piątek, 30 października 2015

Trafiony zatopiony... czyli październikowy projekt denko.









Zapasy kosmetyków mają to do siebie, że zawsze są. Taka magia wszystkich maniaczek, kosmetycznych oczywiście. Dlatego bardzo miło popatrzeć jak czasem coś znika. A im więcej, tym więcej nowych poznać można w dalszym okresie. Toteż przybywam z moimi zużyciami ostatnich tygodni.


Numerem jeden denka zostaje zestaw szamponu i odżywki do włosów farbowanych Garnier Fructis Color Resist. Zawsze wiedziałam, że cała linia Fructis jest udana, jednak nie spodziewałam się aż takiego zachwytu z własnej strony. Obydwa produkty nawilżają, odżywiają i wygładzają włosy. Kolor moich włosów był niezmiennie intensywny podczas stosowania takiej pielęgnacji. Na duży plus zasługuje również piękny zapach. Zdarzało mi się myć włosy samą odżywką i był to bardzo dobry pomysł. Po takim zabiegu nie były one obciążone, a dodatkowo ich skręt był mocno podkreślony, a cały włos wygładzony. Na pewno kupię ponownie!

 A co z reszta denkowych produktów? Zapraszam dalej!


Clarins Multi-Active Niut to bez wątpienia krem, który odżywia. Idealny dla cery już nie młodzieńczej, a jeszcze nie w pełni dojrzałej. Poprzez nocne działania, rano nasza cera wygląda na zregenerowaną i wypoczęta. Polecam! I oczywiście jak to Clarins - cudnie pachnie. Jest on oczywiście gęstszy niż wersja na dzień, nie mniej jednak nie jest zbyt ciężki (co innym kremom się zdarza).
Clarins Multi-Active Skin Renewal Serum - będę to powtarzać do śmierci, ale muszę. Zapach, zapach, zapach. Ale na walorach estetycznych nie koniec. Idealne uzupełnienie całej serii Multi-Active. Zarówno na dzień, jak i na noc - pod krem. Szybko się wchłania i potęguje działanie dalszej pielęgnacji. To również produkt dla kobiet nie nastoletnich. Serum ma bardzo lekką konsystencję i jest na prawdę wydajne.  
Clarins Beauty Flash Balm to pielęgnacja na dzień przeznaczona bezpośrednio pod makijaż. Jej zadaniem jest pierwsze rozświetlenie cery. Rzeczywiście - szybko się wchłania i nie roluje pod fluidem. Czy rozświetla... na prawdę trudno powiedzieć. Miła konsystencja i na dobrą sprawę nie mam nic do zarzucenia, ale jednak czegoś mi zabrakło w tym produkcie. Takiej kropki na i. 
Pędzel do korektora Douglas syntetyczny - bardzo się zawiodłam. Pierwszych kilka użyć było naprawdę udanych. Bo pędzel sam w sobie jest super. Ale to wykonanie .... przy pierwszym myciu włosie zaczęło wychodzić. Coś tam z powrotem wcisnęłam, ale aż trudno uwierzyć, że kiedyś był on zaokrąglony. Kompletna klapa wykonawstwa i źle zainwestowane pieniądze. A szkoda! Bo potencjał był. 
Dezodorant Adidas Climacool - przede wszystkim chciałabym zauważyć, że nie często jakiekolwiek recenzje o dezodorantach piszę. Dlatego skoro już o nim wspominam to dlatego, że skurczybyk mnie wkurzył. Wszystko przez to, że po reklamie z Chodakowska miałam co do niego jakieś takie większe wymagania i czekałam na cud. Niestety koleżka okazał się bardziej przeciętny niż przeciętny dezodorant. Myślałam, że ćwiczenia z nim będą owocowały w mniejszy pot, a okazało się, że nie dawał rady przy zwyczajnym wyjściu do pracy. Kompletna porażka. Wrócę do moich sprawdzonych kosmetyków.  
Olejek z drzewa herbacianego do twarzy Oriflame Pure Nature - zaplątał się głęboko w szafce, więc jak już go znalazłam to go elegancko zużyłam. Niestety nie jest już w sprzedaży, a szkoda. Dobrze dezynfekował i pomagał cerze trądzikowej. Wiem, że sporo osób jego odejście z katalogu skwitowało smutkiem. Może jeszcze wróci :) Według mnie najlepszy produkt z serii. 
Płyn micelarny Soraya - jego bezzapachowa formuła była dla mnie tak odpychająco śmierdząca, że czekałam na jego denko jak nigdy! Do jego kupna skusiła mnie akcja promocyjna w Lidlu - więcej nie skorzystam. Oczyszczał twarz jak każdy inny przeciętny micel, ale inne przynajmniej ładnie pachną. Moją cerę ściągał i pozostawiał tak jakby lepką. Według mnie najgorszy produkt denka. Więcej po niego nie sięgnę i niestety to już któryś z kolei produkt firmy Soraya na który narzekam. Tak więc, to chyba marka nie dla mnie.  
Tonik do twarzy Cien do cery wrażliwej - Tak jak i jego wersja niebieska, udany i gody polecenia produkt. Świetnie oczyszcza, pachnie, nawilża i nie ściąga cery. Super opakowanie i ekstra cena. Kto jeszcze nie zna - żałujecie :) To jeden z tych produktów, który zaskakuje bo 1) nie jest drogeryjny 2) jest tani. Do kupienie oczywiście w Lidlu.
Clinique 7 day srub cream - sympatyczny do codziennego mycia twarzy. Bardzo delikatny jak na peeling, ale w końcu jest to peeling do codziennego stosowania. Zły nie jest, ale po raz kolejny produkt tej firmy śmierdzi mi starocią. Nie wiem czy ta linia kosmetyków tak ma, czy ja trafiam na końcówki ważności, lub stare próbki?! Myślę, że jest wiele tańszych i lepszych zamienników.
Biotherm krem na dzień - na prawdę nie wiem co napisać. Moje uczucia do niego są bardzo mieszane. Nawilżał, sprawdził się jako baza pod make up i był bardzo wydajny. Brzmi świetnie, ale okropnie szczypał w miejscach podrażnień i w okolicach oczu. Dezynfekował, ale jakim kosztem. Więcej po niego nie sięgnę, to pewne. Nie lubię gdy krem, który nie powinien, szczypie. 
Nivea żel-krem do mycia twarzy - nazwa precyzyjnie określa konsystencję produktu. Pierwszym skojarzeniem większości ludzi jest żel, gdy mowa o myciu twarzy. Tutaj mamy do czynienia z kremem, który dodatkowo ma drobinki pielęgnujące. Zapach typowy dla Nivei. A działanie? Nie wysuszał, nie ściągał, przyjemnie i łatwo się rozprowadzał.... niestety oczyszczał mało dokładnie. Po przemyciu twarzy tonikiem, okazywało się, że makijaż wciąż był na twarzy. 
Dr Brandt Revitalizing retinol eye cream - idealny gdy poza pielęgnacją delikatnych partii twarzy chcemy natychmiastowego rozświetlenia spojrzenia. Zawiera w sobie świetliste drobinki, które natychmiastowo poprawiają wygląd. Dodatkowy plus to oczywiście retinol w składzie. Bardzo lekki, niczym serum, dobry zarówno pod, jak i nad resztę pielęgnacji. Do tego bardzo wydajny i przyjemny. Na pewno do niego powrócę. (pełna recenzja)
Givenchy Youth Infusion Serum - lekki krem pod oczy, świetny na noc. Próbka była bardzo mała i nie wiem jak sprawdziłby się przy długotrwałym stosowaniu. Jednak tak mała ilość daję pozytywne światło na produkty Givenchy. Niewykluczone, że nadejdzie dzień gdy kupię produkt pełnowartościowy. 
 I to by było na tyle. Trochę się tego nazbierało. Jak możecie zauważyć, zaczęłam zużywać wszelakie próbki. Kiedy zrobiłam porządek w tych niby małych produktach - co to zawsze zostawiałam na jakiś wyjazd - przeraziłam się ich ilością. Staram się je wykorzystywać zanim sięgnę po coś nowego. W tym miesiącu znalazło się trochę hitów i trochę bubelków. Czekam na kolejne miesiące.

Jak tam z denkami u Was? Czymś Was zachęciłam albo zniechęciłam? Dajcie koniecznie znać. 

Całuję, 

Kasieńka :* 



10 komentarzy:

  1. ładne denko, sporo zużyć :) Niestety żaden z produktów nie jest mi znany :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiscie udalo mi sie co nieco pokonczyc ;) polecam garniera w szczegolnosci wyprobowac

      Usuń
  2. dużo zużyć ;D Kilka produktów znam, ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieje ze kolejny miesiac bedzie rownie owocny ;)

      Usuń
  3. JA planuję zrobić konkurs gdzie do wygrania będzie maska Clinique... ale nie wiem czy czytelnicy będą chcieli hmm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że będzie zainteresowanych sporo osób. Zawsze fajnie jest przetestować coś nowego. Clinique miewa perełki w swej ofercie, więc może maska to będzie strzał w dziesiątkę.

      Usuń
  4. Bardzo interesuje mnie marka Clarins, nie miałam okazji nic testować. Tulę na miły wieczorek :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marka Clarins to przede wszystkim otulające zapachy. Każdy produkt pięknie pachnie i ma się ochotę do niego wracać i wracać.
      Dziękuję i tulę wzajemnie :*

      Usuń
  5. Fajne denko nic nie miałam ale zainteresował mnie tonik z lidla akurat tu nie mam zapasów ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z czystym sumieniem polecam. Zarówno wersję niebieską jak i różową. Nie wydasz dużo, a będziesz zadowolona!

      Usuń