niedziela, 12 października 2014

Absolutnie uwielbiałam latem... cz. II.

Cześć!

Dzisiaj druga część ulubieńców- tak jak się domyślacie, przyszedł czas na kosmetyki do pielęgnacji.

Ja latem nie lubię nakładać na siebie nic. Niestety zwykle kondycja mojego ciała wymaga ode mnie porządnej dawki nawilżenia.


Zaczniemy od wczesnego lata- czasu, kiedy słońca pod dostatkiem, ale niestety deficyt czasu nie pozwala wylegiwać się na słońcu. Wtedy z pomocą przychodzą nam produkty brązujące. Ten odkryłam w zeszłym roku- i był to mój pierwszy kontakt z tego typu produktami. Lirene body arabica balsam brązująco-ujędrniający. Mam wersję do ciemnej karnacji- poprzednio używałam do jasnej, ale efekt mnie nie zadowalał. Wystarczy zastosować go raz na kilka dni po kąpieli, pozostawić do wchłonięcia i możemy się cieszyć delikatnie przybrązowioną skórą. Łatwo się go rozprowadza, nie zostawia smug, plam, schodzi równomiernie. Jedyne "ale" jakie mam pod jego adresem to zapach- obok kawy to on nawet nie stał. Na szczęście nie utrzymuje się niesamowicie długo i nie jest zbyt intensywny.


Również w zeszłym roku odkryłam moją miłość olejkową- Yves Rocher Monoi de Tahiti suchy olejek do ciała i włosów. Tego zapachu nie da się opisać słowami- to po prostu trzeba powąchać. Dla mnie jest idealny- szybko się wchłania, faktycznie nie jest tłusty. Nadaje się też do olejowania włosów- spryskujemy, zawijamy w koczek na całą noc i po myciu cieszymy się miękkimi i błyszczącymi włosami. Niesamowicie przyjemny i wydajny produkt.


Latem lubimy się ochłodzić. Nasze stopy również. Z pomocą przychodzi nam żel chłodzący do stóp i nóg Yves Rocher. Zapach lawendowy- nie należy do moich ulubionych, ale szybko się ulatnia. Co do działania samego produktu- faktycznie chłodzi! Wchłania się błyskawicznie- mam wrażenie, że żel momentalnie po aplikacji znika. Nie spodziewałabym się nie wiadomo jakiego efektu nawilżenia, ale latem bardzo przyjemnie się go stosowało.


Lato, wakacje, wyjazdy, plaża, zwiedzanie... Ile razy zdarzyło Wam się poparzyć? U mnie zdarza się po dłuższym kontakcie ze słońcem wieczorem bardzo tego żałować. Na szczęście znalazłam na to sposób- Lirene ratunek po przedawkowaniu słońca. A nawet po dniu spędzonym na plaży, pływaniu w morzu- gdy czujemy, że coś nas swędzi, piecze itp. D-pantenol wyraźnie łagodzi, uspokaja zaczerwienioną skórę przynosząc natychmiastową ulgę. Balsam bardzo dobrze nawilża i natłuszcza. Polecam każdemu wziąć do torby wakacyjnej- nigdy nie wiemy kiedy słońce nas przypiecze.


Na koniec- coś do ust. Miętowy Carmex. Czy to nie brzmi przepysznie? Latem- ideał. Lekko chłodzi usta, delikatnie mrowi. Posiada SPF 15- więc nie musimy się martwić, że cała twarz jest chroniona, a usta wystawione na pastwę losu. Po raz pierwszy sięgnęłam po Carmex- i jestem mile zaskoczona jego działaniem. Dobrze sobie radzi z suchymi na wiór ustami po kontakcie ze słoną wodą czy ekspozycji na słońce. Nałożony kilka razy dziennie pozwoli nam cieszyć się pięknymi, gładkimi ustami.


A co królowało u Was latem? Stawiacie na balsamy, olejki czy może jeszcze coś innego? 

Czekam na Wasze odpowiedzi i do zobaczenia następnym razem!

Pa!

K. ;*

22 komentarze:

  1. Ten balsam brązujący by mi się przydał :) Za tydzień idę na wesele, a jestem biała jak córka młynarza :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To spokojnie zdążysz załapać opaleniznę! 2 razy + peelingi i będziesz wyglądała jak po tygodniowym wyjeździe w bardzo słoneczny zakątek świata! ;)

      Usuń
  2. uwielbiam carmex, ale tej wersji smakowej/zapachowej jeszcze nie miałam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od niej zaczęłam i czuję się zachęcona do dalszych podejść. :D

      Usuń
  3. Z przedstawionych miałam tylko ten ratunek z Lirene, ale używał go mój facet, bo to on ma szczególnie problemy z poparzeniami latem :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas było tak samo- ja obcuję ze słońcem z głową- a faceci jak to faceci- zakręceni! ;)

      Usuń
  4. Moja siostra używała tego brązującego;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety nie używałam żadnego z tych kosmetyków.

    OdpowiedzUsuń
  6. Balsam brązujący również uwielbiam ,ale strasznie mnie skusiłaś tym olejkiem Yves Rocher:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest naprawdę świetny! Teraz używam olejku niby suchego z Avonu- ale to jest porażka, koło olejku to on nawet nie stał.

      Usuń
  7. kiedyś używałam tego balsamu brązującego i faktycznie był bardzo dobry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy kolejny komentarz utwierdza mnie w przekonaniu, że to naprawdę dobry produkt! :D

      Usuń
  8. Lirene mam i bardzo lubię , daje szybki efekt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ogólnie cenię sobie całą markę. ;)

      Usuń
  9. Nie miałam nic z Twoich ulubieńców. Ale wszelakie balsamy brązujące uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był mój pierwszy strzał i okazał się trafny. ;)

      Usuń
  10. Balsami brązujące już jakiś czas temu okropnie mnie zraziły, więc i po nie nie sięgam. A tu widzę u Ciebie zdecydowanie na plus :)
    P.S. Nominowałam Cię versalite blogger avart czyli '7 faktów o mnie' http://networkerka.blogspot.com/2014/10/versalite-blogger-avart-czyli-7-faktow.html Zapraszam do zabawy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze podchodziłam do nich jak przysłowiowy pies do jeża, ale postanowiłam się skusić i jestem zadowolona. Zobaczymy jak dalej ta znajomość się rozwinie. ;)

      Usuń
  11. U mnie latem królowały olejki do opalania i balsamy do ciała :D Zaciekawił mnie ten balsam brązujący, bo aktualnie szukam jakiegoś :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To serdecznie Ci polecam wypróbowanie właśnie tego. ;)

      Usuń