zakładki

poniedziałek, 21 marca 2016

Takie same, choć zupełnie inne- pomadki Bourjois Color Boost

Cześć!

Dawno, dawno temu... Zaczęło się bajkowo! Więc dawno, dawno temu kupiłam sobie pomadkę Bourjois z serii Color Boost. Postawiłam na kolor 02 Fuchsia Libre i przepadłam. Zakochałam się w kolorze- był to jeden z moich pierwszych tzw. odważniejszych odcieni. Polubiłam formę wykręcanej kredki, formułę. Przyszło lato- rozkochana zapragnęłam jaśniejszego koloru. Długo siebie nie musiałam namawiać- i tak oto stałam się posiadaczką koloru nr 04 Peach on the Beach. (czy tylko ja uważam, że nazwa jest urocza? <3)


W dalszej części dowiecie się, dlaczego jedną kocham, a drugą- może nie to że nienawidzę- ale co najmniej za nią nie przepadam. Zapraszam!
Zacznijmy standardowo- od prezentacji opakowania. 2,75g pomadki zapakowane jest w formę wykręcanej kredki, której długość to lekko ponad 10 cm. Wyszły na rynek w momencie, gdy to rozwiązanie nie było jeszcze tak popularne jak dziś. Opakowanie jest całkiem solidne- oprócz tego, że w błyskawicznym tempie zdzierają się z niego napisy.

Ich regularna cena oscyluje w okolicach 30zł- ale od czego mamy promocje.


Trzeba na pewno nauczyć się aplikować pomadkę, aby dosyć gruby sztyft pozwalał na dość dokładną aplikację. Dla mnie zdecydowanie wygodniejszą formą jest ukształtowanie jej po skosie- a nie tak jak wyjściowo zatemperowaną kredkę. Generalnie- nie jest to pomadka, która wymaga największej precyzji w nakładaniu. Mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że jest komfortowa przy nakładaniu jej na ślepo bez lusterka.

Początkowo, po otwarciu naszym oczom ukazuje się ot taka zwykła pomadka, zamknięta w mniej zwykłym opakowaniu. Natomiast po nałożeniu można dostrzec już coś innego.


Po kontakcie z ustami, czy generalnie skórą, pomadki stają się lekko wilgotne. Są niesamowicie miękkie, przyjemnie suną po wargach jak przysłowiowe masło. Nie mają zapachu. Ale zatrzymajmy się na chwilę przy tym sformułowaniu- jeszcze nigdy nie miałam okazji używać tak przyjemnego produktu do ust. Nawet żadna pomadka ochronna nie daje tak przyjemnego uczucia na ustach!

Co do ich trwałości- nie jest to na pewno typowa pomadka długotrwała. Na obiecywane 10 godzin nie mamy nawet się co oblizywać. Przy posiłku się zjada, ale jeśli zostawimy ją w spokoju możemy się cieszyć pięknym, lekko intensywnym kolorem przez dobre 3-4 godziny. Po tym czasie dla własnego komfortu można pokusić się o poprawkę. W trakcie noszenia traci blask, ale pigment trzyma się ust.

Warto zaznaczyć, że producent obiecuje ochronę przeciwsłoneczną- SPF 15 to świetna opcja na każdą porę roku. Zazwyczaj ta strefa jest pomijana w kwestii ochrony przeciwsłonecznej- a ta przecież ważna jest przez cały rok.


Dlaczego więc narzekam na jedną z nich? Zacznę od tego, że moje usta generalnie ciężko dogadują się z jasnymi pomadkami. Wyglądają zwykle źle i do tego się ważą- nie wiem dlaczego akurat tylko te jasne, ale tak jest.


Uważam, że zdecydowanie bardziej do mnie pasują te intensywniejsze kolory, które nie zlewają się z cerą.


Widzicie ten jasny kolor, który chamsko wszedł w każdą nierówność i po prostu wygląda źle?

Pomadki świetnie nadają się na gorsze dni waszych ust. Raczej nie podkreślają suchych skórek, nie przesuszają ust- wręcz lekko je nawilżają. Są idealną opcją na co dzień.

Prawie ideały! Prawie- gdyby jasny kolor okazał się równie dobry jak ciemniejszy.

Czy znacie tę serię Bourjois? A może podobne produkty innej firmy? Po jakie kolory sięgacie na co dzień? I w jakich wykończeniach- tych bardziej błyszczących, czy zdecydowanie matowych?

Teoretycznie można stwierdzić, że pomadki dają wykończenie podobne do błyszczyka- ale dla mnie to coś więcej. Mają zdecydowanie więcej pigmentu, dzięki czemu są bardziej zauważalne nawet na naturalnie ciemniejszych wargach. Uwielbiam je stosować zwłaszcza wiosną i latem- są lekkie ale bardzo kolorowe! A na Peach on the Beach znalazłam sposób- czasem służy mi jako kremowy róż do policzków! Tam prezentuje się znacznie lepiej i spisuje się całkiem nieźle.

Polecam Wam na nadchodzące cieplejsze dni!

Całusy,

K. ;*

P.S. Pamiętacie o rozdaniu? Bo jakoś Was mało!


10 komentarzy:

  1. Lubie pomadki w kredce, uwielbiam Astor i ostatnio Golden Rose

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Golden Rose też bardzo lubię- ale to zupełnie inny produkt niż ten prezentowany w poście. A z kosmetykami Astor wybitnie nie jest mi po drodze. ;)

      Usuń
  2. Z tego typu pomadek używałam te, Rimmela i Astora i zdecydowanie Astor wygrywa ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też używałam Astora. ALe nie przykładałam do niego większej wagi był tak o jako balsam i nie trzeba było się martwić, że sie brzydko się zje itd. Generalnie moja miłość do matów i tak wygrywa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie- możliwość nakładania takich delikatnych kolorów ma dużą przewagę. Ale jednak mat to mat. ;)

      Usuń
  4. mam tę fuksję i kocham ją bardzo <3 pięknie wygląda na ustach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak! ;) I jest tak komfortowa w noszeniu! Bajka <3

      Usuń
  5. Jakoś wolę tradycyjne pomadki lub konturówki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to miła odmiana. ;) czasami mam dni, kiedy nic nie wygląda dobrze na ustach. Wtedy sięgam właśnie po coś takiego.

      Usuń