piątek, 13 maja 2016

Życie pod kreską z Eveline

Cześć!

Wiosna pełną parą, więc zachciało mi się zmian. Między innymi w makijażu (mieszkanie już całe przemeblowałam). Postanowiłam bardzo jak na mnie zaszaleć- bo sięgnąć po eyeliner. Z racji tego, że mam ostatnio trochę więcej czasu na poranny czy też popołudniowy makijaż dałam szansę dwóm propozycjom Eveline Cosmetics. Ostatnio na moich oczach można praktycznie codziennie zauważyć czarne lub kobaltowe kreski.


Podczas II edycji Meet Beauty skusiłam się przy stoisku firmy na kolorowy eyeliner z serii Celebrities w odcieniu blue. I już nie miałam odwrotu i skończyłam z wymówkami. Zabrałam się do testów. A dodatkowo przygarnęłam dawno zakupiony i zapomniany czarny liner 2000 procent. I zabrałam się do pracy.


Zacznę jednak od tego dlaczego do tej pory unikałam eyelinerów. Po pierwsze: najzwyczajniej w świecie nie umiem malować kresek i w codziennym pośpiechu szkoda było mi czasu na tę walkę z wiatrakami- i tak zawsze kończyło się frustracją, szybkim zmywaniem i podrażnionymi oczami. Po drugie każdy jeden testowany przeze mnie liner wyglądał dobrze przez pierwsze 3 godziny, a później postanawiał się rozmazać i zostawałam z połową kreski, zwłaszcza jaskółki nie chciały trzymać się moich powiek.

Dlatego też podeszłam do moich nowości z rezerwą. Pierwsze testy wykonałam w dniu, gdy na spokojnie mogłam kontrolować stan moich oczu i zwrócić uwagę w którym momencie makijaż zacznie się zmieniać i odpowiednio zareagować.

Jakie było moje zdziwienie, gdy po ponad 8 godzinach liner wyglądał nadal tak samo dobrze, jak od razu po nałożeniu! Miałam ogromne obawy co do jego trwałości- zwłaszcza, że w ostatnim czasie moje prawe oko non stop łzawi i zmazuje wszystko co znajdzie się tylko w zewnętrznym kąciku.


Oba eyelinery znajdują się w bardzo ładnych i zgrabnych opakowaniach w formie kałamarzu. Nie jestem w stanie wskazać które bardziej mi się podoba. Aplikatory znajdują się na dosyć długich rączkach- przez co są bardzo wygodne w użyciu. Pojemnościowo wydaje mi się, że obie serie wypadają podobnie, jednak nie znalazłam nigdzie o tym konkretnych informacji.

Co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło i obie serie posiadają "to coś"- a mianowicie kulkę, która przy energicznym wstrząsaniu miesza zawartość. Dzięki temu mam pewność, że przy każdym otwarciu pigment jest równo rozłożony. W lakierach do paznokci niektórzy producenci stosują ten zabieg- ale w innym kosmetyku jeszcze się z nim nie spotkałam.


Pierwsze różnice wysuwają się od razu po odkręceniu opakowań, nie mówiąc o różnicy w kolorze bo jest ona oczywista. Celebrities eyeliner to dosyć cienki i miękki i precyzyjny pędzelek.


Natomiast 2000 procent to już lekko grubsza i zdecydowanie sztywniejsza gąbeczka zakończona w szpic.


Obie formy przy rysowaniu wpasowały się w moje gusta- choć do tej pory nie umiałam obsłużyć się gąbką. Tutaj od pierwszego użycia było dobrze.

Da się przy pomocy obu aplikatorów narysować cieniutką kreskę tuż przy linii rzęs jak i bardziej wyrysowaną z ostrym zakończeniem. Suną po powiece bez przeszkód, nie tworzą niekontrolowanych plam, nie wylewają się. Patrząc na wprost jestem w stanie narysować w miarę symetryczne jaskółki z cienkim szpicem, z czego jestem nieskromnie dumna.

Zaraz po nałożeniu trzeba mu dać chwilkę- dosłownie 15 sekund, aby wszystko się uleżało i aby wierzchnia warstwa zaschła, inaczej odbijam sobie to co nałożyłam przy okazji na rzęsy ponad załamaniem powieki.

A po całym dniu noszenia wyglądają mniej więcej tak:


Reszta makijażu zaczyna niedomagać, ale kreski są nie do zdarcia! Może lekko blakną w trakcie dnia, ale nie jest to rażąca różnica. Jaskółki pozostają w stanie nienaruszonym- w uwierzcie, że prawe oko praktycznie cały czas roni łezkę. Dodatkowo warto wspomnieć, że moje powieki są tłuste- a nic się nie kseruje, nie odbija.


Z racji tego, że są nie do zdarcia i nawet mniejszy deszcz nie jest w stanie ich ruszyć- a wspomnę, że tylko czarny jest sygnowany jako wodoodporny- przy demakijażu korzystam z dobroci płynu micelarnego z olejkiem Garniera, który zachowuje się jak tradycyjny płyn dwufazowy. Chwila, moment i cała kreska ładnie zostaje na waciku, a co zostaje bez problemu daje się domyć.

Przepadłam! Oko z narysowaną kreską wygląda od razu na bardziej dopracowane i większość makijaży sporo zyskuje. Teraz chyba wyciągnięta kreska stanie się nieodzownym elementem mojego makijażu! Dzięki Eveline za odczarowanie tego elementu makijażu! <3

A jak wygląda Wasz stosunek do płynnych eyelinerów? Wolicie je od tych żelowych? Jaki aplikator jest dla Was najwygodniejszy? Rysujecie kreski na co dzień? Jakie kolory królują na Waszych powiekach? Znacie linery Eveline? Lubicie?

Tyle pytań, mam nadzieję że będzie wiele odpowiedzi!

Buziaki,

K. ;*

15 komentarzy:

  1. Ja jakoś nie widzę sie w kreskach.Eyeliner z Eveline miałam kiedyś i był bardzo dobry ale nie podoba sie u mnie kreska :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że tak jak do wielu rzeczy trzeba po prostu do kresek dojrzeć. Mi zajęło to wiele lat i jakoś zaczynają mi się na moich oczach podobać. ;)

      Usuń
  2. ja jakoś ostatnio odeszłam od eylinerów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dopiero wdrażam je w życie- ale to taki standardowe kobiece falowe zmiany. :D

      Usuń
  3. Uwielbiam linery z aplikatorem w formie sztywniejszej gąbeczki, są dla mnie znacznie wygodniejsze i łatwiejsze w obsłudze niż linery z pędzelkami. Mam ten 2000 procent, chyba pora go wyjąć z szuflady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uczę się obsługi obu- ale chyba jednak pędzelek wysunie się na prowadzenie. Gąbką potrafię zrobić poszarpaną i nierówną linię, a pędzelek zawsze daje mi gładką krawędź. ;)

      Usuń
  4. Uwielbiam je, ostatnio bawię się fioletowym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fioletowy będzie następny! Jest przepiękny, ale co za dużo na raz to niezdrowo. ;D

      Usuń
  5. Eyelinerów z tej firmy jeszcze nie miałam, ale inne kosmetyki bardzo lubię. Świetnie prezentuje się na powiece niebieski kolor, bardzo mnie skusiłaś na niego i muszę koniecznie kupić :)
    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto. ;) Kolorowa kreska wygląda świetnie na oku- jest nieoczywista, a z daleka wszyscy odbierają ją jak czarną. ;)

      Usuń
  6. Mam czarną wersję tego Celebrities i jestem zauroczona, jak dotąd najlepszy eyeliner jakiego używałam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się- w porównaniu z innymi dostępnymi na rynku, które miałam okazję używać, ta seria jest najlepsza. ;)

      Usuń
  7. Płynne eyelinery to moja bajka przecież. Zakochałam się w celebrities, czemu dopiero teraz go dopadłam? :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jest jeszcze wiele świetnych kosmetyków do których nie dotarłyśmy. :D

      Usuń
    2. Jesteśmy trochę z epoki kamienia :D

      Usuń