niedziela, 8 marca 2015

Opalona w środku zimy

Cześć!

Jakiś czas temu dostałyśmy propozycję przetestowania produktu irlandzkiej firmy Vita Liberata. Zaciekawione marką postanowiłyśmy wypróbować produkt proponowany nam przez przedstawiciela. Do testów otrzymałyśmy zestaw: piankę pHenomenal w odcieniu medium oraz rękawicę do aplikacji. 


Niestety moje pudełko ucierpiało w transporcie.

Vita Liberata to  marka produkująca organiczne ekskluzywne kosmetyki samoopalające. W tym momencie dzięki wysokiej jakości produktów oraz łatwości w użycia firma działa już w 22 krajach oraz ma wielu fanów wśród zagranicznych gwiazd. Jest także liderem wśród produktów samoopalających w najlepszych SPA na całym świecie.

Kosmetyki Vita Liberata pozbawione są zapachu, parabenów , alkoholu i są  szybkie oraz łatwe w użyciu. 80 % składników jest pochodzenia organicznego! Idealnie zanikające bez smug i zacieków, z technologią Moisture Lock - 72 godzinne nawilżania oraz bezzapachowe, co w produktach samoopalających jest ogromnym atutem. Marka posiada szeroki wybór preparatów zarówno jednodniowych zmywalnych, o trwałości 5-7 dni jak i utrzymujących się nawet  do 3 tygodni (pHenomenal 2-3 week Mousse), co czyni ten preparat jedynym  dostępnym na rynku światowym o tak długiej trwałości!

Wiemy już co nieco o marce- przejdźmy do prezentacji samego produktu.



Używałyśmy pianki, która ma dawać efekt opalenizny, utrzymującej się do 3 tygodni, jeśli zaaplikujemy go 3 razy w odstępach 3-24 godzin. Produkt zamknięty jest w plastikowym pojemniku o pojemności 125 ml.



Po wyciśnięciu naszym oczom ukazuje się pianka koloru brązowego, która z łatwością można rozsmarować na ciele. Był to mój samoopalaczowy debiut- więc odrobinę bałam się zacieków, o które z pewnością nie trudno. Jakie było moje zaskoczenie, gdy następnego dnia- już w świetle dziennym stwierdziłam, że wyszło mi idealnie! Zero zacieków, plam, nierówno rozsmarowanych miejsc. Aplikacja jest banalnie prosta. Oczywiście przed samym nałożeniem wykonałam dokładny peeling i nie stosowałam nic nawilżającego czy natłuszczającego.

O czym warto wspomnieć to zapach produktu- a w zasadzie jego brak. Niby bezpośrednio po wyciśnięciu na rękawicę czuć jakiś tam zapach, to znika on po kilku minutach od aplikacji i nie czekamy z utęsknieniem na prysznic.

Postanowiłam użyć produktu tylko na nogi- aby móc z łatwością Wam pokazać różnicę w kolorze- po jednej, dwóch i w końcu trzech aplikacjach, tak jak po dwóch i trzech tygodniach na ciele.


po 1 aplikacji

po 2 aplikacji (niestety w sztucznym świetle)

po 3 aplikacji

I co na to powiecie? Według mnie efekt jest naturalny. Zdecydowanie daleko mu do pomarańczowych tonów i sztuczności. Ogromnym plusem jest także to, że produkt nie brudzi ubrań, a przyznam że miałam pewne obawy. Wysycha chwilę po aplikacji i siedzi na swoim miejscu. 

Co do utrzymywania się- faktycznie po 3 tygodniach minimalne przyciemnienie jeszcze było widoczne, ale po 2 tygodniach efekt mojego "ombre" ciała przestał być widoczny na pierwszy rzut oka. Jeśli zależy nam na stałym efekcie opalonej skóry- po 2 tygodniach wystarczyłoby posmarować się kolejny raz czy dwa i przez kolejną połowę miesiąca możemy cieszyć się ładnym kolorkiem na ciele.

po 2 tygodniach 

po 3 tygodniach

Nigdy wcześniej nie miałam styczności z produktami do opalania. Nie odczuwałam potrzeby ich stosowania. Cieszę się, że miałam okazję przetestować ten- chociaż nadal uważam, że jest to raczej gadżet niż produkt, który każdy z nas powinien mieć w swoim zbiorze kosmetycznym. Niemniej jednak- jest to świetny produkt, którego używanie sprawia ogromną frajdę, a natychmiastowo widoczny efekt umila jego stosowanie. Z chęcią wypróbuję również próbki innych produktów opalających, które otrzymałam- i jeśli kiedyś będę czuła potrzebę sięgnięcia po tego typu produkt, z pewnością sięgnę po któryś z tej firmy- po tak mocnym debiucie ma się ochotę na więcej!


Parę słów od Kasieńki:

Zacznę od tego, że każdorazowe stosowanie opalaczy w moim przypadku kończyło się wielką klapą pod tytułem plam na ciele oraz wielkiego rozczarowania i żalu do siebie i producenta. Nie wiem czy ja po prostu nie umiem tego typu kosmetyków używać czy coś z nimi było nie tak. 

Po raz pierwszy miałam okazję używać samoopalacza w piance. Niby taka mała zmiana konsystencji a już wam mówię jak w moim przypadku zmieniła cały światopogląd. Przede wszystkim nigdy nie nałożyłam zbyt dużej ilości produktu na ciało. Nie ma tu mowy o przypadkowym przedawkowaniu! I jest to moim zdaniem jedna z fajniejszych zalet produktu. Ponadto stosowanie rękawicy ogranicza możliwość upaćkania sobie wewnętrznej części dłoni – w normalnych samoopalaczach jak nie poleciałam umyć od razu rąk to przez tydzień chodziłam z żółtymi dłońmi. Do tego wszystkiego nie można zapomnieć o efekcie uzyskanym po aplikacji produktu. W moim przypadku  było to natychmiastowe delikatne ocieplenie odcienia skóry. Skóra z każdym ruchem rozprowadzania pianki stawała się bardziej seksowna i apetyczna. Efekt który uzyskałam trzymał się około kilku tygodni i schodził naprawdę równomiernie. Nigdy nie zaważyłam jakiegoś denerwującego kontrastu pomiędzy partami ciała. Jednak aby taki efekt uzyskać trzeba trzymać się wskazówek producenta, które głoszą, że na kolana kostki i tego typu części ciała pianki nakładamy mniej. To jest świętość! W przypadku nie zastosowania się do wyżej wymienionej wskazówki - grozi niezadowoleniem. Do tego wszystkiego piana jest bezzapachowa. Znaczy nie do końca. Owszem podczas aplikacji nie czuję żadnej woni wokół siebie, nie mniej jedna gdy przytknę  nochala do produkty – ma on zwyczajnie dziwny zapach. Już lepiej by było gdyby był ładnie perfumowany. 

Podsumowując - jestem bardzo zadowolona z produktu, a największą jego zaletą jest natychmiastowy i zadowalający efekt.. Jest on świetną propozycją dla każdego kto w środku zimy zatęskni za letnim szaleństwem opalenizny. Ze spokojnym sercem mogę go polecić takim laikom samoopalaczowym jak ja :) 

Niestety mój aparat zwyczajnie przestał ze mną współpracować w trakcie tych kilku tygodni zdjęć, ale namacalny efekt możecie zobaczyć na zdjęciach od K. które prezentują wszystko. 



Jak widzicie- dwie różne osoby- a zdanie w miarę podobne. Może to oznaczać, że testowany przez nas produkt okazał się czymś naprawdę wyjątkowym i dobrym. Jeśli zastanawiacie się od czego zacząć przygodę z samoopalaniem- z czystym sumieniem polecamy piankę pHenomenal. Ręczymy za nią naszymi opalonymi rękami i nogami!

Koniecznie dajcie znać, czy używacie tego typu kosmetyków, czy jednak nie odczuwacie potrzeby przyciemnienia skóry zimą?  Może macie jakieś ciekawe historie związane ze stosowaniem samoopalacza? A może też używałyście tej pianki?

Ze zniecierpliwieniem czekamy na Wasze komentarze!

Trzymajcie się, całujemy!

K. & Kasieńka


P.S. Koniecznie wpadnijcie do nas jutro- czeka na Was miła niespodzianka! ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz