czwartek, 20 sierpnia 2015

Trzymaj się... sucho

Choć największe upały w tym roku podobno już za nami, temat nadal bardzo aktualny. Dotyczy każdego z nas, a w sumie rzadko jest poruszany. A przecież pocimy się wszyscy. Jedni bardziej, inni mniej. Ja niestety należę do grona osób, u których problem nadpotliwości występuje przez cały rok. Dlatego też podzielę się z Wami moją metodą na utrzymanie go w ryzach.


Blokery!

Gdy zwykłe dezodoranty czy antyperspiranty nie dają rady, trzeba sięgnąć po cięższy kaliber. O ile jeszcze kilka lat temu, dostępny był jeden wariant Etiaxilu, o tyle już w dzisiejszych czasach jesteśmy bombardowani z każdej strony coraz to nowymi produktami czy wariantami blokerów.


Zaczynając od najpopularniejszego: Etiaxil. Podejrzewam, że większość z Was kiedyś o nim słyszała, a spore grono miało okazję użyć na własnej skórze.

Kiedyś- trzeba było liczyć się z wydatkiem rzędu 50 zł- i tyle też dałam za pierwsze opakowanie. Dzisiaj spokojnie możemy zakup zamknąć w 20 zł. Spora różnica. Otrzymujemy 12,5 ml produktu.

A czy poszczególne wersje różnią się między sobą? Diametralnie!

Po czerwonej- PIEKŁO! W formie rzeczownika jak i odmienionego czasownika... To, co przeżyłam po pierwszej aplikacji z pewnością zostanie w mojej pamięci do końca życia. Zgodnie z zaleceniami, nałożyłam go na czystą, suchą, niepodrażnioną skórę. Ale już po 5 minutach biegłam ze łzami w oczach do łazienki próbując pozbyć się pieczenia. Niestety nic nie pomogło, noc nieprzespana i podrażnienie, z którym męczyłam się tydzień. Nie odważyłam się użyć go drugi raz. Poszedł w odstawkę.

Z nadzieją sięgnęłam po bloker Ziaji. Skusiła mnie zdecydowanie cena. Tutaj to wydatek rzędu 5-6 zł. Dodatkowo w opakowaniu znajduje się aż 60 ml produktu- to prawie 5 razy więcej niż u poprzednika! Gdyby jeszcze tylko się sprawdzał, rozwiązanie idealne murowane.


Nie zawiodłam się. Bloker po prostu daje radę. Pod kilkoma warunkami: musi być nałożony na absolutnie suchą skórę pod pachami, zdecydowanie dzień przed, nie po depilacji, oraz nie może być stosowany zbyt często. Jeśli wymienione wcześniej okoliczności nie zaistniały, występowało delikatne pieczenie, które jednak po kilku godzinach od aplikacji mijały. Jednak, gdy zadbałam o sprzyjające okoliczności, nie odczuwałam żadnego dyskomfortu.


Na zdecydowane prowadzenie wysuwa się Etiaxil- w wersji do skóry wrażliwej. Jest niesamowicie delikatny! Ale przy tym stuprocentowo skuteczny.


Wieczorem, po kąpieli i osuszeniu ciała ręcznikiem, aplikujemy roll-on pod pachami. Odczekujemy chwilę aż podeschnie- ja zawsze w tym czasie używam balsamu do ciała- i ubieramy się normalnie w piżamy. Rano nic nie trzeba zmywać, wycierać. Nie czuć absolutnie nic, żadnej lepkiej czy suchej warstwy. Zupełnie nic. Bloker daje mi komfort "suchej pachy" na przynajmniej tydzień. Jest to niesamowite ułatwienie życia dla osób, które muszą zmagać się z plamami pod pachami w codziennych sytuacjach. Odkąd produkty o działaniu blokującym pocenie zagościły na stałe na mojej półce w łazience, zapomniałam co to znaczy ściskać ramiona w obawie przed ukazaniem się mokrego materiału.

Ja- oprócz blokerów nie używam już żadnych dezodorantów. Nie ma takiej potrzeby- ale jeśli ktoś ma być spokojniejszy, bez problemu można kontynuować stosowanie sprayów, sztyftów czy kulek. Tylko od czasu do czasu odstawiam je na rzecz delikatniejszych produktów- zwykle w sytuacjach, gdy wiem że czeka mnie kilka dni spędzonych w domu.

Dajcie znać jak u Was wygląda sprawa ochrony przed potem- zarówno w miesiącach letnich jak i zimowych. Czy również musicie sięgać po cięższy kaliber, czy produkty dostępne na drogeryjnych półkach sprostują Waszym oczekiwaniom?

Ja znalazłam swój dezodorantowy ideał. I z pewnością szybko z niego nie zrezygnuję. Nie rozumiem zupełnie pomysłu stosowania tabletek na nadpotliwość- taka ingerencja to już zdecydowanie za dużo, chociaż całkowicie zdaję sobie sprawę, że blokery nieskazitelne nie są.

Całuję!

K. ;*

10 komentarzy:

  1. Mam ten niebieski i jeszcze nie używałam bo boje sie piekła hehe, ale z tego co piszesz nie jest złe :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niebieskiego nie ma co się bać. Jest niebiański w porównaniu do czerwonej wersji! ^^

      Usuń
  2. Mam w planach post na temat tego blokera z Ziaji;)
    U mnie Ziaja sprawdza się świetnie i nie mam w planach zmieniać mojego ulubionego produktu ;)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to bardzo przyzwoity produkt. ;) choć dla osób z hiper delikatną i wrażliwą skórą może być za mocny. ;)

      Usuń
  3. Używałam blokera ale teraz przerzuciłam się na nivea;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie niestety nie daje rady żadna Nivea- mam wrażenie, że daje tylko psychiczny komfort, że się coś zastosowało. ;)

      Usuń
  4. Mi wystarczy zwykła kulka z Nivea :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc nie ma sensu używać mocniejszych blokerów. ;) Zazdroszczę. :D

      Usuń
  5. Używam obu :) Niestety jestem zmuszona używać mocnych blokerów, ale raz-dwa razy w tygodniu, natomiast na co dzień używam zwyczajnych kulek i taki system się u mnie sprawdza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet rezygnuję z używania na co dzień czegoś innego. Szkoda mi dodatkowo obciążać tę skórę, a problem utrzymany w ryzach. ;)

      Usuń