wtorek, 30 września 2014

9/2014

Hej!

Tutaj K. i jej dziewiąte w tym roku denko! Idę jak burza. Jesteście ciekawi co udało mi się zużyć w ostatnim miesiącu? Zapraszam na posta! ;)

Facelle intim płyn do higieny intymnej

300 ml, dobry skład, bardzo wydajny i kosztuje około 4 zł. Moje odkrycie. Było to moje pierwsze- ale z pewnością nie ostatnie opakowanie. Mega uniwersalny- można go stosować zgodnie z przeznaczeniem, ale również jako szampon, żel do mycia ciała czy twarzy- i właśnie tak mi służył w wakacje. Można się nim umyć od stóp do głów! Dostępny w Rossmanie- więc jeśli jeszcze go nie znacie, koniecznie rozejrzyjcie się przy następnej wizycie! U mnie zdetronizował Lactacyd.




The Body Shop żel pod prysznic Blueberry

Mój pierwszy kontakt z tą firmą. Zdecydowałam się na zestaw o zapachu borówki. Regularna cena żelu skutecznie zniechęca do zakupu. Promocje niby zachęcają- ale i tak 13 zł za 250 ml żelu to całkiem sporo. Co do wydajności- przy normalnym stosowaniu nie byłaby imponująca. Po zrobieniu z niego pianki znacznie lepiej. Zapach bardzo intensywny, przyjemny, słodki. Z masłem do ciała tworzą duet idealny- na tyle, że zagościły w ulubieńcach wiosny TUTAJ!




The Body Shop masło do ciała Blueberry

Och, ach itd. Bardzo gęste, bardzo konkretne, dobrze nawilżające mazidło do ciała. Ma zbitą konsystencję- przez co dosyć ciężko się je rozsmarowuje- ale jest na to sposób. Wystarczy zostawić je na chwilę na ciele i staje się miękkie od jego ciepła. W regularnej cenie- teraz chyba już powyżej 70 zł na pewno się na nie nie skuszę. W promocji- może. Jednak jest dostępnych na rynku wiele równie dobrze nawilżających rzeczy. Może nie aż tak ładnie i długo pachnących, ale działających zgodnie z założeniem- a przecież o to nam chodzi.



Yves Rocher suchy olejek do ciała Monoi de Tahiti

To jak pachnie ten olejek się nawet nie da opisać! W tej buteleczce udało im się zawrzeć wszystko co najpiękniejsze. Zapach przypomina wakacje! Jest wyczuwalny na skórze. Po aplikacji nie czujemy tłustej, nieprzyjemnej powłoczki. Pięknie nawilża. Buteleczka z atomizerem sprawdza się świetnie. Nadaje się też do włosów- są po nim miękkie i pachnące. I-D-E-A-Ł!





Lirene witaminowy krem do rąk odżywienie

O nim mogliście poczytać w poście Coś, co przekonało mnie do częstszego nawilżania dłoni. Był to krem, którego używanie to sama przyjemność! Wchłania się ekspresowo, odczuwalnie nawilża. Zapach ma delikatny.

Ostatnio zauważyłam, że kosmetyki Lirene w 99% się u mnie sprawdzają- tak więc czekam na więcej!




Lirene regenerujący krem do stóp

Na potwierdzenie ostatniego zdania- najlepszy krem do stóp. Z 30% mocznikiem. Dzięki niemu, już po kilku użyciach możemy cieszyć się miękkimi, zadbanymi stopami. A dbać o nie nie lubię. Myślę, że sprawdzi się u każdego- koniecznie wypróbujcie!






Isana krem do rąk z 5% mocznikiem

Kolejne odkrycie z Rossmana. Krem za kilka złotych, spisuje się świetnie. Długo po aplikacji czujemy efekt nawilżenia dłoni. Ten już nie wchłania się tak ekspresowo jak Lirene, ale po aplikacji nie mamy wszystkiego wokół w tłustym kremie do rąk. Spisze się świetnie zimą- gdy nasze dłonie będą potrzebowały intensywniejszej regeneracji.





Joanna Naturia odżywka do włosów bez spłukiwania z miodem i cytryną

Odżywka ma- podobno- bardzo dobry skład. Nie wiem, nie znam się. Mam co do niej mieszane uczucia. Byłam wierna od lat Pantene- ale pomieszali coś w składzie i już nie jestem z niej zadowolona. Szukam więc ideału. Ta niby była dobra, ale z drugiej strony nie wiem czy coś robiła specjalnego. Z pewnością nie zaszkodziła moim włosom- ale to trochę mało. Z drugiej strony mało co daje efekt wow na moich włosach- więc może jednak taka zła nie jest. Chętnie wypróbuję inne wersje tej odżywki- jest niedroga i całkiem wydajna.



Marion błyskawiczna odżywka bez spłukiwania superlekka formuła

Leżała u moich rodziców i pomagała zmagać się ze splątanymi lokami przed rozczesywaniem. Czy była dobra? W sumie nie wiem. Nic nie robiła. Równie dobrze mogę spryskać włosy wodą- efekt osiągnę podobny. Na pewno po nie nadaje się po myciu jako odżywka na całe włosy- bo jest zdecydowanie za słaba. Nie wrócę do niej. Zdecydowanie.





BeBeauty płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy

Czemu ja tak długo zwlekałam z jego kupnem to nie wiem! Przecież tyle się o nim naczytałam, że to aż dziwne, że tyle się przed nim broniłam. Jest świetny. Za te kilka złotych dostajemy produkt, który zmyje nam dokładnie makijaż i nie podrażni oczu! Delikatnie, przyjemnie pachnie, jest wydajny. Nadal uważam, że płyn micelarny z Yves Rocher jest najlepszy, ale ten zajmuje równie wysokie miejsce w czołówce płynów micelarnych! Mam nadzieję, że już nigdy nie wpadną na pomysł wycofania go.



Eludril Classic płyn do płukania jamy ustnej

Używał go mój chłopak po wyrwaniu ósemki, a później stał więc się za niego wzięłam. Przyjemnie doczyszczał jamę ustną, nie szczypał. Wierzę, że pomagał zwalczać resztki bakterii. Gdy go używałam nie miałam problemu z cofającymi się dziąsłami- a to znaczy, że coś tam robił. Do dostania w aptekach. Jeśli macie jakiekolwiek problemy z jamą ustną- wypróbujcie.





Marion SPA maseczka z glinką zieloną

Jaki to był śmierdzielek! Ale działał. Po 15 minutach na twarzy czuć było różnicę. Zachęciła mnie ta maseczka do wypróbowania czystej glinki, która mam nadzieję będzie działać jeszcze lepiej.  6,5 g wystarczyło mi na 2 aplikacje.






Ziaja krem wyciszający rumień na dzień/na noc

Próbka na koniec. Jakoś nie przemawiają do mnie kremy z filtrem powyżej 10. Źle zachowują się na mojej skórze. rolował się, nie wchłaniał. Z pewnością nie zainteresuję się pełnym opakowaniem.








Odnoszę wrażenie, że post jest sponsorowany przez słowo "nawilżenie" i wszelkich jego odmian.

Jak Wasze zużycia? Znacie coś z moich?

Może polecicie mi jakąś dobrą odżywkę do włosów kręconych? Bo akurat nie mam żadnej porządnej w zapasie?

Trzymajcie się i do zobaczenia wkrótce! ;)

K.

sobota, 20 września 2014

Liebster blog award - czyli czego o nas jeszcze nie wiecie :)

Witajcie Kochani,

Zostałyśmy nominowane przez Networkerke do wspaniałej zabawy. Bardzo nam miło, bowiem miałyśmy czas na chwilę refleksji i przemyśleń, na które w pędzie życia zawsze brakuje czasu. Dzięki temu i Wy dowiecie się czegoś nowego, może ciekawego o nas.

Na początek oczywiście zasady.
Odpowiadamy na 11 zadanych pytań.
Nominujemy 11 blogerek.
Zadajemy 11 pytań.

Proste prawda?

A więc zaczynamy, od naszych odpowiedzi oczywiście!

1. Twój ulubiony zwierzak domowy to...

Kasieńka: Zostanę zlinczowana, ale nie lubię za bardzo zwierzaczków domowych. Być może spowodowane jest to tym, że nigdy nie miałam w domu zwierzaczka, a może tym, że w życiu napadły na mnie dwa psy (jeden gdy byłam w ciąży, co bardzo przeżyłam modląc się intensywnie jak nigdy przez 10 najdłuższych minut mojego życia)  i jeden kot (na prawdę kot!).

K: Nie wyobrażam sobie życia bez kota! Zawsze o takim marzyłam. W końcu przyplątało się do nas maleństwo jak miałam około 5 lat. Od tej pory jakiś kot zawsze jest obecny w moim życiu. Niestety dwa pierwsze dosyć szybko od nas odeszły- po prostu wyszły z domu i już nie wróciły. W wakacje po maturze przygarnęłam Rudzielca w domu rodzinnym, a po wyjeździe na studia wytrzymałam 2 tygodnie i musiałam przygarnąć jakiegoś do siebie, rodzice nie chcieli mi dać swojego ukochanego! I tak już od 2 lat jest z nami Maurycy- przeuroczy kiciak. Nie wyobrażam sobie życia bez mruczącej kupy futra! Boję się za to panicznie psów- jeden pogryzł mnie dosyć poważnie gdy byłam w 2 klasie podstawówki i od tej pory nawet jak znam i lubię psa to nie potrafię mu zaufać.


 
Taki byłem jak miałem ok. 7 tygodni.

A taki jestem teraz. W tle braciszek Ugryś. (imię wzięło się z połączenia koloru i jego zamiłowania do podgryzania nas) 


2. Jak lubisz spędzać wakacje- aktywnie czy biernie? Dlaczego?

Kasieńka: Uwielbiam spędzać pół na pół. Ponieważ jest to urlop i wypoczynek od codzienności, lubię poleniuchować. Jednak po góra trzech dniach mnie to nudzi i muszę zacząć coś robić. Np. biegać brzegiem morza.

K: Uwielbiam wylegiwać się na plaży, ale nie cały dzień. 2-3 godziny to maksimum moich możliwości. Nie wyobrażam sobie przez nawet tydzień wakacji po prostu siedzieć w hotelu czy na plaży i nic nie robić. Zwykle po wakacjach wracam jeszcze bardziej zmęczona- bo muszę iść w milion różnych miejsc, a wakacje są od tego żeby właśnie więcej pochodzić niż się wozić.

3. W czym uważasz, że jesteś dobra? Dlaczego tak sądzisz?

Kasieńka: Matematyka! Od kiedy tylko nauczyłam się dodawać pokochałam ten przedmiot. Zawsze byłam w czołówce klasy i nawet na studiach rozwiązywałam przy tablicy najtrudniejsze zadania. Zawsze jednak poświęcałam dużo czasu tłumacząc z przyjemnością kolegom i koleżankom te prostrze zadania. Udzielałam również korepetycji przez wiele lat. Uwielbiam pomagać, a moje osiągnięcia chyba uzasadniają, dlaczego uważam, ze jestem w tym dobra :)  
K. powinna napisać to samo, ale pewnie napisze coś innego :P

K: Zaczęłam czytać co Kasieńka napisała- i faktycznie! Też jestem dobra z matmy, nigdy nie musiałam się jej uczyć, bo wszystko przychodziło mi naturalnie. Chyba wyssałam to z mlekiem matki- matematyka-informatyka. Dziś zdecydowanie mogę stwierdzić, że wychodzi mi wszystko co związane z wykreślaniem- to z kolei chyba po tacie. Uwielbiam to- bo po raz kolejny- rozumiem. Wtedy bez dużego wysiłku jestem w stanie wszystko zrobić.

4. Jaki był powód, dla którego założyłaś bloga?

Założyłyśmy bloga bo pewnego dnia zażartowałyśmy, że mamy tyle kosmetyków, że spokojnie mogłybyśmy zostać blogerkami. Żarcik okazał się motywatorem i proszę jesteśmy szczęśliwymi blogerkami. 

Dodatkowo ja (K.) potrzebowałam jeszcze kogoś oprócz Kasieńki, z kim mogłabym porozmawiać o kosmetykach. Na studiach- bardzo technicznych- nie mam na tyle koleżanek, które mogą się nawet na ten temat wypowiedzieć. Tutaj na szczęście jesteście Wy! ;*

5. Twoje ulubione miejsce/miasto/wieś w Polsce to... Dlaczego?

Kasieńka: ...moje miasto Gliwice. Związana jestem z nim od dziecka. Jest mi tu dobrze, tak po prostu. Tu dorastałam, tu poznawałam nowych ludzi, tu wciąż mieszkam i studiuję. Nawet jak kiedyś się przeprowadzę, Gliwice zostaną głęboko w moim sercu. 

K: Nie mam ulubionego miejsca, ulubionej książki czy filmu. Wszędzie gdzie jestem, jest mi dobrze, o ile znajdę "swoich" ludzi. Gliwic nie lubiłam przez 18 lat gdy w nich mieszkałam, teraz po dwóch w Łodzi- która jest świetna- stwierdzam, że Gliwice są prześliczne i z chęcią tam wracam- ale na 2, 3 dni. Bardzo lubię Gdańsk- za klimat, miłe wspomnienia, Rzeszów- za przestrzeń i zieleń, ale ulubionego miasta nie jestem w stanie wskazać. Jest mi dobrze tam gdzie jestem!

6. Co chciałabyś w sobie zmienić? 

Kasieńka: Pewność siebie. Chciałabym być bardziej pewna siebie i swojej wartości. Od dziecka byłam nieśmiała i choć już to przezwyciężyłam, wciąż trochę tego we mnie mieszka. 

K: Nic. Nie chciałabym w sobie nic zmieniać- bo wtedy to nie byłabym do końca ja. Oczywiście- życie weryfikuje pewne rzeczy. Nie wiem jaka będę za kilka lat. Widzę jaka byłam kiedyś i co się we mnie zmieniło- czasem na lepsze, czasem na gorsze. Nie lubię wszelkich prób zmian na siłę- nigdy się to nie udaje, a efekt zazwyczaj odwrotny niż zakładany. Oczywiście tutaj mogłabym napisać, że chciałabym zmienić szereg fizycznych cech, czy zachowań, ale przecież nie każdy musi o nich wiedzieć. A nuż nie zauważy! 

7. Książka o której nie możesz zapomnieć to...
  
Kasieńka:Uwielbiam czytać, ale nie mam jednej jedynej książki o której nie umiałabym zapomnieć. Każda siedzi w moim sercu i każda wniosła wiele do mojego życia. Nawet te, które niezbyt mi się podobały, uważam za wartościowe.

K: Czytam dużo. I po raz kolejny- gdy ktoś pyta o ulubioną książkę to nie mogę wskazać jednej. Poza tym nie zapomnę żadnej książki, którą czytałam. Każda wnosi mniej bądź więcej do mojego życia.

8. Jesteś optymistką czy pesymistka? Dlaczego tak sądzisz? 

Kasieńka: To dla mnie najtrudniejsze pytanie. Jestem optymistką, gdy chodzi o jakieś dalekie plany, jednak gdy wydarzenie jest już blisko włącza się we mnie pesymizm.
Przykładowo - całe wakacje uważałam, że we wrześniu zdam egzamin na piątkę, jednak gdy jestem dzień przed egzaminem, czarno to widzę. 


K: Zdrową pesymistką. Po prostu- wolę się mile zaskoczyć niż rozczarować. Ale też nie widzę wszystkiego w czarnych barwach, nie zakładam że nic się nie uda. Udać, uda się zawsze jeśli tylko czegoś chcemy, ale ja zwykle zauważę- nawet na siłę wszystkie rzeczy które mogą mi stanąć na drodze i być przeszkodą.

9. Jakich ludzi podziwiasz i dlaczego?
  
Kasieńka: Podziwiam tych którzy mają w sobie dużo luzu. Ja zawsze dążę do perfekcji, a to czasem mnie gubi.

K: Podziwiam ludzi, którzy nie narzekają i podchodzą do wszystkiego z uśmiechem i pozytywnym nastawieniem. Ja muszę sobie ponarzekać- na wszystko. Od pogody po fakt, że przed chwilą znowu wcisnęłam przez przypadek Caps Lock'a. Ludzie, którzy szukają we wszystkim pozytywów mają po prostu łatwiej w życiu. Inni są nastawieni przyjaźnie, osiągają sukcesy szybciej i mniejszym wysiłkiem i po prostu są bardziej szczęśliwi. 

10. Czy jesteś osobą wierząca? 

Kasieńka: Tak. Należałam do dzieci Maryi jak również żeńskiej ligi młodzieży szensztackiej. W liceum myślałam nawet o pójściu do zakonu, jednak życie moje plany nieco zweryfikowało. 

K: Każdy w coś wierzy.

11. Z kim najbardziej lubisz spędzać wolny czas? 

Kasieńka: Z moim dzieckiem :)

K: Oczywiście, że z moimi chłopakami- czytaj właściwym i kotem! A jeśli wpadną do nas jeszcze przyjaciele to już lepiej być nie może. Mogłabym tak codziennie!


A teraz o to chciałybyśmy zapytać Was:
1. Co najbardziej podoba Ci się w prowadzeniu bloga?
2. Czy uważasz, że każda decyzja podjęta w życiu powinna być słuszna?
3. Za co lubisz siebie?
4. Serce, czy rozum- które Tobą rządzi?
5. Twoje największe marzenie to...?
6. Czy wierzysz w miłość do grobowej deski?
7. Co chcesz robić za 10 lat?
8. Błyszczyk czy szminka? Dlaczego?
9. Czy podoba Ci się Polska? Uzasadnij
10. Czy uważasz, że matematyka przydaje się w życiu?
11. Uprawiasz jakiś sport? Jaki?

A nominujemy:

http://szmaragdoweoczko.blogspot.com/
http://healthylifestyleisthebestremedy.blogspot.com/
http://secretaddiction86.blogspot.com/
http://wytuszowanerzesy.blogspot.com/
http://wspolpracuje-testuje-opisuje.blogspot.com/
http://monyrka.blogspot.com/

http://kasikowo89.blogspot.com/
http://zafrikooo.blogspot.com/
http://jagodowa00.blogspot.com/
http://dziwnajestesbarbaro.blogspot.com/
http://kosmetyczneporadym.blogspot.com/

Mamy nadzieję, że czegoś ciekawego się o nas dowiedziałyście, a nominowanym dziewczynom życzymy przyjemnej zabawy :)

Całusy,

K. & Kasieńka 

czwartek, 18 września 2014

Bibułki matujące- zbędne czy jednak przydatne?

Hej!

Tak jak obiecałam, przychodzę z postem porównującym bibułki matujące 3 różnych firm. Z dostępnością ich jest rożnie, dostępne są w podobnym przedziale cenowym.


Tak jak widzicie po zdjęciu, dzisiaj pod lupę weźmiemy formy Wibo, e.l.f. oraz Marion.

- Wibo- dostępne stacjonarnie, ok. 5 zł za 40 sztuk
- e.l.f.- dostępny w internecie, ok. 10 zł za 50 sztuk
- Marion- również internet, ok. 10 zł za 100 sztuk.

Wszyscy producenci obiecują nam, że dzięki ich produktowi odświeżymy makijaż nie uszkadzając go oraz zmatowimy cerę. Każdy z osobna nada się do tego wprost idealnie!

A jak jest w rzeczywistości?

Po produkt tego typu sięgnęłam dopiero w tym roku. Jakoś wcześniej nie wpadłam na pomysł, że moja cera może się przetłuszczać na tyle, że muszę coś z  tym zrobić- do dzisiaj nie sięgam po puder w ciągu dnia do poprawek i poza tym lubię jak twarz się delikatnie świeci. 

Bibułki okazały się świetnym wyjściem w upalne lato. Można nimi spokojnie przeciągnąć twarz podczas wielkiego upału, bez uszkadzania makijażu w celu jego delikatnego odświeżenia. Cudów to bym się nie spodziewała. 

Ale czy potrzebujemy do tego specjalnych bibułek? Według mnie identyczny efekt osiągniemy cienką chusteczką czy kawałkiem papieru toaletowego. Ale co kto lubi, kto czego potrzebuje. 


Z trzech prezentowanych przeze mnie bibułek różnych firm, najlepiej sprawdziły się u mnie te z e.l.f.-a. Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta- są najgrubsze z tych trzech, dzięki czemu jedna spokojnie wystarcza do odświeżenia całej twarzy. Dodatkowo miała inną strukturę i mam wrażenie, że efektywniej zbierała to co było konieczne.



Podsumowując- jak dla mnie nie jest to niezbędna rzecz. Myślę, że powinny tego typu produktu wypróbować posiadaczki cery tłustej- wtedy będą miały pełne pole do popisu.


Znacie bibułki? Są stałymi gośćmi w Waszych torebkach? A może uważacie tak jak ja- że są raczej zbędne?

Zapraszam do dyskusji. Do zobaczenia!

K. ;*

wtorek, 16 września 2014

Secret curl....cichosza

Witajcie Kochani,

Tak to już nasze życie jest skonstruowane, że każdy chce mieć to czego nie ma, a nie docenia tego co ma. Klasycznym tego przykładem są włosy. Lokate dziewczyny kupują prostownice i marzą o pięknych, długich lśniących włosach, a te z prostymi z zazdrością przyglądają się seksownej burzy loków. I jak tu komu dogodzić?

Jestem posiadaczką włosów... no właśnie ciężko stwierdzić jakich. Niegdyś miałam szalone loki, a po ciąży hormony powariowały i stwierdziły, że od teraz włosy będą proste. Nie jednak nie proste i nie kręcone. Falowane, choć i to złe określenie. Jednego dnia kręcą mi się jak oszalałe, a innego są proste jak drut. W końcu kobieta zmienną jest. Ole!

Nawet mi to odpowiada, w końcu nie znoszę monotonii i uwielbiam zmiany. Dlatego najczęściej chodzę w takich, jaki mi moje hormony zafundują. Jednakże czasem nadarza się okazja, że to ja chcę dyktować im zasady i w domu mam zarówno prostownicę jak i lokówkę. Prostownica już od wielu lat gości zaszczytne miejsce w szafce, a lokówka to bardzo świeży nabytek. I właśnie o niej chcę napisać kilka słów.

Ojej czy to naprawdę lokówka? Tak, to jest lokówka choć wygląda nie jak lokówka. Firmy przyzwyczaiły nas do klasycznego, długiego "bolca" na który nawijamy włosy, czekamy i gotowe. Kiedyś z takiej klasycznej lokówki korzystałam i jestem sierotą, która nie umiała zrobić ani to ładnych ani zgrabnych loków. Od jakiegoś roku trwa droga rewolucja (w Polsce od roku), bo ta oto lokówka choć od stycznia staniała o jakieś 300 złotych, wciąż tania nie jest. Babyliss secret curl to automatyczna lokówka do włosów warta 500 złotych. Cena przerażająca, ale łatwość obsługi i efekt jest warty każdej ceny!


Na youtubie znaleźć można mnóstwo filmików obrazujących działanie tej maszyny. Ja tylko pokrótce to opisze. Należy włosy podzielić na pasma, tak samo jak do prostowania włosów i zamknąć na nich lokówkę tak samo jak zrobiłybyśmy to z prostownicą. Lokówka sama wciągnie resztę kosmyku do środka, zakręci, podgrzeje i gotowe! To na prawdę takie proste. Każdemu wyjdą idealne loki o jakich marzy. Lokówka posiada dwustopniową regulację temperatury oraz trzy stopniową regulację wielkości loka.
Ponadto lokówka na zmianę zakręca włos w jedną lub drugą stronę, aby efekt był jak najbardziej naturalny.

Jesteście ciekawe jak wygląda pojedyńczy loczek ?





Z tą lokówką możemy stworzyć burze romantycznych loków, jak również te bardziej anielskie i sprężyste. Oczywiście pod ciężarem włosa, loki nieco stracą na elastyczności, ale cóż grawitacji nie przeskoczymy.

Kochane, znacie tę lokówkę? Co sądzicie o takim innowacyjnym pomyśle? 

Całuję,
Kasieńka :*

PS Pofarbowałam włosy (pierwszy raz w życiu) i choć nie mam zdjęcia porównawczego z poprzednimi, to jak Wam się podoba mój kolor :)?

czwartek, 11 września 2014

Avon Magix - baza pod podkład.

Witajcie Kochani,

W każdej dziedzinie życia dzieje się tak, że zaczynamy ją od pewnych podstaw. Wraz z biegiem czasu nasza wiedza i pęd chęci poznawania (konieczny by dana dziedzina się rozwinęła) się powiększa, a co za tym idzie podstawy już nie wystarczają.
Ponieważ w makijażu mocno się zakochałam, a moja miłość silniejsza jest każdego dnia, podstawowe kosmetyki nie spełniają moich (czasem nieco wygórowanych) wymagań.

Jednym z takich kosmetyków, o których istnieniu nawet nie widziałam jest baza pod makijaż. Ostatnio tego typu produkty są coraz bardziej popularne, a większość firm chcąc sprostać wymaganiom klientek, wprowadzają na rynek swoją wersję.

W mojej kosmetyczce bazy zagościły już na dobre, mam ich kilka, o różnych właściwościach. Każda jest dla mnie na swój sposób wyjątkowa. Dzisiaj przedstawię Wam bazę firmy Avon. Jest to stosunkowo nowy produkt tej korporacji.


Co o samej bazie pisze producent?

"Baza pod makijaż o lekkiej, beztłuszczowej, bezbarwnej formule, która natychmiastowo matuje niedoskonałości skóry. Co robi: * matuje przez cały dzień * maskuje zmarszczki i pory * sprawia, że cera wygląda idealnie Jak działa: Kompleks HD rozprasza światło, redukując widoczność niedoskonałości i nadając cerze idealny wygląd. Jak stosować: Może być stosowana sama, albo jako podkład. Nałóż cienką warstwę na twarz, począwszy od strefy T, po czym delikatnie rozsmaruj na policzkach."

 A teraz moja konfrontacja z rzeczywistością.

Baza rzeczywiście wyraźnie wygładza skórę jak również doraźnie zmniejsza widoczność porów. Nie zapchała mnie, za co jestem jej ogromnie wdzięczna. Jednak nie uważam by cera wyglądała idealnie i matowo. Cóż używałam już bardziej matujących baz niż ta.

Konsystencja produktu rzeczywiście na twarzy jest bezbarwna, jednak miedzy innymi z tego powodu, nie wyobrażam sobie stosowania jej samej. Nie zapewnia bowiem ujednolicenia odcienia skóry. Być może i formuła jest bez tłuszczowa, jednak po nałożeniu mam niemiłe wrażenie ciężkości i tłuszczu. Od razu mam ochotę pozbycia się nadmiaru sebum, którego nie ma. Nie znoszę tego uczucia. Być może jest to moje bardzo indywidualne odczucie, jednak nie sądzę by baza ta była idealną propozycją pod makijaż.


Czy baza przedłuża trwałość makijażu? Szczerze - nie zauważyłam tego, jednak nie miewam problemów (na szczęście) ze zbyt szybkim zejściem make up'u z twarzy. W tym celu baza nie jest mi potrzebna, dlatego na takie pytanie nie jestem w stanie precyzyjnie odpowiedzieć.



 Tubka choć jest oryginalna, to mało praktyczna. Nie można niestety opakowania postawić, musi ono leżeć i zajmować więcej, tak często cennego miejsca.
Och, chciałabym coś miłego jeszcze powiedzieć na jej temat, ale tak ciężko mi coś znaleźć. Może jedynie to, że łatwo ją kupić w przystępnej cenie. Jednak ja ponownie kupić jej nie zamierzam.

Znacie tę bazę? Może macie trochę milsze doświadczenia co do jej działania? 

Całuję, 

Kasieńka :* 

niedziela, 7 września 2014

8/2014

Heej!

To znowu ja i znowu z denkiem! Ale dzięki temu będziemy na bieżąco ze zużyciami i będziemy mogli się zająć innymi tematami. Więc zapraszam dzisiaj na typowo wakacyjne denko- jak zobaczycie, udało mi się zużyć naprawdę dużo próbek! Dzięki temu przetestowałam sporo nowości, a mój bagaż nie był kosmicznie ciężki.

Taft pianka do włosów complete 

Miałam ją w domu rodzinnym i po prostu zabrałam resztkę, żeby zużyć i nie wieźć jej z powrotem (tak jak z większością zrobiłam). Niby moc 4 w 5-ciostopniowej skali, ale jakoś wybitnie nie utrzymywała moich loków. Mimo wszystko używało jej się przyjemnie, dozowała się odpowiednia ilość produktu- nie zostawałyśmy z górą pianki, która spokojnie mogłaby wystarczyć na kilka użyć, ładnie pachniała ale nic poza tym. Trochę mało jak na moje wymagania, więc nie kupię jej ponownie.




Pantene błyskawicznie regenerująca odżywka w sprayu intensywna regeneracja

Och, co za nazwa! Odżywka była dwufazowa, łatwo się ją mieszało. Niestety jak to z produktami do włosów w sprayu u mnie bywa, była niezbyt wydajna. Przyjemnie się z niej korzystało, ale na dłuższą metę obawiam się, że nie poradziłaby sobie z utrzymaniem włosów w dobrej kondycji. Lubię kosmetyki Pantene, mimo że nie mają dobrego składu na moich włosach zwykle się sprawdzały.





Yves Rocher szampon zwiększający objętość włosów z wyciągiem z malwy

Nie mogłam się doczekać, aż wypróbuję ten szampon! Tyle dobrego co się o nim naczytałam to moje. Ale czy jest się czym zachwycać? Moim zdaniem nie do końca. Ot taki lekki szampon, do codziennego stosowania. Na pewno nie nadaje się do zmycia jakiejś porządnej maski czy oleju. O zwiększeniu objętości też mowy nie ma- chociaż cudów się nie spodziewałam. Jak za cenę około 10 zł, które musimy za niego zapłacić to trochę mało robi. Mam w zanadrzu kilka innych, zdecydowanie lepszych i zwykle tańszych szamponów, więc za tym tęsknić nie będę.



Avon naturals balsam i żel pod prysznic kwiat wiśni

Zapach cudowny. W połączeniu z mgiełką zapachową moje wakacje pachniały cudownie! Co do samych kosmetyków: żel- jak żel. Mył, pienił się, wystarczył na 3 tygodnie używania przez 2 osoby więc wydajność zaliczam na plus. Balsam- producent obiecuje 24-ogodzinne nawilżenie. Z tym bym nie przesadzała- przyjemny, bardzo szybko się wchłaniał. Nawilżenie było pozorne, bo oczywiście jest napchany parafiną. Zestaw spisywał się świetnie, dodatkowo nie był drogi więc niczego więcej nie wymagam. Do zamówienia oczywiście u konsultantek.




Joanna Naturia gruszkowy peeling myjący

Tak, kolejny, Czy jeszcze muszę powtarzać jak lubię tę serię? Na wakacjach zużyłam do peelingowania całego ciała, wystarczył na około 5 użyć. Ideał, a zapach gruszkowy jest moim zdecydowanym faworytem.







Yves Rocher beaute de pieds lawendowy peeling do stóp

Pozostając w temacie peelingów- peeling do stóp. Pewnie rok temu bym nie uwierzyła, że coś takiego znajdzie się w mojej kosmetyczce. Bardzo przyjemny, ma ostre drobinki, które coś tam z tymi piętami robią. Na pewno nie będą gładkie jak pupcia niemowlaka, ale zdecydowanie przyjemniejsze niż przed użyciem. Mi osobiście przeszkadza zapach lawendy, bo po prostu go nie lubię- na szczęście nie utrzymuje się zbyt długo, więc da się znieść. Był bardzo wydajny- wystarczy naprawdę niewielka ilość na każdą stopę przy jednorazowym zabiegu.


Lirene Youngy 20+ pianka myjąca do twarzy i oczu
Najdziwniejszy żel do twarzy jaki miałam okazję używać. Opakowanie- moje nie przetrwało zbyt długo, po kilku użyciach niestety dozownik się połamał i musiałam się nagimnastykować i pod odpowiednim kątem dociskać przy używaniu. Forma- miła, delikatna, puszysta, ładnie pachnąca pianka. Ale jak jej używać!? Po przyłożeniu do twarzy bezpośrednio wędrowała mi do nosa. Pomimo stosowania jej na wydechu zawsze, ale to absolutnie zawsze tam się dostawała. Nie było to zbyt przyjemne uczucie. Dodatkowo nie myła wybitnie, z resztkami makijażu sobie w ogóle nie radziła. Taki bajer, ale zaliczający się do tych niezbyt udanych.


Bioderma sensibio H2O

Moja pierwsza styczność z Biodermą. Opakowanie na wyjazd świetne. Płyn jaki jest zapewne każdy słyszał- i faktycznie. Potwierdzam- niesamowicie delikatny dla oczu. Wydajny. Drogi. Jak dla mnie zbyt drogi, żeby go non stop kupować, bo tańsze równie dobrze u mnie się sprawują. A skoro nie ma takiej potrzeby to po co przepłacać.





Bibułki matujące e.l.f.

Również moje pierwsze. Chyba tak na prawdę aż tak bardzo ich nie potrzebowałam. Na lato świetne- są grubsze, dobrze zbierają co mają zebrać. Poręczne, w przystępnej cenie. Jednak rzadko kiedy pamiętałam, żeby po nie sięgnąć- nie są niezastąpione.






Baza pod cienie Artdeco

Moja pierwsza- po raz kolejny- baza pod cienie do powiek. Wcześniej nie używałam cieni- bo po prostu się nie trzymały. Po długim namyśle zdecydowałam się na tę. Niestety podejrzewam, że była stara w momencie, gdy ją kupiłam- po kilku użyciach, z delikatnej konsystencji zrobiła się z niej klucha. Pomimo tego uważam, że jest to świetny produkt- cienie nie ruszają się z miejsca, nic się nie roluje, nie zbiera, pięknie podbija kolor. Pod warunkiem, że uda nam się ją dobrze nałożyć. Zapach miała odrobinę męski, ale czuć go tylko gdy zbliżymy nos do słoiczka. A sposób wydobywania jak dla mnie niezbyt wygodny- bo lubię nosić długie paznokcie.

Kolastyna emulsja do opalania SPF 50

Jak lato, to filtry. Pięćdziesiątka uratowała nas przed poparzeniami. Spisała się- po pierwszym plażowaniu nic nam się nie działo, nic nie piekło, nie schodziła skóra. Tak wysoki filtr to jednak podstawa! Doceniliśmy obserwując znajomych, którzy okropnie spalili się pierwszego dnia- na własne życzenie.
Filtr odrobinę bielił i zostawiał tłustą powłoczkę, ale kto by się tym na plaży przejmował.





Lirene emulsja do opalania SPF 20

Ten stosowaliśmy w mniej słoneczne dni- których raczej nie było, albo po prostu jak szliśmy do miasta zwiedzać. Na plaży pod koniec po przyzwyczajeniu się lądował na moich nogach. Równie dobrze się spisał, śladów poparzeń słonecznych nie odnotowaliśmy. Ten już wchłaniał się ekspresowo, nie pozostawiał po sobie śladu.





Lirene ratunek po przedawkowaniu słońca

Wieczorem, prewencyjnie się nim smarowaliśmy. Zawiera panthenol, więc przyjemnie łagodzi. Dodatkowo lekko chłodzi, co było bardzo przyjemne. Dobrze natłuszczał przesuszoną skórę, ale wchłaniał się szybko i nie plamił ubrań. Nam wystarczył, nie wiem czy spisałby się przy jakimś poparzeniu słonecznym- wtedy wolałabym chyba jednak sięgnąć po panthenol.





Cleanic chusteczki do higieny intymnej

W podróży- niezastąpione. Chusteczki jak chusteczki. Wolę chyba te z Netto- ze względu na większą ilość w opakowaniu, niższą cenę oraz formę zamknięcia. Nie widzę różnicy między poszczególnymi markami takich chusteczek.




Teraz nadszedł czas na próbki.

Ziaja sopot krem opalizujący cera tłusta i mieszana

Zużyłam aż 3 próbki. Krem nie był zły, ale rozświetlenia za bardzo nie zauważyłam. Zwykły krem, o żółtej barwie. Wchłaniał się szybko, na dzień pod makijaż sprawdził się bardzo dobrze, ale nie zachęcił mnie do kupna pełnego opakowania.



Vichy idealia

Bardzo byłam ciekawa tego kremu, bo opinie na jego temat są podzielone. Ja niestety chyba należę do tej grupy osób, która nie widzi jego działania. Nie porwał mnie, być może po wykorzystaniu tej próbki nie pokazał swych możliwości, ale nie urzekł mnie, w przeciwieństwie do...






Vichy aqualia thermal

Ten krem jest cudowny! Efekt nawilżenia można zauważyć już po pierwszym użyciu. Nadaje się na noc, pod makijaż, solo na twarz. Świetny! Niestety jak to Vichy nieco drogi, ale nie aż tak, żeby nie móc sobie na niego pozwolić. Nie wykluczam kupna pełnego opakowania w "bardziej suchym okresie" mojej cery.





La roche-posay Toleriane ultra

Kolejny nawilżacz. Dał sobie radę. Bardzo lekka konsystencja, błyskawicznie się wchłania.








La roche-posay Hydraphase intense krem do twarzy i pod oczy

Brat poprzednika, również się spisał. Krem pod oczy miał przyjemną, żelową konsystencję. Utrzymał w ryzach przez jakiś czas skórę pod oczami, nie uczulił, ta okolica nie była przesuszona.




Shiseido Anti Dark Circles Eye Cream

Dostałam próbkę od Kasieńki;*. Hmm, krem był dziwny. Był biały, niezbyt dobrze się wchłaniał- stosowałam go tylko na noc. Raczej nie zauważyłam działania, na które wskazuje nazwa, ale też nie mam takiego problemu. Zwykły kremik, delikatnie nawilżający. Znając ceny Shiseido to raczej mało. Równie dobrze spisują się u mnie żele z Flosleku.





sarynaKEY Shea Natural Keratin odżywka i szampon

Próbki profesjonalnej linii, które dostałam w Sephorze. Seria regeneracyjna, pachniała ślicznie- wg mnie bananem. Wystarczyła na 2 zastosowania. Odżywka nawet dobra, włosy były po niej przyjemne. Natomiast szampon był perłowy- więc nie do końca się polubiliśmy, poza tym średnio się pienił.



Schwarzkopf essence ultime omega repair szampon

Szampon do włosów zniszczonych i osłabionych. No okej, niech będzie do takich. Skład z wyciągiem z perły, pantenolem i innymi świetnymi składnikami. Okej. Ale szampon- jak to szampon powinien włosy myć. A ten nie robił nic. Równie dobrze mogłam zmoczyć głowę wodą- efekt byłby porównywalny.






Clarins Lift-Fermete mleczko do ciała 

Od Kasieńki;*. Przyjemny produkt. Miał bardzo delikatny zapach, ledwo wyczuwalny. Konsystencja idealna- rozprowadzenie zajmowało kilka sekund. Wchłaniał się kolejne kilka. Czuć było przez długi czas, że skóra jest nawilżona, napięta. Ale po raz kolejny- tańszymi produktami jesteśmy w stanie osiągnąć podobny efekt, więc podejrzewam, że się na niego nie skuszę.





Giorgio Armani Si

Znów od wiecie Kogo;*. Kasi nie przypadł do gustu i podarowała mi tę próbkę, tak jak dwie kolejne. Mnie ten zapach urzekł- wyczuwam w nim zdecydowanie grejpfruta. Świeży, pięknie się rozwija na skórze. Do mnie bardzo pasuje. Rozważę jego zakup po wykończeniu moich zapasów- co raczej szybko nie nastąpi, a może do tego czasu znajdę jakiś inny zapach.






I to by było na tyle!

Dajcie znać- jak zawsze- co znacie, czego używałyście i jak się sprawdziło. Może zainteresował Was jakiś produkt, pytajcie!


Wracam do nauki, bo jutro czeka mnie bardzo ciężki egzamin. Trzymajcie kciuki!

Pozdrawiam w słoneczną niedzielę!

K. ;*