odżywką pantene. Szukam znów czegoś dobrego i szukam...

    P.S. Nominowałam Cię do udziału w libster blog award :)
    http://networkerka.blogspot.com/2014/09/libster-blog-award-czyli-kilka-faktow-o.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja używałam wiele lat odżywki podkręcającej skręt właśnie z Pantene. Chwilę temu zmienili opakowania, a podejrzewam że również skład- bo przestała mi się spisywać. Tak więc ja również szukam tej jednej, jedynej idealnej! Mam nadzieję, że uda nam się takie dorwać. ;)

      Bardzo nam miło z racji nominacji! Z pewnością weźmiemy udział w zabawie! ;)

      Usuń
  4. Och.. ten zapach Si jest boski!!! szkoda tylko, że bardzo drogi :( ale może kiedyś go sobie kupię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc nawet się nie interesowałam jeszcze ceną. Ale jestem pod jego wielkim wrażeniem. Ostatnio z moją przyjaciółką właśnie dyskutowałyśmy na jego temat. Podobno są dwie wersje- jasna i ciemna. Chyba będę musiała się przejść do jakiejś Sephory! ;)

      Usuń
  5. Peeling gruszkowy? O jej musi być ekstra!
    http://zyciowa-salatka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Przydałyby mi się bibułki matujące ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szykuję recenzję porównawczą 3 różnych firm, więc zapraszam do zaglądania! Może wtedy zdecydujesz się na jakieś konkretne. ;)

      Usuń
  7. U mnie niestety bibułki matujące się nie sprawdziły.. ale ja miałam z innej firmy. Ciekawa jestem jak sprawdziłyby się u mnie te, o których piszesz. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te dawały radę- ponieważ były dosyć grube. ;)

      Usuń