czwartek, 8 października 2015

9/2015

Cześć!

Dokładnie 5 minut temu wyszedł ode mnie Pan, który powrócił mnie do życia- podłączył internet! W końcu będę miała możliwość być z Wami- moje zaległości sięgają daleko, daleko za horyzont, więc raczej niemożliwym jest ich nadrobienie- ale z pewnością od dziś będę na bieżąco. Tak więc skoro mowa o zaległościach- zacznijmy przyjemnie, od zużyć poprzedniego miesiąca.

Garnier płyn micelarny 3w1

Mój zdecydowany faworyt w kwestii bezproblemowego usuwania makijażu. Początkowo nie byłam do niego przekonana, ale po powrocie miło mnie zaskoczył- w porównaniu do innych drogeryjnych miceli radzi sobie znacznie lepiej. Zostaje ze mną na dłużej i z miłą chęcią nadal po niego sięgam 2 razy dziennie. Jest bardzo wydajny, jego cena oscyluje w okolicach 15-20 zł a działaniem dorównuje Biodermie.

Avon peeling enzymatyczny z minerałami z Morza Martwego

W katalogu wyczytałam, że miał to być peeling enzymatyczny połączony z drobnoziarnistym- ale nic z tego. Niby enzymatyczny, ale nie robi nic. Zupełnie nic. Równie dobrze taki peeling mogę wykonać wodą- i nie tracę chociaż czasu.



Yves Rocher krem intensywnie nawilżający do cer normalnych po suche

Ja, fanka YR nie zawiodłam się po raz kolejny. Świetny krem. Niewielka ilość wystarczyła do pokrycia całej twarzy i mogłam się cieszyć nawilżoną cerą przez cały dzień. Nadawał się pod makijaż- nic się nie rolowało. Cała seria ma piękny zapach jak i bajeczne działanie. Polecam wszystko z wyjątkiem toniku, który ma alkohol w składzie.


Rival de Loop nawilżający krem pod oczy

Burzliwa znajomość- niby nie był zły, ale trzeba było uważać z ilością, jaką się nakłada. Dodatkowo to nawilżenie powalające nie było- zdecydowanie lepiej sprawdzają się u mnie żele pod oczy z Flosleku- a są w podobnej cenie.

Marion zielona glinka

Super opcja wyjazdowa- saszetka czystej glinki wystarczyła mi na 3 aplikacje. Uwielbiam jej działanie! Koniecznie muszę się zaopatrzyć w większe opakowanie. Cudownie oczyszcza skórę, zwęża pory, łagodzi zmiany... och <3





Rival de Loop kapsułki pielęgnacyjne Anti-Age

Napakowane olejkami kapsułki są hitem blogosfery od długiego czasu. Ja po raz pierwszy sięgnęłam po nie dopiero teraz. I tak jak z poprzednim produktem tej firmy z tego denka, tutaj również mam mieszane uczucia. Zabrałam je ze sobą na wyjazd, bo są poręczne- ale raczej nie planuję powrotu. Zdecydowanie lepiej na mojej skórze sprawdza się czysty olejek jojoba. Te kapsułki nawilżają bardzo średnio, forma aplikacji nie jest wg mnie najwygodniejsza. Na dzień dzisiejszy moja skóra oczekuje czegoś innego niż ten produkt może zaoferować.


Yves Rocher szampon nadający sprężystość do włosów kręconych

Lubię ich szampony <też mi nowość>. Ten egzemplarz może nie oczyszczał włosów tak, że skrzypiały- ale domywał co trzeba było, włosy były standardowo 2 świeże po jego użyciu. Czasami zdarzyło mi się mieć lekko obciążone włosy- ale podejrzewam, że to bardziej wina odżywki niż jego samego w sobie. Przyzwoity, wydajny szampon dla lokatych. Więcej o nim poczytacie TUTAJ.

Kallos nabłyszczająca i odżywiająca maska do włosów LATTE

O niej chyba słyszał każdy. I oczywiście musiałam ją na sobie wypróbować. Werdykt- zupełnie przeciętna. Ani nie zdziałała na moich włosach cudów, ani nie zawiodła na całej linii. Nie mogłam jej stosować często bo obciążała moje loki- ale raz na jakiś czas, potrzymana około pół godziny po ich umyciu tworzyła burzę puszystych i błyszczących loczków. Plus za cenę i nie wykluczam- być może jeszcze kiedyś dam jej kolejną szansę.

Avon care nawilżająco-kojący balsam do ciała z aloesem i witaminą E

Zapraszam TUTAJ na recenzję całej serii. Z całej trójki zebrał najlepsze noty. Ale górnolotny to on nie jest. Zwyczajny, szybko się wchłaniający, lekki balsam na lato. Ale dla przesuszonej i wymagającej skóry może nie być wystarczający.


Avon woda <UWAGA> perfumowana Fleur

Dostałam ją jako gratis do jakiegoś zamówienia- sama podejrzewam, że bym się na nią nie skusiła. Zapach był całkiem w porządku- faktycznie kwiatowy, ale dosyć świeży. I był pierwsze 10 minut. I znikał. Tak szybko jak ciecz z prezentowanej uroczej butelki. Baj!



Maybelline korektor Dream Lumi Touch 02 nude

Zawód na całej linii- nie zakrywał nawet moich sińców pod oczami, a do najbardziej okazałych nie należą. Oprócz tego wchodził w załamanie, odznaczał się bo był zbyt jasny i skończył się w mgnieniu oka- dosłownie- bo jest go zaledwie 3 ml. Odrobinę więcej o nim TUTAJ.


 I tyle! Wszystkie te produkty idą w zapomnienie, tak jak ciepłe dni i krótkie spodenki. Ale w najbliższym czasie jeszcze do tego powrócimy- bo szykują się ulubieńcy ciepłych miesięcy!

Koniecznie podzielcie się swoimi opiniami na temat tych produktów.

A ja uciekam zgłębiać tajniki internetu!

Pa! ;*

K.

14 komentarzy:

  1. Nie ma to jak brak internetu :P Uwielbiam micel z Garniera :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj 3 miesięczny odwyk wystarczy mi na lata! Nie dziwię Ci się- nie wyobrażam sobie już mojej pielęgnacji bez niego. ;)

      Usuń
  2. Znam tylko płyn micelarny z Garnier, ostatnio to mój ulubieniec, ale i tak nie przebije lipowego płynu z Sylveco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam nigdy styczności z Sylveco. A Garnier stoi u mnie na równi ze wspomnianą Biodermą. A jak nie widać różnicy, to po co przepłacać? ;)

      Usuń
  3. Chciałabym w końcu wypróbować tą maskę Latte :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że da się zrobić- jest stosunkowo łatwo osiągalna. ;) Daj koniecznie znać jak się sprawdziła! ;)

      Usuń
  4. Kallos latte ciągle u mnie leży w szafce i czeka na pierwszy kontakt z włosami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też musiała "nabrać mocy" zanim nadeszła jej kolej. ;D

      Usuń
  5. Znam jedynie maskę Kallosa, ja ją bardzo lubiłam, ale czy do niej wrócę nie wiem :) Jest jeszcze tyle masek do wypróbowania :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię takie podejście. ^^ U mnie jeszcze 2 w kolejce, a w zużywaniu masek zbyt regularna nie jestem więc może zdążę się za tą stęsknić. ;)

      Usuń
  6. Micela z Garniera nie lubię. Miałam też krem pod oczy z RdL i choć początkowo uważałam, że był przeciętny, to kiedy sięgnęłam po Ziaję i miałam porównanie, to chętnie wróciłabym jeszcze do RdL, ale może w innej wersji. Jedyne co, to nie podobał mi się w kremie dzióbek, bo rzeczywiście można było za dużo zawartości wydobyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się skusiłam na wersję nawilżającą bo podejrzewałam, że najlepiej się u mnie sprawdzi. A z Ziaji nie miałam nigdy kremu pod oczy- i z tego co czytam to chyba nie będę już miała ochoty na niego, skoro jest jeszcze gorszy niż Rival de Loop. ;)

      Usuń