sobota, 6 stycznia 2018

Przybyło w listopadzie... || Nivea hairmilk, Tigi, Receptury Babuszki Agafii, Marion, Cien, Davines, Garnier, Vianek, Nacomi, Mincer Pharma, Rimmel, Yves Rocher, Semilac

Cześć!

Aby móc iść dalej, pełną parą na przód, zrobimy krok wstecz i podsumujemy drugą część bilansu listopada czyli to co zasiliło szeregi moich zapasów. Zapraszam na zakupy!


W ostatnim czasie ogarnęła mnie mania na punkcie włosów. Kupuję ogrom produktów, testuję, kombinuję- z różnym skutkiem, przyznaję. Ale coraz częściej jestem w stanie zapanować nad moimi ciężkimi w porozumieniu włosami, powoli poznaję ich potrzeby i poszukuję pewniaków wśród produktów pielęgnacyjnych jak i do stylizacji.

Nowością u mnie jak i na rynku są dwa produkty z serii Nivea hairmilk, o której pisałam już tutaj. Jest to regenerujący lakier i pianka Care & Hold do włosów. O ile pianek regularnie nie używam, bo nie do końca widzę ich działanie na moich włosach, o tyle z lakieru nie jestem w stanie zrezygnować. Używam absolutnie codziennie i do tej pory bardzo często sięgałam po wersję dodającą objętości właśnie z Nivea, ale uwielbiam nowości i podejrzewam, że się polubimy.


Ciąg dalszy mojej lokowej obsesji to poszukiwania idealnego stylizatora, który poradzi sobie ze zdefiniowaniem i utrzymaniem moich dosyć długich już włosów przez cały dzień. Wybór padł na 2 propozycje Tigi. Pierwsza to polecany przez wiele Kręconowłosych Catwalk Curlesque- krem do włosów kręconych i po trwałej ondulacji. Drugi to seria Bed Head- Foxy Curls Contour krem do włosów kręconych. Już po pierwszych użyciach jestem w stanie wskazać potencjalnego ulubieńca, ale używam dalej, mieszam z innymi produktami, eksperymentuję i na pewno podzielę się za jakiś czas swoimi wrażeniami.


Z racji, że dosyć poważnie myślę o wypróbowaniu metody 100% Curly girl, poszukuję odżywek/masek czy  stylizatorów zgodnych z tą metodą (bez SLS i innych bzdetów, ale także bez silikonów). A że nie mogłam nie skorzystać z darmowej dostawy do paczkomatów w ramach urodzin Allegro- postawiłam na Balsam tradycyjny syberyjski nr 2 na bazie propolisu brzozowego z Receptur Babuszki Agafii. Podobno genialny, miałam kiedyś którąś wersję ale był to czas, gdy żadna odżywka nie pasowała moim włosom. Zobaczymy jak będzie tym razem. Maska drożdżowa, aktywująca wzrost z tej samej firmy to pozycja, do której bardzo regularnie wracam i obdarowuję nią możliwie każdą z koleżanek. Uwielbiam jej działanie!

Balsam na małe sprężynki Mariona to pozycja, która często przewija się na grupach Kręciołków- myślę, że warto wypróbować.

Oprócz tego do wypróbowania maska w mini saszetce Cien z Lidla- maseczka wzmacniająca z sokiem z aloesu. Testuję pod kątem działania i możliwości zabrania za wszelkie wyjazdy- bardzo poręczna i dostępna za śmieszne pieniądze. A składowo wcale nie najgorzej. Druga próbka to dorzucona do którychś z zakupów Davines Love conditioner. Trochę się naczytałam o produktach tej marki- nigdy nie miałam styczności i chętnie się przekonam o co tyle krzyku.


Pozostając w Lidlu- dorwałam dwupak najukochańszego płynu micelarnego Garnier do skóry wrażliwej. Chciałabym Was jednak przestrzec- bo wypuścili bliźniaczo podobną wersję- bodajże do skóry suchej- w lekko bardziej czerwonej zakrętce. I podobno jest beznadziejny, śmierdzi zmywaczem, nie zmywa i piecze..

Do zakupów wpadła też normalizująca maseczka do twarzy Vianek- do cery tłustej i mieszanej: glina zielona, węgiel aktywny. Czyli dosyć popularne, zwłaszcza w ostatnim czasie składniki. W sam raz dopasowane do potrzeb mojej skóry.


Kolejnym przystankiem w internetowej rzeczywistości była Cocolita- regularnie powracam do tej drogerii, mają bardzo atrakcyjne ceny i częste zniżki, czy choćby darmową dostawę- i też na takową się załapałam. Koniecznym było uzupełnienie jakiegoś kremu pod oczy- bo już od kilku miesięcy nie miałam żadnego i zauważyłam sporą różnicę- oczywiście na minus- w stanie mojej skóry pod oczami. Tak więc postawiłam na sprawdzony i lubiany Nacomi arganowy krem pod oczy. Zmienili opakowanie- mam nadzieję, że wnętrze pozostało takie samo/ A z nowości skusiłam się również na rozświetlający krem pod oczy Mincer Pharma z serii Vita C infusion. Spontaniczny zakup, mam nadzieję że udany.

Dorzuciłam też do koszyka puder Stay Matte Rimmela. Odcień- 001 Transparent. Przetestowany, bardzo przyzwoity- zwłaszcza jak na tę cenę. A że Catrice niebezpiecznie szybko dobija dna, z pewnością będzie przydatny.

W listopadzie przypałętał się też Black Friday- i z tej okazji skusiłam się na złożenie dwóch zamówień.


Pierwsze z nich to Yves Rocher. Uzupełniłam zapas najlepszego, najbardziej mojego jaki mogę wymyślić zapachu- czyli So Elixir Purple. Z tej linii tylko ten wariant mi się podoba, choć zdaję sobie sprawę, że nie każdemu przypadnie do gustu. Jest dosyć ciężki, na pewno intensywny i bardzo długo wyczuwalny. Wiele osób zwróciło na niego uwagę, a gdy mówiłam że to zapach z YR to nie wierzyli. Pachnie zdecydowanie bardziej ekskluzywnie. Nie mogłam nie skusić się na możliwość zamówienia dwóch sztuk wody perfumowanej w pojemności 50 ml za 125 zł, podczas gdy 1 w cenie regularnej kosztuje 190 zł.


Semilac natomiast skusił mnie -20% na cały asortyment. Uważam, że mają najładniejsze z dostępnych kolorów na rynku. Na kilka z nich czaiłam się już od dawna, a promocja tylko przekonała mnie do tego że muszę je mieć natychmiast. Niestety były braki na stronie, ale suma sumarum jestem bardzo zadowolona z zamówienia. I tak oto stałam się posiadaczką pięknego nude beżu 135 Frappe, 097 Indian Roses który to rzucał mi się w oczy za każdym razem jak tylko ujrzałam go czy to w internecie czy u kogoś na żywo, niepowtarzalnego 034 Merdi Gras- obok którego nie można przejść obojętnie! I nowości- czyli lakieru termicznego 645 Thermal Navy&Pink. Uzupełniłam również zapas Hardi Clear oraz 083 Burgundy Wine, którego po prostu nie może u mnie zabraknąć. Do wypróbowania wrzuciłam również ich pilnik z tworzywa, polerkę i waciki bezpyłowe, które zapodziały się gdzieś w czeluściach szuflady i nie załapały do zdjęcia.

Koniecznie dajcie znać czy znacie zakupione przeze mnie produkty i jak się u Was sprawdziły. Czekam na Wasze opinie!

Z dużych rzeczy mamy (+) 20 sztuk. I przyznam, że wydawało mi się że praktycznie nic w ostatnim czasie nie kupiłam, no może oprócz lakierów. ;)

Ściskam,
K.

8 komentarzy:

  1. Tak właśnie patrzę, że krem pod oczy Nacomi zmienił opakowanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale na szczęście wnętrze pozostało niezmienione. ;)

      Usuń
  2. Sporo produktów do włosów. Jeśli chodzi o kolor Indian Roses z Semilaca, to jedyny kolor, który kupiłam, a na żywo tak mi się nie podobał, że oddałam teściowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, jak ja się na coś uprę... :D

      Oj, pewnie inaczej wygląda przy różnych karnacjach czy odcieniach skóry- szkoda, że Ci nie przypasował, bo to piękny odcień...

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. A dziękuję, dla każdego coś dobrego by się znalazło myślę. ;)

      Usuń
  4. u mnie semilaców przybywa z każdą nowością haha nigdy nie mogę się powstrzymać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczysz niebawem w jednym z kolejnych postów jak poszalałam lakierowo w grudniu... Ja też nie potrafię się opanować. :D

      Usuń