piątek, 20 stycznia 2017

Ulubieńcy 2016- po raz drugi!

Cześć!

Skoro już znacie moich kolorowych przyjaciół 2016 roku- czas pokazać Wam jakie produkty spisały się wybitnie dobrze w kwestii pielęgnacji na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy.

Zapraszam na pielęgnacyjne podsumowanie.


Jeśli macie ochotę poznać hity kolorówki- zapraszam do tego posta.


 Zaczynając od podstaw- pielęgnacja twarzy.

Różowy płyn micelarny Garnier to pozycja obecna przez przynajmniej 90% ostatniego roku- i nie zanosi się na żadną zmianę w tej kwestii. U mnie sprawdza się najlepiej do codziennego demakijażu jak i rannego przemywania twarzy. Zrezygnowałam z częstego kontaktu cery z wodą i ten płyn świetnie radzi sobie z domywaniem wszystkich resztek. Występuje w dużej pojemności 400 ml, jest bardzo wydajny i niedrogi. Koniecznie musicie go wypróbować jeśli jeszcze nie znacie.

Ziaja liście manuka- pasta do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom to kolejny kosmetyk, którego zużyłam już kilka opakowań. Pomaga mojej problematycznej cerze utrzymać się w dobrym stanie. Dobrze oczyszcza zaskórniki, łagodzi zmiany i peelinguje. Swietny kosmetyk typu 2 w 10 bo jest to zarówno maska jak i mechaniczny peeling.

Masełko Nivea mieszkało przy moim łóżku i codziennie, ale to absolutnie codziennie miało swoje 5 minut (w sumie około 5 sekund- bo tyle trwa jego nakładanie :). Lato czy zima, lepszy czy tragiczny stan ust- ono dawało efekt. Nie żałowałam go sobie, gruba warstwa codziennie nałożona na noc gwarantuje miękkie i gładkie usta następnego dnia. Wersja waniliowa-makadamia pachnie przyjemnie, jednak jest to według mnie zdecydowanie bardziej zimowy zapach- bardzo otulający, słodki.


 Moje włosy do najłatwiejszych we współpracy nie należą- o czym opowiadałam Wam już nie raz. Jednak jest kilka produktów, bez których nie wyobrażam sobie ich okiełznać.

Suchy szampon Batiste musi być pod ręką. W razie potrzeby idzie w ruch, szybkie pryśnięcie, wytrzepanie proszku z nasady i fryzura gotowa na cały dzień. Zdarza mi się obudzić z oklapniętymi włosami, choć myłam je wieczorem poprzedniego dnia- w takich wypadkach jest niezastąpiony.

Maska drożdżowa Babuszki Agafii to produkt, do którego powróciłam po przerwie- i cały rok z chęcią po nią sięgałam. Maskę nakłada się na skórę głowy po myciu i pozostawia na kilka minut- u mnie czasami to jest 2-3 minuty, innym razem 15. Co ważne- nie obciąża włosów, wręcz odbija je u nasady i przedłuża ich świeżość. Dodatkowo faktycznie wspomaga porost nowych włosów- u mnie jest to widoczne po kilku miesiącach na linii włosów, kiedy to pojawia się niemożliwa do zaczesania mini grzyweczka.

Z racji tego, że pogodziłam się z lokami- zaczęły się rozprostowywać. Z pomocą w takiej sytuacji przychodzi mi spray podkreślający loki Yves Rocher z wyciągiem z baobabu. Zauważalnie wydobywa skręt, a przy tym nie skleja włosów. Nadaje się również do reanimowania loków drugiego dnia- wystarczy go wgnieść we włosy omijając nasadę (może przetłuścić) i włosy się unoszą i zawijają.


Niezmiennie w kwestii zapachu pozostaję wierna So elixir purple z Yves Rocher. Latem uwielbiam po niego sięgać wieczorami, zimą towarzyszy mi przez cały dzień. Niesamowity zapach, raczej ciężki. Utrzymuje się bardzo dobrze, wszystkie ubrania nim pachną na długi czas. Wielowymiarowy i bardzo "mój" zapach.

Na zdjęciu buteleczki różni 20 ml perfum, a jaka to ogromna różnica w wyglądzie i smukłości buteleczek! :D


Na koniec mogę pokusić się o wskazanie całej marki jako ulubieńca 2016. U mnie było to Indigo.

Ostatnio pokazywałam ich produkty do stylizacji paznokci- lakiery, pyłki czy pilniczek. Posiadają również w swojej ofercie bogactwo zapachów pod postacią kremów do rąk i balsamów, olejków, oliwek, perfumetek czy masełek.


Z ogromną przyjemnością sięgam po balsam Pop Sugar po każdej kąpieli, a wieczorem przed pójściem spać- po krem do rąk Raspberry Love. Wśród szerokiej gamy zapachów każdy znajdzie coś dla siebie. Więcej o nich poczytacie w tym poście- do czego serdecznie zachęcam.


Krem do rąk sprawdza się świetnie, ma dużą pojemność i pachnie obłędnie. Jednak kiedy moje dłonie potrzebują dodatkowej dawki natłuszczenia i opieki- wtedy funduję im odrobinę masła shea, które świetnie działa jako maseczka na przesuszoną i popękaną skórę. U mnie w zapachu Seventh Heaven. A ono to dopiero jest kosmetykiem-orkiestrą! Nadaje się do nawilżania całego ciała, do włosów, skórek wokół paznokci a nawet do wykonania odżywczego manicure masłem shea.

Aż dziw bierze, że jedna firma jest w stanie wypuścić tak dobre jakościowo produkty w różnych dziedzinach- brawo Indigo!


U mnie było bardzo pachnąco i konkretnie.

Bez sentymentów żegnam Cię 2016.

2017- bądź lepszy, proszę!

Podzielcie się swoimi pielęgnacyjnymi ulubieńcami. Zostaną z Wami na dłużej? Co poznaliście w 2016, a co zostało z Wami z poprzednich lat? Znacie moich ulubieńców? 

Czekam na komentarze!

K. ;)

8 komentarzy:

  1. Ziajkę Manuka bardzo lubię, za to z Garnierem się nie polubiłam ani trochę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, a to dlaczego?

      To dwa bardzo popularne w minionym roku produkty. ;)

      Usuń
  2. Micel, ziaja, batiste i indigo uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To większa część wymienionych produktów- znaczy się mamy podobne gusta i potrzeby. :)

      Usuń
  3. Najbardziej ciekawią mnie oczywiście lakiery ;-) Choć mam ich dużo, to Indigo jest dla mnie marką nieznaną ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi najlepiej pracuje się na ich produktach. :)

      Usuń
  4. Myślałam nad zakupem tych kremów od Indigo. Bardzo lubię ich hybrydy, a o kremach czytam same dobre opinie :)

    Zapraszam też do blogowej akcji Liebster Blog Award. Szczegóły u mnie na blogu. Jeśli nie masz ochoty brać udziału, rozumiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są równie dobre jak lakiery. Więc warto się skusić. ;)

      Chętnie wpadnę do Ciebie i odpowiem w komentarzu ma pytania- już kiedyś brałam udział w tej akcji i nie widzę sensu powtarzania wpisu. :)

      Usuń